Aborcja katolikowi nie przeszkadza?

Aborcja katolikowi nie przeszkadza?

Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Coraz bardziej rozpowszechnia się „katolewicowy” pogląd, że Kościół nie powinien sprzeciwiać się stanowionemu przez polityków prawu, nawet jeśli jest ono wyraźnie sprzeczne z nauczaniem katolickim, o ile tylko prawo to nie zmusza katolików do czynów niezgodnych z ich wiarą i sumieniem. Kiedyś wspomniałem na tych łamach o wywiadzie w „Rzeczpospolitej”, w którym bp Pieronek zapytany o niebezpieczeństwo liberalizacji aborcji, wprowadzenia małżeństw homoseksualnych itp. zauważył, że nie ma to wielkiego związku z Kościołem, ponieważ „jeżeli ktoś jest chrześcijaninem i ma wyrobione sumienie, to ustawy mu nie przeszkadzają”. No właśnie! Katolik ma dbać o swoje sumienie, ale nie ograniczać innych, którzy mają je uformowane inaczej. To błędny pogląd, bo katolik powinien bronić życia ludzkiego, a nie zajmować się jedynie swoim sumieniem.

Marszałek Stefan Niesiołowski, niegdyś – zdawałoby się – gorliwy katolik, dziś w jednym ze swych występów w Radiu Zet stwierdził, że jeśli chodzi o in vitro, to jest za. I wyjaśnił, że katolik nie musi stosować in vitro, ale dla wielu ludzi brak potomstwa to ogromny dramat i dlatego jest za finansowaniem in vitro, zwłaszcza w wypadku osób biednych. Ot! Ta sama logika, co u bpa Pieronka. Katolik może nie stosować in vitro, skoro mu wiara w tym przeszkadza. Ale inni, czemu nie… Co więcej, państwo powinno ich w tym wspierać z budżetu. Chciałbym zatem przypomnieć panu marszałkowi nauczanie Jana Pawła II, który podkreślał, że na osobach bezpośrednio stanowiących prawo spoczywa „konkretna powinność przeciwstawienia się” ustawom zagrażającym ludzkiemu życiu. Tak więc polityków katolików obowiązuje zakaz uczestnictwa w kampaniach na rzecz tego rodzaju ustaw (por. Evangelium vitae, 73). A in vitro ewidentnie zagraża ludzkiemu życiu, gdyż urodzenie się jednego dziecka okupione jest produkcją ludzkich embrionów, które są zamrażane lub niszczone.

Nie wiem, jaki światopogląd rzeczywiście wyznaje premier Tusk, zdawało się, że w sferze polityki miał poglądy raczej prawicowe niż lewicowe. Niemniej jednak ostatnio przychylił się do sztandarowego postulatu współczesnej lewicy. Stwierdził bowiem: „Zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków”. Nie wiadomo tylko, czy to kolejne zagranie szefa PO, by uciułać trochę więcej głosów, a potem o sprawie zapomnieć, czy też rzeczywiste otwarcie na środowiska aktywistów gejowskich. Ale co się dziwić panu premierowi, skoro wspomniany bp Pieronek okazuje duże zrozumienie dla związków partnerskich, za co chwali go oczywiście „Gazeta Wyborcza”. Biskup oznajmił: „Różne rodzaje umów między ludźmi mogą istnieć i jeśli nazwą to związkiem partnerskim, i jeśli nie ma to związku z małżeństwem, to ja nie mam nic przeciwko temu”.

W tej sytuacji radziłbym przeczytać krótki dokument Kongregacji Nauki Wiary pt. Uwagi dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi, zatwierdzony przez Jana Pawła II i podpisany przez kard. Josepha Ratzingera. Czytamy w nim, że „ustawodawstwa przychylne związkom homoseksualnym są sprzeczne z prawym rozumem, ponieważ udzielają gwarancji prawnych analogicznych do tych, jakie przysługują instytucji małżeństwa” (nr 6).

Dokument kładzie nacisk na rozróżnienie pomiędzy „zachowaniem homoseksualnym, jako zjawiskiem prywatnym, a tym samym zachowaniem, jako relacją społeczną prawnie przewidzianą i zaaprobowaną” (nr 6). W tym drugim przypadku mamy do czynienia ze zmianą całego porządku społecznego, który ostatecznie jest sprzeczny z dobrem wspólnym, gdyż „nieuniknioną konsekwencją legalizacji prawnej związków homoseksualnych jest podważenie definicji małżeństwa” (nr 7). A zatem Magisterium Kościoła sprzeciwia się wyraźnie nie tylko zrównywaniu związków homoseksualnych z małżeństwem, ale w ogóle ich prawnej legalizacji.

Kongregacja Nauki Wiary tłumaczy, że czym innym jest słuszna autonomia jednostki, która może podejmować różne zachowania zgodnie ze swoimi upodobaniami, a czymś zupełnie innym postulat, że „działania, które nie wnoszą znaczącego ani pozytywnego wkładu w rozwój osoby i społeczności, miałyby otrzymać od państwa specyficzne i określone uznanie prawne” (nr 8). Związki homoseksualne powinny pozostać sprawą prywatną, a nie stawać się instytucją wspieraną przez państwo. W dokumencie czytamy, że wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiać się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, a szczególnie są do tego zobowiązani politycy: „parlamentarzysta katolicki ma obowiązek moralny wyrazić jasno i publicznie swój sprzeciw, i głosować przeciw projektowi ustawy” (nr 9). Skoro parlamentarzysta katolicki ma taki obowiązek, to biskup katolicki tym bardziej. Kongregacja w tej kwestii nikogo ekskomuniką ani piekłem nie straszy, ale stwierdza, że oddanie głosu za legalizacją związków homoseksualnych „jest czynem poważnie niemoralnym”. Wypowiedzi bpa Pieronka czy posła Niesiołowskiego przywodzą na myśl pytanie postawione przez Benedykta XVI w Światłości świata: „Jak to możliwe, że chrześcijanie, którzy osobiście są wierzącymi ludźmi, nie mają siły, aby mocniej oddziaływać swoją wiarą na politykę?”.

Aborcja katolikowi nie przeszkadza?
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....