Proście, a przyjmiecie
fot. janko ferlic / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Magia. Pomiędzy zabobonem a zagrożeniem duchowym

0 votes
Wyczyść

Kiedy trwam na modlitwie i proszę Ojca o oddalenie czegoś, to może się zdarzyć, że sam Bóg poprosi mnie, bym to przyjął. Im bliżej jestem Boga, tym wyraźniej słyszę Jego głos.

Niektórzy twierdzą, że swoje prośby do Boga można zanosić tylko z dwóch powodów: aby zmienić Jego postanowienie albo żeby powiedzieć Mu o swoich potrzebach. Ponieważ Bóg jest niezmienny (nie zmienia postanowień) i wszechwiedzący (wie wszystko), dlatego nie ma sensu ani jedno, ani drugie. Czy warto Go zatem o coś prosić? Myślimy o Bogu w kategoriach czasu, a przecież On – jako niezmienny – jest poza czasem, a więc Jego decyzje i nasze prośby są w Jego oczach jednoczesne. To, co się dzieje w świecie, ma swoją przyczynę w działaniu Boga, ale również w naszych prośbach, które do Niego zanosimy. Sięgam do Prostej modlitwy Jacka Woronieckiego, który tak tłumaczy modlitwę prośby: „Wiele łask Bóg nam daje bez żadnych próśb z naszej strony, ale wiele jest takich, które jak najściślej związał z naszymi modlitwami, tak iż bez tego wysiłku z naszej strony, aczkolwiek w zasadzie dla nas przeznaczone, udzielone nam nie zostaną. W łańcuchu przyczyn, które mają nam tę lub ową łaskę sprowadzić, zostały w planie Opatrzności Bożej pomieszczone nasze modlitwy”. Wspaniała wizja współpracy człowieka z Bogiem! W Bożym planie Opatrzności są „pomieszczone nasze modlitwy”. Pan Bóg, najbardziej jak to możliwe, pozwala nam współdziałać z Jego Opatrznością. Jeśli odrzucamy prośbę do Boga, to tym samym odrzucamy Jego zaproszenie do współpracy i pozbawiamy się łask, które na nas czekają. Czy jednak Bóg zawsze daje to, co byśmy chcieli? Nie zawsze. Dlaczego? Łacińska formuła zwięźle mówi: quia mali, mala, male petimus. „Jesteśmy bowiem (czy raczej możemy być) źli i o złe rzeczy źle prosić”.

Quia mali, czyli czy jestem w przyjaźni z Bogiem

Często odwracam się od dobrego Ojca. Kiedy zrywam z Nim więź, odchodząc od Niego, nie jestem w stanie łaski uświęcającej, jestem „zły” (choć wciąż jako stworzenie „dobry” i kochany przez Boga). Muszę więc najpierw prosić Ojca o najważniejszą rzecz – o nawrócenie, a dopiero potem o inne łaski. Katechizm mówi, że prośba do Boga jest już tak naprawdę powrotem do Niego. W Ewangelii syn marnotrawny wraca do ojca i, nawet nie prosząc, otrzymuje dary: szatę (najlepszą!), pierścień i sandały. Ewangeliczny ojciec powie drugiemu synowi: „Wszystko, co moje, należy do ciebie”. Miłosierny Ojciec zawsze pragnie jednego: aby pozostać z Nim blisko, w przyjaźni. Mówi: „Jeśli jesteś ze Mną, wszystko, co moje, jest także twoje”.

O co chodzi w modlitwie prośby? Ewagriusz z Pontu, autor wspaniałego traktatu O modlitwie, pisze: „Nie smuć się, jeżeli nie otrzymasz tego, o co prosisz. Pragnie On bowiem udzielić ci jeszcze większego dobra, jeśli tylko będziesz trwał z Nim cierpliwie na modlitwie. Cóż bowiem lepszego nad obcowanie z Bogiem i przebywanie w Jego obecności?”. Za tymi słowami stoi głęboka wiara, że dobry Bóg pragnie dać zawsze WIĘCEJ. „Proście, a będzie Wam dane/a otrzymacie” (Mt 7,7). Biskup Grzegorz Ryś przywołuje tłumaczenie św. Hieronima, które brzmi: „Proście, a przyjmiecie”. Modlitwa nie zmienia nic w Bogu, ale jest po to, aby NAS otwierać na Niego. Co to znaczy? Bóg daje nam dary i chce nam dawać więcej, ale my otwieramy się na nie, kiedy się modlimy, kiedy o nie prosimy. Modlitwa ma nas prowadzić do jeszcze większej bliskości z Bogiem. Czyż nie jest tak, że większa bliskość i zjednoczenie z Bogiem pozwalają więcej od Niego przyjąć, zarówno dobrych, jak też trudnych rzeczy?

