Psalmista i jego Bóg
fot. isaac quesada / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Pytanie Boga

0 votes
Wyczyść

Zbyt często niektórzy chrześcijanie pokrywają swoją niewiarę w działanie Boga w świecie cienką warstwą „woli Bożej”.

My, chrześcijanie, mamy wiele szkół modlitwy, ale pierwszą i najważniejszą pozostaje dla nas Pismo Święte, a zwłaszcza psalmy. Bez nich nie mielibyśmy pewnie ani odwagi, ani wiary, żeby naprawdę zwrócić się do Boga. Zbyt często gramy wyimaginowaną pobożną rolę. Do kościoła trzeba się odpowiednio ubrać, założyć krawat, zrobić makijaż. Nastrój też musi być odświętny. Wreszcie uczucia odpowiednie: spokojne, pełne zadumy. Obawiam się, że i kaznodzieje sugerują podobne warunki wstępne. Przed Bogiem, a więc Kimś Strasznie Ważnym, jest wiele rzeczy, których nie wypada robić. Na przykład nie wypada się gniewać, mieć żal, być obrażonym, smutnym. Buzia w ciup, ręce w małdrzyk, pobożne zadumanie, oko ku sklepieniu. Trzeba się bardzo wysilić, żeby taki nieco pozaświatowy stan uzyskać. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chrześcijanin dochodzi wreszcie do przekonania, że nie może czuć tego, co właśnie czuje, i być tym, kim właśnie jest, żeby do Boga się zwrócić.

Żywy, żywy Cię tylko wysławia.
(Iz 38,19)

Nic z tej postawy nie znajdziemy w psalmach. Nie ma takiej sytuacji, w której nie można by rozmawiać z Panem. Psalmista woła do Boga dlatego, że chce żyć, a nie dlatego, żeby od czasu do czasu przeżyć „doświadczenie religijne”. Według Starego Testamentu to, że ktoś oddycha i bije mu serce, jest jedynie możliwością życia, ale to za mało, żeby żyć. Można więc być martwym za życia. Jak najbardziej. I my wszyscy czasem tego doświadczamy.

Przylgnęła do prochu moja dusza: Przywróć mi
życie według Twego słowa!
(Ps 119,25)

Wołający tu psalmista jest martwy. Tak przynajmniej czuje, więc woła do Boga zza grobu. Nie chodzi jedynie o wyolbrzymienie, jakby na przykład był umierający albo bał się przyszłej śmierci. Pragnie życia, bo to, co teraz ma, nie jest życiem. Według Pisma Świętego żyje ten, kto woła i jest wysłuchany, kto patrzy i jest widziany. Dziś powiedzielibyśmy, że żyje ten, kto jest w relacji ze sobą, ze światem, z drugim człowiekiem, z Bogiem. Jeśli nikt nie odpowiada na moje wołanie, jeśli nikt mnie nie widzi, jestem martwy. Psalmista nie ma złudzeń. My też nie powinniśmy ich mieć.

Do Ciebie, Panie, wołam, Skało moja,
nie bądź wobec mnie głuchy,
bym wobec Twego milczenia nie stał się jak
ci, którzy zstępują do grobu.
(Ps 28,1)

Żyję, jeśli jestem w relacji. Żyję i jestem szczęśliwy, ponieważ „Bóg rozjaśnił nade mną swoje oblicze”, bo jest blisko. Psalmista, który miał mniej narzędzi do tego, żeby się oszukiwać, niż my dzisiaj, doświadcza swojego życia jako całości. Żyję, kiedy jestem blisko ludzi, świata i Boga. Jeśli nie, to doświadczam oddalenia, również od Boga, i mówię Mu o tym. Nie zasłaniam się obiektywizowaniem sytuacji, wmawianiem sobie, że nie czuję tego, co czuję.

Skarga na Boga do Boga

Jezus wołał z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?!”. Psalm 22, jak większość psalmów prośby, uderza w sedno sprawy i zaczyna się od czegoś, czego pewien typ pobożności nam wzbrania: od skargi na Boga. Marcin Luter mówił, że na krzyżu wołała jedynie słaba ludzka natura Jezusa, a chrześcijanin dziś nie ma już prawa się tak modlić, bo byłoby to bluźnierstwem. Tymczasem chrześcijanin nie tylko ma prawo, ale nawet powinien się tak modlić, bo komu innemu, jeśli nie Bogu poskarży się na Boga? Może się to wydać paradoksem, ale jest to po prostu przejaw istnienia relacji z Bogiem. Taka skarga jest przecież również wyznaniem wiary, że Bóg słyszy, że od Niego wszystko zależy, że jest w stanie zmienić moje życie. Zanim psalmista poskarży się na swoją chorobę, na psychiczne i fizyczne cierpienie, na swoich wrogów, poskarży się przede wszystkim na Boga.

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku.
Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz,
wołam i nocą, a nie zaznaję pokoju.
(Ps 22,2–3)

Lecz to przez wzgląd na Ciebie ciągle nas mordują,
mają nas za owce na rzeź przeznaczone.
Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się!
Nie odrzucaj na zawsze!
(Ps 44,23–24)

Komu miałbym powiedzieć o swoim rozczarowaniu przyjaźnią, jeśli nie przyjacielowi? Z kim miałbym rozmawiać o tym, że źle się dzieje w moim małżeństwie, jeśli nie z małżonkiem? Mówienie komuś innemu nie wystarczy, gdyż problemy będą narastały. Otwarcie ust do Boga szczere i z konieczności subiektywne dowodzi mojej żywej wiary, a może czasem właśnie jest jej aktem i tym samym przywraca mnie ku życiu.

