Studnia życia

Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP: Od wielu lat zajmuje się pani samymi nieszczęściami. Wystarczy przeczytać napisy na plakatach, które wiszą w warszawskiej siedzibie organizacji: „Są miejsca na świecie, gdzie ludzie umierają z pragnienia”, „Uczmy dzieci czegoś innego niż wojny”. A my chcemy rozmawiać z panią o szczęściu.

Janina Ochojska: Paradoksalnie nieszczęście może być źródłem szczęścia – wszystko zależy od tego, jak się to nieszczęście potraktuje. Można się nad nim zatrzymać, załamywać ręce, rwać włosy z głowy i nic z tego nie wyniknie. Nieszczęście pozostanie nieszczęściem. Ale można zacząć działać, zmieniać nieszczęście w szczęście, jak choćby w Sudanie, gdzie od kilku lat wiercimy studnie. Nie potrafię opisać radości, która mnie ogarnia, gdy widzę wodę tryskającą z ziemi. Cała wioska czeka w napięciu – dzieci i dorośli. Robotnicy ich odganiają. A gdy woda się pojawia, nikt już nad niczym nie panuje. Kobiety podchodzą z kubłami lub jakimiś skorupami, do których ją czerpią, dzieciaki podbiegają, żeby się nią ochlapać, nawet nam udziela się ta euforia. Dla tych ludzi jest to początek innego życia, bo do tej pory pili wodę zaczerpniętą z jakiegoś śmierdzącego strumienia, od której wiele osób – zwłaszcza dzieci – każdego dnia umiera. My, wiercąc te studnie, zmieniamy całkowicie ich życie.

Jeśli chodzi o studnie, sytuacja jest oczywista: nie było wody, jest woda. Było nieszczęście, jest szczęście. Ale w 1992 roku jechała pani do Bośni, kraju ciężko doświadczonego wojną. Trudno wśród ludzi, którzy stracili domy, dobytek i najbliższych, szukać szczęścia.

Z wojną jest podobnie jak z tą wodą: można przyjechać i ubolewać, jakie straszne nieszczęście spotkało tych ludzi. Zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że ofiarami są przypadkowi cywile, którzy zostali wciągnięci w jej krąg wbrew swojej woli. Można na tym poprzestać i wtedy rzeczywiście jest to nieszczęście. Ale w każdej sytuacji da się coś zrobić, jakoś pomóc. Człowiek może czynić zło, ale ma również możliwość czynienia dobra. Dla mnie szczęściem było to, że wróciłam do Sarajewa z dwunastoma ciężarówkami wypełnionymi darami. Zarówno Polacy, którzy brali udział w zorganizowaniu tego konwoju, jak i ludzie, do których ta pomoc dotarła, mieli poczucie szczęścia.

Ale pomagając jednym, ma pani świadomość, że jest wielu innych, którym pani nie zdoła pomóc. Na przykład w Sudanie. Ile tych studni trzeba by tam nawiercić, żeby wszyscy mieli wodę? Pięć tysięcy?

Na pewno więcej.

Dwadzieścia tysięcy?

Pewnie ze 100 tysięcy.

No właśnie. I jak to w sobie pogodzić? Wiercicie jedną studnię, ludzie się cieszą, a tu jeszcze 99 999 do wywiercenia.

Wszystko zależy od perspektywy, z której patrzymy na takie sytuacje. Moja niepełnosprawność nauczyła mnie, że trzeba skupić się na tym, co można zrobić, a

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się