Male petimus, czyli źle prosimy

Co to znaczy źle prosić? Pewna pani poprosiła kiedyś jednego z ojców: „Ojcze, niech mi ojciec da jakąś modlitwę, ale taką, żeby była skuteczna”. Nie ma skutecznej modlitwy, bo modlitwa nie jest magicznym rytuałem, w którym pomija się stan serca człowieka. To magia wierzy, że rytuał (np. zaklęcie) bądź przedmiot (np. talizman) działają automatycznie. Jest to także pokusa dla wiary. Postawa magiczna wiąże skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, których one wymagają. Katechizm nazwie taką postawę zabobonem. W niektórych regionach Francji uważano kiedyś, że księża mogą odprawić bluźniercze msze (tzw. msze Ducha Świętego lub, w Gaskonii, msze św. Sekariusza), podczas których za pomocą specjalnych rytuałów można zmusić Boga do wysłuchania każdej prośby. Gdybyśmy tak wierzyli, jakże daleko bylibyśmy od postawy błagalnej wobec naszego Ojca. Święty Jakub napiętnuje taką postawę: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4,2–3). Te słowa mówią jednocześnie o kolejnej trudności: prośbie o „złe rzeczy”. Bo często „źle prosimy” i na dodatek o „złe rzeczy”.

Mala, czyli czy wiem, o co proszę

Mówi się dzisiaj o terapeutycznej funkcji religii, czyli sytuacji, gdy religijność człowieka jest nie tyle wyrazem dążenia do prawdy lub obiektywnych wartości, ile raczej pragnieniem zaspokojenia bieżących potrzeb, np. emocjonalnych i sensotwórczych. Jezus powie: „Szukacie Mnie (…) dlatego, że jedliście chleb do syta” (J 6,26). W naszej modlitwie można to niekiedy zaobserwować. Jeśli religia ma nam pomagać wyłącznie w życiowym spełnieniu, w rozwoju i doskonaleniu osobowości, to takie podejście – już w punkcie wyjścia – utrudnia modlitwę. Jeśli chcę jedynie zaspokoić swoje potrzeby (i Bóg tylko do tego jest mi potrzebny) to nieuchronnie umyka w tej relacji coś istotnego – wymiar prawdziwej miłości. Traktuję Boga jak dobrego wujka, który rozdaje prezenty. Jaki jest więc mój obraz Boga? Czy to środek do wykorzystania, czy mój Pan i Bóg, Chrystus, który mnie ukochał miłością „aż do końca”? Czy potrzebuję Go tylko wtedy, gdy czegoś chcę, czy staram się być Mu wierny cały czas, odpowiadając na Jego miłość całym sercem?

W Ewangelii Jezus mówi do synów Zebedeusza: „Nie wiecie, o co prosicie”. Czy naprawdę wiem, o co prosić Boga? Ewagriusz radzi: „Nie módl się o spełnienie swych własnych pragnień; niekoniecznie bowiem muszą się one zgadzać z wolą Boga. Raczej módl się tak, jak się nauczyłeś, słowami: Bądź wola Twoja we mnie (Mt 6,10). I w każdej sprawie proś Go, aby spełniła się Jego wola. Bo przecież On chce tego, co dobre i korzystne dla twojej duszy – ty zaś nie zawsze tego szukasz” (O modlitwie).

