Buduje się poprzez dialog

Buduje się poprzez dialog

Maja Jaszewska: Jest Pan laureatem pokojowej nagrody UNESCO za działalność na rzecz dialogu międzyreligijnego. W zeszłym roku uczestniczył Pan w Gnieźnie w VI Zjeździe „Europa Dialogu”. Jaki powinien być cel międzyreligijnego dialogu?

Mustafa Cerić: Korzystając z okazji, chciałbym pozdrowić Polaków, a szczególnie Tadeusza Mazowieckiego, któremu jako pierwszemu przyznaliśmy w zeszłym roku nagrodę „Srebrenica 95”. Była to moja inicjatywa zainspirowana nagrodą, którą przyznało mi UNESCO. Spotkania, takie jak Zjazd Gnieźnieński czy Sympozjum Nowa Agora zorganizowane w Sarajewie przez Ośrodek Pogranicze, uważam za bardzo ważne i potrzebne. Mam nadzieję, że są one w stanie zmienić oblicze Europy. Co do Pani pytania o istotę dialogu, to myślę, że nie ma jednej jego definicji. Cały kosmos to dialog materii i energii. Ludzie tworzą jego najwyższą, najbogatszą formę. Jest to pewien proces, który nie ma początku ani końca. Ma jednak jedną fundamentalną cechę, a jest nią rozmowa, czyli spotkanie. Uczyć się siebie nawzajem możemy jedynie poprzez wymianę doświadczeń. Tworzy się wówczas tzw. the art of communication.

Od pewnego czasu wiele osób mówi o sztuce dialogu, wiele organizacji zajmuje się jej praktykowaniem.

Niesie to za sobą ryzyko pewnej inflacji tematu, ale z drugiej strony dzięki jego powszechności w krwiobieg naszej kultury i religii wchodzi nowy język i nowe myślenie. To jest bardzo ważne, bo obecnie zamiast sztuki tolerancji uprawiamy sztukę wojny. Musimy wreszcie rozpocząć w Europie poważny dialog między judaizmem, chrześcijaństwem i islamem. Te trzy kultury i cywilizacje w równym stopniu tworzą korzenie Europy. Problemy i konflikty między chrześcijanami, żydami i muzułmanami paradoksalnie wynikają nie tyle z różnic między nimi, ile z podobieństw. Pierwsze spotkanie tych trzech cywilizacji miało miejsce w Bagdadzie, drugie w hiszpańskiej Kordobie, a dziś ma miejsce trzecie – w Europie, która jest jednym z najważniejszych terenów decydujących o przyszłości świata. Jest jego kulturowym i duchowym centrum, swoistym laboratorium życia, w którym wszystko się testuje.

Jedna z najważniejszych kwestii dotyczy muzułmanów. Mam nadzieję, że Europa nie rozstrzygnie jej w ten sam sposób, w jaki zrobiła to kiedyś z Żydami, czyli pozbywając się ich definitywnie. Mimo wydarzeń sprzed jedenastu lat w Srebrenicy chciałbym wierzyć, że Europa ma mądrość, siłę i odwagę, żeby tym razem nie popełnić tego samego błędu, którym była Zagłada. Odnoszę wrażenie, że Europa nadal nie może się pogodzić z obecnością muzułmanów na swoim terytorium.

Z czego ta niemoc wynika?

Europa nieustannie nosi w sobie pamięć Imperium Osmańskiego, z czego wynika wiele uproszczeń, stereotypów i uprzedzeń wobec muzułmanów. Nie ukrywajmy jednak, że nasze dalsze wspólne losy zależą również od nas samych, od tego, jak my, muzułmanie, będziemy rozumieć naszą obecność w Europie i jak będziemy się zachowywać. Od tego w dużej mierze zależy również stosunek Europy do nas. To jest obustronne uwarunkowanie. Za mało dziś po stronie muzułmańskiej słychać głosów wzywających do pokoju i dialogu. Znacznie częściej słychać orędowników wojny, co po części wynika z tego, że są oni bardziej medialni. Tymczasem islam wojujący jest również tragedią dla samych muzułmanów, bo skazuje ich na ostracyzm i izolację. Myślę, że Europa nie ma wyboru i musi przyjąć do siebie muzułmanów, a oni muszą zmienić swój stosunek wobec Europy. To znaczy postrzegać ją nie jako przestrzeń konfliktów i wojny, ale jako przestrzeń pokoju i ścisłej, społecznej współpracy.

Według Aleksandra Popovicia muzułmanów na Bałkanach cechuje pewna specyfika – w odróżnieniu od innych muzułmanów na świecie od samego początku żyją w stałym i bliskim sąsiedztwie chrześcijan i żydów. Dlatego ci „muzułmanie europejscy”, jak ich nazywał, mogą odegrać rolę pomostu między islamem a innymi religiami. Podobnie mówiono o polskich Tatarach w latach 20. ubiegłego wieku. Czy Pan podobnie postrzega rolę bośniackich muzułmanów?

Ale to właśnie ci piękni, tolerancyjni europejscy muzułmanie zostali zabici w Foči i Viąegradzie w 1992 roku. Między nimi nie było przecież mudżahedinów albo, jak się dziś mówi, wahabitów. Zostali zamordowani nie dlatego, że byli niebezpiecznymi ekstremistami, ale dlatego, że w ogóle ośmielili się istnieć. Bo chcieli w pokoju żyć i pracować, bezpiecznie wychowywać swoje dzieci. To doświadczenie stwarza pewien paradoksalny dylemat – ci muzułmanie, którzy walczyli, niektórzy przy pomocy mudżahedinów, przeżyli. Czy pokojowy islam jest więc właściwy, skoro tym samym przyzwala, żeby ci spalili dom, wypędzili cię z twojej ziemi, zgwałcili matkę, siostrę, żonę?

