Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej

W numerze listopadowym naszego miesięcznika wydrukowaliśmy artykuł Manueli Gretkowskiej „Jak rozmawiać z dzieckiem o Bogu?”. Wzbudził on żywe reakcje czytelników. Niektóre z nich drukujemy poniżej. O podsumowanie poprosiliśmy ojca Tomasza Kwietnia OP, który odnosi się do ww. tekstu oraz głosów czytelników.

To nie teatrzyk

Ze zdziwieniem przeczytałem wymieniony artykuł. Mam nadzieję, że został opublikowany wyłącznie jako prezentacja różnorodnych poglądów ludzi, którzy uważają się za katolików.

Szkoda tylko, że pozostawiono go bez komentarza redakcyjnego prostującego pewne oczywiste herezje i infantylizmy dotyczące przede wszystkim sprawowania eucharystii. Rozumiem, że dzieciom na mszy św. może się nudzić (sam mam dwóch synów), ale przecież nie wolno sprowadzać sacrum do roli teatrzyku z bufetem. Zwłaszcza w miesięczniku wydawanym pod szyldem katolickim i szacownego Zakonu. (…)

Przemysław Lenartowicz

Niebezpieczne następstwo

(…) Gretkowska wdrożona do wykoncypowania efektów literackich, wylicza sztuczki zabawowo–pogańskie, które – oczywiście wbrew jej sugestiom – prowadzą wprost do zagłuszenia w dziecku przeczucia transcendencji i do utrwalenia na całe życie zdziecinnienia religijnego, a nie do rozwoju wiary. Robienie z księdza w szatach liturgicznych pajaca obwieszonego kwiatami i pluszakami, spuszczanie „z nieba” chleba na przezroczystej lince, inscenizowanie Biblii w formie teatrzyku kukiełkowego i – co naprawdę oburzające – rozdawanie na niedzielnej mszy św. dla dzieci chleba i kielichów z sokiem winogronowym w czasie przyjmowania komunii św. przez rodziców jest wyniszczaniem w dzieciach na całe życie predyspozycji do prawdziwego rozwoju duchowego

I to właśnie stanowi najbardziej niebezpieczne następstwo lektury literackich porad Manueli Gretkowskiej, które, ze względu na nazwisko pisarki, znanej z upodobania do całkiem innych motywów, tym bardziej przyciąga czytelników „W drodze”.

Krystyna Żebrowska

Następna będzie Nieznalska

W następnym numerze spodziewam się równie wartościowych treści artystki Nieznalskiej, a potem do obrony kościoła otwartego przed ciemnogrodem przystąpią na łamach „W drodze” zapewne sataniści. Niech pani Gretkowska rozwija się w wierze ojca Bartosia, ja pozostanę przy katolickiej. Aby jej ustrzec, nie wezmę już do ręki „W drodze” (a brałem…) i unikając jak ognia protestanckich wygłupów, kiedy tylko się da, będę uczęszczał na Mszę świętą Wszechczasów. Choć to 125 kilometrów w jedną stronę.

Roman Mocek

Ta pani chce zostać prymasem

Odnoszę wrażenie, że to raczej ta pani nie nadąża za rozumem albo chce zostać Prymasem Polski.

A. Orsini

Nie fundujcie nam traumy

Kilka niewątpliwie trafnych, fenomenalnych wręcz obserwacji. Zwłaszcza dotyczących prawdziwie dziecięcego spojrzenia na Eucharystię, by rzeczywiście podczas liturgii bardziej próbować wejść w świat dziecka.

Mam jednak wrażenie, że autorce niekoniecznie zależy na dotarciu do sedna ewangelicznej, apostolskiej (w rozumieniu biblijnym, czyli np. Dziejów Apostolskich) istoty Kościoła. Podsumowujący akapit nr 5 jest bardzo charakterystyczny: „nienadążanie Kościoła” za tym i tamtym, „nowoczesny świat”, „rozwój demokracji” etc. I w tym wszystkim ten anachroniczny Kościół, który naszym maluchom ma tak naprawdę do zaoferowania tylko klerykalno–dogmatyczną traumę…

Droga Redakcjo…, co się stało?

Kto następny na Waszych łamach będzie opowiadał nam np. o tym, jak dorosłym mówić o Panu Bogu? Profesor Maria Szyszkowska? Pani Izabela Jaruga–Nowacka? Również dorosłym nie można przecież fundować traumy, demokracja wszak postępuje, każdy jest wolny, trzeba nadążać, dziś jest inaczej… nie stresujmy ludzi tym nieznośnym zgorszeniem Krzyża!

Pozdrowienia

Paweł Socha

Wyrażam sprzeciw

Omawiany tekst budzi mój absolutny sprzeciw, podświadomie być może ze względu na osobę autorki. Jednak sprzeciw jest znacznie głębszy. (…) W największym skrócie: mamy do czynienia z propozycją osoby, która religię (wszystko jedno jaką, to naprawdę nie ma znaczenia, czy pisałaby tak samo o buddyzmie, jak pisze o katolicyzmie) traktuje jako ofertę promocyjną z katalogu w supermarkecie. W tej konwencji, czego Pani Gretkowska nie ma świadomości w najmniejszym nawet stopniu, należy natychmiast wypisać się z chrześcijaństwa i katolicyzmu szczególnie. Cóż to ma być za propozycja: krzyż, cierpienie, życie najtrudniejsze z możliwych tu na ziemi, w imię iluzorycznego szczęścia potem? Tego nie ma w żadnym katalogu religijnym. Ba, nawet niektórzy protestanci, nie potrafiąc się z tym pogodzić, usiłują takie katalogi z ulukrowaną propozycją chrześcijaństwa – z gruntu fałszywego – stworzyć. Tym sroższe rozczarowanie, kiedy to nie zadziała, bo z zasady nie może. Cóż to jest chrześcijaństwo? Uznanie istnienia jednej i niepodzielnej Prawdy Absolutnej, uznanie tego, że jestem grzesznikiem i z założenia nikim innym nigdy nie będę. Uznanie własnej bezradności wobec siebie samego i świata. Uznanie własnej śmiertelności. Spotkanie z żywym Jezusem, który ma moc podźwignąć mnie z otchłani rozpaczy i przeprowadzić mnie przez najcięższe życie tu, przez wszystkie doświadczenia, aż po własną śmierć do wieczności z Nim. Nie spotkawszy Jezusa, nie doświadczywszy Jego Miłości, Miłości miłosiernej Boga, można tylko pisać takie artykuły jak pani Gretkowska. I przegrać własne życie. Nie chciałbym być w skórze jej dziecka. Obym się mylił, obym źle odczytał to, co napisała.

Michał Rogoziński

Warto inwestować w najmłodszych

Półtora roku temu na świat przyszedł nasz synek. Od tego czasu odprawiamy z mężem pielgrzymkę po parafiach poznańskich i podpoznańskich w poszukiwaniu mszy, która nie byłaby dla nas stresogenna. (…) Arcyciekawy jest pomysł Manueli Gretkowskiej, aby przygotowując Eucharystię dla dzieci starszych (po 4 roku życia), wykorzystać formę teatralną do przekazania treści. Autorka poddaje świetne pomysły. Palącą kwestią jest również sprawa języka, nie tylko czytań i Ewangelii (w głowie mi się nie mieści, dlaczego nie czyta się na takich mszach Biblii dla dzieci), ale także tekstów liturgicznych. Myślę, że byłoby to dobre repetytorium także dla sporej części dorosłych, gdyż język liturgii jest tak archaiczny, że ma się wrażenie uczestniczenia w obrządku trydenckim. Na jedno by wyszło, gdyby odbywał się po łacinie. Sądzę, że skrócony czas i zagwarantowane miejsce siedzące dla dzieci to sprawa jasna jak słońce. Choć wciąż nie dla wszystkich…

Nie przeczę, że wielokrotnie widać dobrą wolę księży (wyjście z mikrofonem na kazanie i modlitwę powszechną), jednak ponieważ nie są rodzicami i nie mają na co dzień do czynienia z dziećmi, nie są w stanie pojąć ich możliwości. I tu powraca kwestia niezrozumiałego języka, którym zwracają się do maluchów. Trudno tu winić kapłanów. Niezbędne są reformy już na poziomie kształcenia przyszłych księży. Moim zdaniem, nawet ze względów marketingowych, warto inwestować w najmłodszych, bo czym skorupka nasiąknie za młodu… Jeżeli przyszłym świadomym wyznawcom Chrystusa Kościół nie będzie kojarzył się z niezrozumiałą nudą i siedzeniem na baczność, jest nadzieja, że za kilkanaście lat przyprowadzą na mszę swoje pociechy i z wiarygodnością będą przekazywać miłość do Boga.

Weronika Kurosz

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
Krystyna Żebrowska

czytelniczka....

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
Roman Mocek

czytelnik....

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
A. Orsini

czytelnik....

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
Paweł Socha

czytelnik....

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
Michał Rogoziński

czytelnik....

Reakcje na tekst Manueli Gretkowskiej
Weronika Kurosz

czytelniczka....