Przebłysk i przeczucie

Przebłysk i przeczucie

Anna Sosnowska: Będziemy szukać szczęścia w literaturze i filmie. Porywamy się z motyką na słońce?

Jerzy Sosnowski: Jadąc na spotkanie z panią, miałem pesymistyczne podejrzenie, że raczej będziemy mówić o nieszczęściu, bo jeśli chodzi o film, szczęście jest niefotogeniczne. Zresztą literatura też ma z nim kłopot. Próbowałem sobie przypomnieć teksty, w których byłaby mowa o szczęściu w sposób pozytywny, i przyszły mi do głowy cztery kategorie.

Pierwsza to…

Zakończenie baśni, czyli to enigmatyczne, rytualne zdanie „i żyli długo i szczęśliwie”. Kropka.

A my się domyślamy, co tam się dalej mogło dziać.

Właśnie! Nabieramy paskudnych podejrzeń.

Druga kategoria to liryki erotyczne. Mam na myśli wiersze o spełnionej miłości, choć niekoniecznie oceniam je jako dobre utwory. Z całym szacunkiem, ale urocze skądinąd wyznania Kasprowicza skierowane do żony zawsze budziły we mnie mieszane uczucia.

Dlaczego?

Mam dwie hipotezy. Druga jest bardzo nieprzyjemna dla mnie, a pierwsza nieprzyjemna dla Kasprowicza i od niej zacznę. Wiersz, i pewnie w ogóle literatura, oddziałuje bardziej tym, jak mówi, niż tym, co mówi. Te liryki są utworami z dość późnego okresu, kiedy Kasprowicz zdecydował się, mówiąc uczenie, na wiersze sylabotoniczne. Owszem, ten gatunek ma dobrą tradycję ludową, ale w języku polskim brzmi jak katarynka.

Niezbyt to pasuje do tematu szczęśliwej miłości.

Gorzej: może dobrze pasuje, bo składnikiem szczęścia powinna być jakaś prostota. Tylko że prostota formalnie nie porusza. Chętnie wierzę w wielką miłość poety do Marusi Kasprowiczowej, jednak kształt wiersza nie „unosi” tego tematu.

Ale bardzo możliwe, że prawdziwsza jest ta paskudna druga hipoteza.

Brzmi intrygująco.

Literatura jest nie tylko ekspresją stanów wewnętrznych autora, ale także mówieniem do kogoś. Pociesza mnie odrobinę to, że pewnie będę wyrazicielem nie tylko mojej wątpliwości: czy nas aby raduje, kiedy słyszymy, że ktoś jest szczęśliwy? Czy nie rodzi się w nas, być może nieuświadomione, zniecierpliwienie: dlaczego nie ja?

Po prostu zazdrość.

Tak. Teksty literackie powinny być tak zbudowane, by dochodziło do jakiejś identyfikacji czytającego z tym, o kim jest mowa. Tylko że w przypadku opowiadania o stanach szczęścia, osobliwie euforycznego, istnieje kłopot z tą identyfikacją i czujemy się boleśnie czegoś pozbawieni. Zacząłem się zastanawiać nad swoimi ulubionymi wierszami. Niektóre znam na pamięć, bo lubię je mieć pod czaszką, żeby nie sięgać po papier. W wypadku tych wierszy dostrzegam w sobie skłonność do identyfikowania się z podmiotem mówiącym.

Przegląda się pan w nich jak w lustrze?

Trochę tak. I to są raczej utwory o stanach melancholii, rozgoryczenia, żalu, rozpaczy, co nie oznacza, że nigdy nie zdarza mi się być szczęśliwym, bo aż tak źle nie jest. Ale kiedy przeżywam chwile szczęścia, wtedy z kolei nie przywołuję wierszy, bo w tych momentach mówię własnym głosem.

Wniosek z tego taki, że – niezależnie od tego, czy nam się te wiersze podobają i czy się z nimi identyfikujemy – w lirykach erotycznych możemy znaleźć pozytywny opis szczęścia. Gdzie jeszcze?

Trzecia kategoria to niektóre książki dla dzieci. Obszerne partie cyklu o Muminkach, a zwłaszcza Kubuś Puchatek, choć nie jestem pewien, czy także jego oryginalna wersja Winnie the Pooh, bo myślę, że tłumaczka Irena Tuwim sporo do w

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się