Żyje tylko wołający Cię

Nie umiemy wejść w konflikt z Bogiem, bo z ludźmi też nie za bardzo umiemy wchodzić w takie sytuacje. Wydaje się nam, że musi być wygrany i przegrany, jakby chodziło o wojnę i sporne terytorium, które nie może należeć jednocześnie do dwóch państw. Moje racje albo jego. Dlatego często się wycofujemy, rozwodzimy, rozchodzimy, izolujemy – od ludzi i od Boga. W imię kultury osobistej, honoru, nieokreślonych przesłanek, iluzorycznej wolności, a tak naprawdę z lęku i beznadziei decydujemy się raczej na milczenie niż na wołanie, a więc na śmierć. Tymczasem wołający ma nadzieję na spotkanie z Drugim. Prag- nie życia, a więc już w tym momencie życie w nim zwycięża. „Żywy Cię tylko wysławia” (Iz 38,19) , ale i odwrotne zdanie jest prawdziwe: Żyje tylko wołający do Ciebie.

Wierzę, więc proszę

Skarga skierowana ku Bogu nie powinna być mylona z lamentem, to znaczy z czysto emocjonalnym wylaniem swojego żalu, takim jak szloch na pogrzebie. Słusznie zachęca się ludzi do wyrażania swoich emocji, po to, żeby je przeżyć, wyrzucić z siebie, ale w modlitwie nie chodzi jedynie o relację z sobą samym, choć i ta jest istotna. Modlitwa nie jest autoterapią ani sposobem na pogodzenie się z tym, czego nie można zmienić, nie jest też czysto wewnętrznym doświadczeniem, po którym nie należy oczekiwać realnej zmiany w świecie. Zdecydowanie nie jest tak dla psalmisty. Po prostu dlatego, że jest człowiekiem wierzącym.

Psalmista jest przekonany, że Bóg może zmienić świat, może przywrócić mu życie, wyrwać go z rąk wrogów i wybić im zęby, którymi go kąsają. Zbyt często niestety niektórzy chrześcijanie pokrywają swoją niewiarę w działanie Boga w świecie cienką warstwą „woli Bożej”. Tymczasem, żeby prawdziwie jak Jezus przeżyć swój Ogrójec i powiedzieć „Bądź wola Twoja”, trzeba być wcześniej świadkiem cudów i potęgi modlitwy, która zmienia świat i ratuje ludzi. Tylko wtedy „Bądź wola Twoja” nie będzie wyrazem beznadziei i załamania, ale czymś pozytywnie chcianym.

Wszystkie skargi na Boga, na siebie, na wrogów prowadzą więc do prośby. I to prośby wyrażonej w trybie rozkazującym. Może dlatego, że w języku hebrajskim nie ma gramatycznych form grzecznościowych.

Zwróć się, o Panie, ocal moją duszę, wybaw mnie przez Twoje miłosierdzie, bo nikt po śmierci nie wspomni o Tobie: któż Cię wychwala w Szeolu? (Ps 6,5–6)

Uciekać ku Osobie

Psalmista ucieka przed nieszczęściem do Boga, któremu wierzy i ufa. Nie zawsze Go rozumie, ale nie to jest najważniejsze i nie zrozumienia jedynie szuka. My często żyjemy w ułudzie, że wystarczą jakieś abstrakcyjne odpowiedzi, na przykład na pytanie: „Dlaczego zło?”. Szczerze mówiąc, z teoretycznych zdań dla cierpiącego człowieka niewiele wynika. Nie może. Psalmista zwykle nie pyta dlaczego, tylko od razu biegnie do Boga i krzyczy: „Jak długo jeszcze?”. Wie, że ból to ból, samotność to samotność, śmierć to śmierć. Nie szuka intelektualnych wyjaśnień, tylko realnej zmiany: zdrowia, obecności i życia. Ucieka w dobrym kierunku: nie w pojęcia, ale ku Osobie. Doświadcza alternatywy życia i śmierci i przeżywa je wewnątrz relacji z Bogiem. Doświadcza jej w Bogu, a nie poza Nim.

Wszelkie stwierdzenie nieszczęścia, które nie przechodzi przez lament skierowany ku Bogu, jest katastrofalne dla życia i nieodpowiedzialne. Wiara, która usuwa z modlitwy lament, konflikt i trudne doświadczenie, jest daleka od życia i przez to również fałszywa. Kto wstrzymuje się od skargi kierowanej ku Bogu, traci szansę na życie.

Kim jest Bóg psalmisty? Jest Kimś, kto ma swoje tajemnice, czasem się ukrywa i milczy. Choć czasem wydaje się daleki, nigdy nie aż tak daleki, żeby wołanie nie miało sensu. Nawet z prochu śmierci, dołu zagłady, grobu – może usłyszeć. Jego obecność to życie, brak Jego spojrzenia to śmierć. Psalmista może wiedzieć, że „rany jego cuchną i ropieją z powodu jego szaleństwa” (Ps 38,6), ale poczucie winy nie zamyka mu ust. Bóg jest niepojęty, ale przyjmuje wyrzuty, a nawet skargi przeciw sobie, które wypowiada modlący.

Psalmista i jego Bóg
Łukasz Popko OP

urodzony 30 maja 1978 r. w Żarach – dominikanin, biblista, wykładowca w École Biblique et Archéologique w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Do Zakonu Kaznodziejskiego wstąpił po ma...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze