Docenić dzieci, wspierać dorosłych

Docenić dzieci, wspierać dorosłych

Bardzo się cieszę, że Manuela Gretkowska napisała swój tekst, bo choć można się z wieloma rzeczami nie zgadzać, np. gdy mówi o kapłaństwie kobiet czy na temat sakramentów, to bardzo dobrze, że temat został podjęty. Mam wrażenie, że większość ludzi myśli podobnie jak ona, i trzeba się z tym zmierzyć. Kilka zdań wyrwanych z kontekstu, które mówią krytycznie o Kościele, nie może przekreślać artykułu, bez wejścia w meritum sprawy. Z Gretkowską można się nie zgadzać, ale można z nią rozmawiać.

Chciałbym się odnieść do tego, co dotyczy wprowadzania dzieci we mszę świętą. Po przeczytaniu „Jak rozmawiać z dzieckiem o Bogu” stawiam sobie pytanie, jak wytłumaczyć dzieciom, którym najpierw daje się sok z winogron, jaka jest różnica między nim a Krwią Pańską? Może to być bardzo trudne. Podpisuję się pod stanowiskiem ks. Jacka Dunina–Borkowskiego, który na łamach „Więzi” (12/2002) napisał tekst „Msza święta infantylna”. Jego zdaniem, są rzeczy, które nie mieszczą się w liturgii, gdyż nie wszystko da się przełożyć na język dziecięcy. Gdy mówimy o mszy św. dla dzieci, trzeba sobie postawić pytanie, dla jakich dzieci. Trzylatków, pięciolatków, siedmiolatków, dziewięciolatków? Dwa lata różnicy sprawiają, że są to już inne dzieci. Aby msze trafiały do dzieci, musiałyby być odprawiane dla poszczególnych grup wiekowych.

Tak czy inaczej, nie da się zdjąć wychowania religijnego z barków rodziców. Działalność duszpasterska Kościoła powinna przede wszystkim trafiać do dorosłych, co było praktyką najstarszego Kościoła. Księża, biskupi katechizowali dorosłych. Można się zgodzić z Gretkowską, że księża nie mając swoich rodzin, nie potrafią trafić do dzieci.

Dużo bardziej wartościowe jest wspieranie rodziców w wychowaniu dzieci niż zastępowanie ich w tej roli. W polemice z artykułem ks. Jacka Dunina–Borkowskiego jeden z biskupów twierdził, że skoro rodzice nie wychowują religijnie dzieci, to Kościół musi spełnić tę rolę. To tworzy błędne koło. Kościół zajmuje się dziećmi, które potem odchodzą od praktykowania wiary, nie pogłębiając jej, przez co nie przekazują jej swoim dzieciom. Stąd najważniejsza jest katecheza dorosłych.

Jeśli chodzi o liturgię, nie wyobrażam sobie mszy św. dla dzieci. Manuela Gretkowska ma rację, gdy pisze, że są to msze św. dla dorosłych z elementami dziecięcymi. Znacznie bliższa jest mi sytuacja, którą praktykuje np. Jan Andrzej Kłoczowski OP w Krakowie. Tam dzieci mają oddzielną liturgię słowa. Są wprowadzane do kościoła podczas procesji z darami. Czują się wtedy ważne i docenione, bo mogą uczestniczyć w czymś, w czym biorą udział dorośli. Katecheza na ich poziomie odbywa się w oddzielnej sali. Sugestie Gretkowskiej są bardzo sensowne, ale nie realizowałbym ich podczas liturgii. Jest taka tendencja, że wszystko musi być okraszone mszą św. i wszystko musi się w niej znaleźć. Jednak liturgia to nie pojemnik na wszystko. Małe dzieci nie mają obowiązku chodzenia na mszę św. Mogą na niej być, ale pozostaje kwestią roztropności rodziców, w jaki sposób będą w nią wprowadzać dzieci. Nie jestem zwolennikiem kategorycznego rozgraniczenia, że nigdy dla dzieci albo tylko dla dzieci, ale języczek u wagi powinien być nakierowany na rodziców.

Gretkowska jest matką i wie, jak dziecko myśli. Moją uwagę zwrócił fragment, w którym opisuje podróż do Tajlandii. Małą Polę urzekł starożytny rytuał buddyjski. Nie był on dostosowywaniem rytu do poziomu dziecka. Ten rytuał jest taki sam od tysiąca lat albo i więcej. To wskazuje na problem przegadania i suchości naszej liturgii. Obecny rytuał mszy św. apeluje prawie wyłącznie do rozumu, dlatego jest nieczytelny dla dzieci. Nie mam pewności, ale sądzę, że dziecko łatwiej odnalazłoby się w uroczyści sprawowanej mszy trydenckiej (która mnie się nie podoba) albo liturgii prawosławnej, na której jest kadzidło, kolor, świece, szaty, ciągle się coś dzieje, niż w liturgii, która jest oparta na gadaniu. Trudno się dziwić, że dziecko się nudzi. Gretkowska słusznie zauważyła, że dziecko przeżywa liturgię całym sobą, dlatego Poli tak bardzo podobała się Tajlandia i buddyści.

Docenić dzieci, wspierać dorosłych
Tomasz Kwiecień

były dominikanin....