Niekiedy naszej modlitwie może towarzyszyć niepokój serca. Jest tak zwłaszcza wtedy, gdy nie umiemy ostatecznie prosić o wypełnienie Jego woli, pozostając tylko na poziomie samej prośby. A przecież Bóg wie, co jest dla mnie najlepsze, tymczasem ja nie zawsze to widzę. Bóg chce, abym się do Niego zwracał i prosił o to, co jest dobre i co zgodne z Jego wolą. A ponieważ nie zawsze to jasno widzimy, dlatego warto pamiętać w modlitwie o dwóch warunkach. Najpierw powinniśmy prosić Boga, aby nam pokazywał, co jest dobre i zgodne z Jego wolą. Następnie powinniśmy się modlić o łaskę przyjmowania Jego woli (w każdej sprawie), niezależnie od tego, jaka ona jest. Bo przecież Bóg nie chce dla nas żadnego zła, lecz tylko tego, co dobre.

„Zabierz ten kielich”

Jak modlił się Jezus? Jego modlitwa w Ogrójcu (Mk 14,35–36) zawiera trzy elementy: ufne stanięcie przed Ojcem, który jest wszechmocny („Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe”); konkretną prośbę („Zabierz ten kielich ode Mnie”) oraz – ostatecznie – zawierzenie Jezusa („Nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]”). Po prośbie następuje ufne zawierzenie i zgoda na wolę Ojca. U Łukasza mamy słowa, że Jezus „jeszcze usilniej się modlił”. Czyż to nie jest zachęta, aby w obliczu prośby, zmagania na modlitwie, naśladować w tym Chrystusa, który modli się jeszcze żarliwiej do Ojca?

Modlitwa Jezusa odsłania jeszcze pewną tajemnicę: kiedy trwam na modlitwie i proszę Ojca o oddalenie czegoś, to może się zdarzyć, że sam Bóg poprosi mnie, bym to przyjął. Im bliżej jestem Boga, tym wyraźniej słyszę Jego głos, tym trafniej odkrywam i rozeznaję, do czego On mnie zaprasza. Czy Jezus nie usłyszał takiej prośby od Ojca? Bóg wie najlepiej nie tylko, co jest dobre, ale także, co jest dobre dla mnie. Warto Mu w tym zaufać. Jeśli naprawdę rozmawiam z Ojcem, to czyż On nie może mnie o coś prosić; o coś, co może się stać dla mnie oraz dla innych najbardziej owocne?

A co z dziękczynieniem?

Dziękczynienie jest naturalnym dopełnieniem modlitwy prośby. Skoro dostałem od Boga łaskę, chcę Mu za nią dziękować. No chyba że jestem jak jeden z dziewięciu ewangelicznych trędowatych, który – po uzdrowieniu z choroby – odchodzi, nie dziękując Jezusowi. Bo „mi się należało”. Może interesuje mnie tylko konkretna łaska, prezent od Boga, ale nie On. Kiedy zatem dziękować? Katechizm mówi: „Podobnie jak w modlitwie prośby, każde wydarzenie, każda potrzeba może stać się przedmiotem dziękczynienia” (nr 2637). Święty Paweł mówi: „W każdym położeniu dziękujcie” (1 Tes 5,18). Dokładnie en panti eucharisteite („we wszystkim dziękujcie”). Czy mam dziękować „za wszystko” czy „we wszystkim”? Mogę dziękować „za wszystko”, choć pewnie trudno mi dziękować za cierpienie czy chorobę. Bóg zaprasza mnie, abym dziękował w każdej sytuacji, czyli „we wszystkim, co mnie spotyka”. Dlaczego? Bo On jest przy mnie w każdym doświadczeniu, Jego miłująca obecność przenika mnie od środka: „Przenikasz i znasz mnie, Panie” (Ps 139,1). To jeden z pierwszych powodów, aby Mu dziękować, choć na pewno nie jedyny.

Dziękczynienie otwiera serce na nowo, także w modlitwie. I my przecież, choć niekiedy źli jesteśmy, możemy dawać dobre dary (por. Mt 7,11). Możemy więc także być „dobrzy i o dobre dary dobrze prosić”. I nieustannie Bogu dziękować.

Proście, a przyjmiecie
Radosław Broniek OP

urodzony w 1974 r. – dominikanin, teolog, duszpasterz, do 2023 roku dyrektor, a obecnie wicedyrektor Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, wykładowca w...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze