Wszyscy szemrzą, nikt nie krzyknie

Wszyscy szemrzą, nikt nie krzyknie

Jeszcze w czasach seminarium usłyszałem definicję Kościoła, która w szczególny sposób zapadła mi w pamięć. Sformułował ją Sobór Watykański II. Dziwna to definicja, gdyż zaczyna się od słowa „jakby” – że Kościół jest jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem zjednoczenia człowieka z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. Ta definicja mówi przede wszystkim o tym, że sens Kościoła jest poza nim, że on wskazuje na jedność człowieka z Bogiem i wskazuje na jedność rodzaju ludzkiego. Nie jest dobrze, kiedy Kościół zaczyna zajmować się samym sobą. Wtedy już na pewno mamy kryzys. Jeśli trzeba rozmawiać o Kościele, to rozmawiajmy przede wszystkim o tym, ku czemu On jest zwrócony, czemu ma służyć. Im więcej jest gadania o Kościele samym w sobie, tym więcej szkody dla niego. Świętej pamięci Jerzy Turowicz mówił kiedyś, że wydawało się Kościołowi przez wieki, iż zabezpieczy Ewangelię wtedy, kiedy zatroszczy się najpierw o siebie i o swoje prawa.

Wszystko albo nic

Tę funkcję narzędzia („jakby sakramentu”) Kościół pełni poprzez trzy główne wymiary, które się ze sobą wiążą – głoszenie Słowa, sprawowanie sakramentów i budowanie jedności między ludźmi, czyli communio. Urok tych trzech funkcji polega na tym, że albo się ma wszystko, albo się nie ma nic. To znaczy, jeśli głosimy Słowo w taki sposób, że ono nie prowadzi do sakramentów, nie zmienia relacji między ludźmi i nie buduje z nimi jedności, to nie mamy nic. To jest żadne głoszenie Słowa. Jeśli szafujemy sakramentami bez odniesienia do Słowa (w katechezie i kerygmacie) i bez wpływu na jedność między ludźmi, to mamy znaki, które są przeżywane magicznie albo na poziomie czysto kulturowym. I jeśli próbujemy budować wspólnotę międzyludzką, która nie wychodzi ze Słowa i nie wychodzi z sakramentów, to możemy mieć jedność, ale nie tę, o którą chodzi w Kościele. Dlatego, żeby zdiagnozować Kościół, trzeba brać pod uwagę, w jaki sposób głosi się Słowo, w jaki sposób sprawuje się sakramenty i czy Kościół jest narzędziem budowania jedności.

Komu brakuje odwagi?

Drugą, niezwykle istotną sprawą dla Kościoła w Polsce jest zapotrzebowanie na diagnozę (w tej chwili w zasadzie jej brak). Dwadzieścia lat temu, kiedy chciałem rozumieć rzeczywistość, czytałem Papieża albo Tischnera i miałem poczucie, że spotykam kogoś, kto pozwala mi odkryć przyczyny tego, co się dzieje w świecie, pokazując jednocześnie, że te przyczyny tkwią też we mnie i w innych, to znaczy, że są bardzo głęboko osadzone w człowieku. Po śmierci ks. Tischnera w jednym z tekstów nazwałem go Jeremiaszem polskiego Kościoła ze względu na końcowe lata tego prorokowania. Dzisiaj nie mamy nikogo takiego. Być może nie potrzebujemy jednej osoby, ale potrzebujemy wyraźnie ożywienia tego, co rośnie z charyzmatem prorockim, to znaczy zdolności rozpoznawania znaków czasów i opisywania tego, co się dzieje i kim my jesteśmy jako Kościół. Mamy z tym dzisiaj d

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się