Europa musi się dziś zmierzyć z pytaniem, czy nie zdradziła samej siebie w Srebrenicy, ponieważ zgodnie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ miała utrzymywać ją jako bezpieczną strefę, a jednak 7 lipca 1995 roku przyzwoliła, żeby doszło tam do ludobójstwa. Na dodatek po tym wszystkim, co się wydarzyło, stale widzą nas jako powiązanych z Al Kaidą i odpowiedzialnych za międzynarodowy terroryzm. Jest to nieprawdziwe i głęboko niemoralne. Dowodzi słabości Europy i wszystkich tych, którzy wygłaszają takie opinie. Dlaczego nieustannie musimy udowadniać, że chcemy jedynie spokojnie żyć, pracować, współpracować i chować nasze dzieci? Pragniemy mieć dobre uniwersytety, szkoły, drogi, godziwe pensje i odpowiednie warunki życia. Przy czym wcale nie chcemy robić z siebie ofiar, wielokrotnie pierwsi wyciągamy rękę do zgody.

Jak dowodzą wydarzenia ostatnich lat w Europie Zachodniej, dotychczasowe modele integracji zawiodły.

Europa ciągle popycha nas ku temu, abyśmy utworzyli w Bośni małe, osobne muzułmańskie państwo. Czyli, de facto, żeby powstało getto. Dla nas, muzułmanów, wielokulturowość, wieloreligijność czy wieloetniczność to nie tylko kwestie polityczne. To dla nas problemy egzystencjalne, ponieważ doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że jeśli się nas odizoluje, zamknie na małej przestrzeni, to nie będziemy mieli szansy przeżycia. I z tego powodu, nawet kosztem części naszej tożsamości chcemy być włączeni i zintegrowani, żyć wspólnie i blisko z sąsiadami, którzy należą do innych religii, nacji czy innej kultury. Nasi przeciwnicy z Belgradu i Zagrzebia znają ten problem i odnoszą się nieprzychylnie do naszego stanowiska. Wbrew temu wierzę, że my, muzułmanie w Bośni, na Bałkanach i wszyscy inni muzułmanie w Europie, przetrwamy właśnie wtedy, jeśli nie będziemy się izolować. Bo izolacja oznacza dla nas śmierć.

Jaki wpływ na islam w Bośni wywarły doświadczenia ostatniej wojny na Bałkanach?

Niewątpliwie ten wpływ jest wielki. Wielu muzułmanów przed wojną nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, że są muzułmanami. Często byli już w pełni zasymilowani, ostatecznie oddaleni od swojej wiary i kultury. Niektórzy sarkastycznie mawiają, że najwięcej dobrego dla powrotu bośniackich muzułmanów do islamu uczynili Karadżić i Mladić. Jeżeli człowiek przez 44 miesiące żyje w oblężonym Sarajewie, w całkowitej izolacji od reszty świata, w każdej chwili może stracić bliskich i sam zginąć, kiedy opuścili go wszyscy ci, na których liczył, to jedyną opiekę i wsparcie znajduje u Tego, który stoi ponad światem. Pozostaje już tylko nadzieja, że istnieje Ktoś, kto ustanowi na nowo sprawiedliwość, której tak bardzo brakuje. O podobnej sytuacji napisał Teodor Herz w książce Państwo Izrael: „Gdyby nas, Żydów, inaczej traktowali w Europie, to z pewnością zasymilowalibyśmy się całkowicie i nie wiedzielibyśmy nic o naszych korzeniach”.

Serbski antropolog Ivan Ćolović pisze, że jeśli w polityce zaczyna się używać języka religijnego, to jest to bardzo niebezpieczne. Nie ma wówczas możliwości rzetelnej dyskusji, a ci, którzy mają zdanie odmienne od rządzących, stają się automatycznie wrogami narodu i państwa.

Wszelkie zamykanie się jakiejś nacji w kulturze, języku lub religii jest niebezpieczne dla niej samej. Wielkie imperia i cywilizacje powstały i trwały jedynie wtedy, gdy były otwarte i inkluzywne. Islamska cywilizacja była wielka dlatego, że otworzyła się na wszystkie zamieszkujące ją nacje, kultury i religie. Od momentu, kiedy muzułmanie zatracili tę otwartość, ich cywilizacja nie osiągnęła już nigdy więcej takiego poziomu rozwoju. Bośniaccy muzułmanie, którzy zabraniają swoim dzieciom uczyć się pisać cyrylicą i czytać ją, popełniają wielki błąd. Tak samo jak Chorwaci w Bośni, separując się i zabraniając swoim dzieciom kontaktować się z dziećmi swoich sąsiadów – Bośniaków i Serbów. Postępują tak, bo boją się, że poprzez kontakt z innymi zatracą swoją tożsamość. Tymczasem człowiek nie zbuduje swojej tożsamości w izolacji, ale tylko poprzez kontakt z drugim człowiekiem.

Poznając innego, nie trzeba się bać utraty swojego języka, religii czy tradycji. Wręcz przeciwnie, im więcej wiesz o innym, tym jesteś silniejszy, a twoja tożsamość jest pełniejsza.

przełożył Rigels Halili

Buduje się poprzez dialog
Mustafa Cerić

urodzony 5 lutego 1952 r. w Visoko, Bośnia i Hercegowina – bośniacki duchowny i teolog muzułmański, prof. dr. hab., przewodniczący Rady Ulemów, wielki mufti Bośni i Hercegowiny (1999-2013), ukończył medresę w Sarajewie i Uniwersytet Al-Azhar w Kairze, duchowy przywódca bośni...

Buduje się poprzez dialog
Maja Jaszewska

dziennikarka, publicystka....