Wszyscy szemrzą, nikt nie krzyknie

Wszyscy szemrzą, nikt nie krzyknie

Czekam na list episkopatu, w którym byłaby mowa o tym, jak dalece przestaliśmy sobie w Polsce ufać. Dopóki to elementarne zaufanie między ludźmi nie zostanie odbudowane, dopóty zawsze będziemy mieli kłopot.

Jeszcze w czasach seminarium usłyszałem definicję Kościoła, która w szczególny sposób zapadła mi w pamięć. Sformułował ją Sobór Watykański II. Dziwna to definicja, gdyż zaczyna się od słowa „jakby” – że Kościół jest jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem zjednoczenia człowieka z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. Ta definicja mówi przede wszystkim o tym, że sens Kościoła jest poza nim, że on wskazuje na jedność człowieka z Bogiem i wskazuje na jedność rodzaju ludzkiego. Nie jest dobrze, kiedy Kościół zaczyna zajmować się samym sobą. Wtedy już na pewno mamy kryzys. Jeśli trzeba rozmawiać o Kościele, to rozmawiajmy przede wszystkim o tym, ku czemu On jest zwrócony, czemu ma służyć. Im więcej jest gadania o Kościele samym w sobie, tym więcej szkody dla niego. Świętej pamięci Jerzy Turowicz mówił kiedyś, że wydawało się Kościołowi przez wieki, iż zabezpieczy Ewangelię wtedy, kiedy zatroszczy się najpierw o siebie i o swoje prawa.

Wszystko albo nic

Zostało Ci jeszcze 93% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się