Żeby był bezpieczny…

Żeby był bezpieczny…

Czy Turcy byli obojętni? Tego bym nie powiedziała, ciągle podkreślali swoją gościnność i otwartość, ale można było wyczuć, że Benedykt jest dla nich postacią z innego wymiaru.

Czy Turcy popijający herbatę w cayhane (tamtejszych herbaciarniach) rzeczywiście byli przejęci wizytą Benedykta XVI? Ci, z którymi próbowałam rozmawiać (bo w Turcji trudno się porozumieć po angielsku), oczywiście wiedzieli, że do Turcji przyjechał papież. I tyle.

Jeśli coś ich interesowało, to głównie bezpieczeństwo Benedykta. Starsi panowie sączący kolejne szklaneczki herbaty rozmawiali o policji na ulicach, policyjnych helikopterach latających nad centrum Stambułu, snajperach na dachach i wielkich korkach.

W moim hotelu, 500 metrów od Błękitnego Meczetu, przemiły recepcjonista chętnie odpowiadał na pytania o wizytę papieża, ale mówił to, co wszyscy: – Chciałbym, żeby był tu bezpieczny… Jak tłumaczył, jeśli Benedykt wyjedzie z Turcji zadowolony, to Europa spojrzy na ten kraj przychylniej, a biznes turystyczny będzie się rozwijał. No cóż, bardzo pragmatyczne podejście. Kiedy jednak pytałam, co dla Niego znaczy modlitwa papieża w Błękitnym Meczecie, bardzo się zdziwił, że papież w ogóle tam był, choć cały czas podkreślał, że jest wizytą bardzo zainteresowany…

Większość Turków pytana o szczegóły, o papieskie słowa czy ważne gesty właściwie nic o nich nie umiała powiedzieć – myślę, że lepiej zorientowany był przeciętny Europejczyk, który oglądał relacje CNN czy BBC.

Czy Turcy byli obojętni? Tego bym nie powiedziała, ciągle podkreślali swoją gościnność i otwartość, ale można było wyczuć, że Benedykt jest dla nich postacią z innego wymiaru.

Papieskie korki

Stambuł powitał papieża gigantycznymi korkami, które pewnie przejdą do historii tego i tak na co dzień mocno zakorkowanego miasta. Komunikacyjny chaos panował przez trzy dni – pozamykane ulice, metalowe barierki okalające miejsca, które papież odwiedzał, tysiące policjantów, zakaz latania nad miastem w małych prywatnych samolotach – Turcy strzegli papieża jak oka w głowie, a Stambuł podczas jego pobytu był najbezpieczniejszym miastem świata. Żaden z czarnych scenariuszy, których tyle było przed rozpoczęciem wizyty, się nie zrealizował.

Antypapieskie protesty były tak mało znaczące, że gdyby nie to, iż były szumnie zapowiadane, nikt by na nie nie zwrócił uwagi. Na placu Beyazita, tuż obok Uniwersytetu Stambulskiego protestowało może z 30 działaczy nacjonalistycznej Wielkiej Partii Jedności. Dołączyło do nich kilkunastu nastoletnich uczniów pod wodzą nauczyciela – wszyscy domagali się wyjazdu papieża z Turcji. Protestowali przeciwko jego wizycie w Hagii Sofii, bali się, że jeśli się tam pomodli, to w ten sposób to miejsce stanie się na powrót chrześcijańską świątynią. Hagia Sofia to symbol laicyzacji Turcji – do zdobycia Konstantynopola była miejscem modlitw chrześcijan, potem została przekształcona w meczet, by w latach 30. XX wieku, podczas reform Atatürka, stać się muzeum. Podczas demonstracji pod nią więcej było na niej uzbrojonych po zęby policjantów i dziennikarzy niż protestujących.

Podobnie jak protesty, także i powitanie papieża w Ankarze nie było kontrowersyjne. Choć premier Erdogan zapowiadał, że nie będzie dostosowywał swoich planów do programu papieża, to w końcu przywitał go na lotnisku i zaraz potem odleciał na szczyt NATO do Rygi. Do dyplomatycznej gafy nie doszło, co więcej, w rozmowie z Erdoganem papież niespodziewanie poparł europejskie aspiracje Turcji, co z pewnością postawiło tę wizytę w zupełnie nowym świetle. Turcy dobrze pamiętali wypowiedź kardynała Ratzingera, który dwa lata temu przestrzegał przed przyjęciem Turcji do Unii Europejskiej. Tureckie, proeuropejskie elity były z pewnością zachwycone zmianą stanowiska.

Już w trakcie pobytu papieża w Turcji wizytę okrzyknięto sukcesem – i taką z pewnością była. Papież zatarł złe wrażenie, które zrobiły jego uwagi na temat islamu wygłoszone we wrześniu w Ratyzbonie, wykonał wiele symbolicznych ważnych gestów pod adresem muzułmanów.

Spróbował tureckiej herbaty

Ta wizyta była chyba jednak ważniejsza dla chrześcijan i Europejczyków niż dla samych Turków. Oczywiście łatwiej byłoby napisać, że z wroga papież stał się dla nich przyjacielem, ale to chyba zbyt daleko idące uogólnienie.

Papież pokazał w Turcji otwartość na inne religie (oprócz islamu także na prawosławie), pokazał też, że Unia Europejska jest dla niego ważnym punktem odniesienia – tak było, gdy poparł starania Turcji o wejście do UE, tak było, gdy razem z patriarchą Bartłomiejem bronili mniejszości religijnych i stwierdzili, że kryterium przyjęcia do Unii musi być przestrzeganie wolności religijnej.

Ale czy to było tematem rozmów w stambulskich herbaciarniach? Turcy często i namiętnie piją herbatę, to ich narodowy obyczaj – do ich serc papież próbował trafić także, próbując tureckiej herbaty. Czy mu się to udało, czy była to jedna z tych ważnych wizyt, której znaczenie zostanie docenione dopiero po latach?

Żeby był bezpieczny…
Danka Woźnicka

dziennikarka Radia Zet, była korespondentką w Stambule podczas pielgrzymki Benedykta XVI do Turcji. Mieszka w Poznaniu. Aktywna na...