Powrót do domu

Powrót do domu

Ostatnio doświadczyłem na sobie, jak rzeczywisty może być ewangeliczny nakaz Pana Jezusa, zapisany w Ewangelii świętego Jana, że „żaden człowiek nie może zobaczyć królestwa Bożego, jeśli nie narodzi się na nowo” (J 3,3). To było autentyczne odkrycie i prawdziwe doświadczenie.

Otóż 24 października 2008 roku w Prudniku na Śląsku Opolskim, nie wymazując wcześniejszej daty urodzenia, narodziłem się na nowo, kiedy to moje miasto rodzinne przyznało mi Honorowe Obywatelstwo. Narodziłem się na nowo dla tego miejsca i dla tych ludzi. To wzruszające móc powrócić do miejsc z dzieciństwa, do miejsc, które kiedyś były całym moim światem. To wzruszające, kiedy po latach zaprasza mnie miasto, z którego ponad czterdzieści lat temu wyjechałem na dobre. Tak naprawdę nigdy się z niego nie wyprowadziłem i najdłużej, jak to było możliwe, utrzymywałem w nim sentymentalne zameldowanie. To wzruszające, kiedy widzi się otwartość i serdeczność ludzi, kiedy zawiązują się nowe więzi, dojrzalsze, przyjacielskie, zobowiązujące. Więzi i relacje to przecież podstawowy skarb osobowości i tożsamości człowieka.

Na wniosek Gimnazjum nr 1, mojej szkoły, miasto Prudnik przyznało mi tytuł Honorowego Obywatela. Tak więc, jako człowiek bezdomny – bo bezdomność wpisana jest w naturę mojego powołania – otrzymuję w darze coś, czego sam wcześniej się pozbawiłem dla Chrystusowego Królestwa. Bóg oddaje mi to, co Mu kiedyś ofiarowałem. I jak zawsze to, co Boże, przewyższa to, co ludzkie. Po raz kolejny z powodu Królestwa Bożego doświadczyłem cudu. I tak, nie mając rodziny, mam przecież rodzinę, a nie mając dzieci, mam przecież dzieci, i to często bardziej niż ci, którzy je mają, a teraz jeszcze – nie mając domu, mam dom. Nie przestaję zastanawiać się nad tym, jak Chrystus – zabierając mi – dawał, zubażając – ubogacał.

Powrót do Prudnika odczytuję w kategoriach religijnych i mistycznych, jako powrót do źródeł, do miejsc, gdzie się narodziłem i gdzie ukształtował się podstawowy zapis wrażliwości i wartości, którym służę do dziś. Prudnik to mój kontrapunkt, mój punkt odniesienia, moja miara i moja wrażliwość.

Tak, Prudnik to rzeczywiście miejsce szczególne. Nie tylko dla mnie. Prudnik to mistyczny tygiel, gdzie narodziła się sprawa niezwykłej wagi – wizja obrony godności naszego narodu. To miejsce uwięzienia Prymasa Stefana Wyszyńskiego w klasztorze franciszkanów, w lesie tuż za miastem, całkiem niedaleko mojego rodzinnego domu.

Ale dlaczego tak uparcie uważam to miejsce za niezwykle ważne? Odpowiadam sam sobie i innym. Otóż w sytuacji komunistycznego terroru i zniewolenia, w sytuacji upokorzenia narodu poranionego wojną, właśnie w naszym Prudniku, uwięziony Prymas Wyszyński na modlitwie i kontemplacji tworzył wizję uratowania i podtrzymania godności narodu polskiego. Tam rodziła się ta wizja, która ostateczną formę zyskała w Komańczy i została przekazana na Jasną Górę w 1956 roku.

Cóż to za wizja? Właśnie w Prudniku Prymas dostrzegł, że upokorzony naród jest mimo wszystko zdolny, dojrzały i godny, aby złożyć królewskie śluby Maryi, Królowej Korony Polskiej i Wielkiej Księżnej Litewskiej. A chociaż jest świeżo po wojnie, chociaż ojczyzna jest zrujnowana i chociaż nie ma króla jako reprezentanta narodu, chociaż ci, którzy naród próbują reprezentować, są bezprawnymi uzurpatorami, chociaż na przestraszonej inteligencji trudno się oprzeć i jej zaufać – to właśnie naród, umęczony i upokorzony, będzie tym królewskim podmiotem i on złoży Maryi królewskie śluby. Rotę ślubowania Prymas napisał już w Komańczy, a przewieziona na Jasną Górę stała się aktem niezwykłym. Podniósł on naród w jego własnych oczach, uratował jego godność, dał mu orle skrzydła. Naród stał się partnerem w dialogu z Maryją. To Prymas Tysiąclecia wzniósł naród do wysokości strony w tej duchowej i mistycznej transakcji. A jak powszechnie wiadomo, godność i honor są niezwykle istotnymi elementami składowymi naszej kultury narodowej.

To właśnie nasz mały i kochany Prudnik był miejscem, gdzie narodziła się ta wizja ratowania ojczyzny. Stąd się rozeszła po kraju, przynosząc mu podwyższoną świadomość i godność.

Wzruszony i podniecony, jak przed egzaminem maturalnym, jechałem do rodzinnego Prudnika. Wyjechaliśmy z Poznania wcześnie, o piątej trzydzieści, bojąc się po drodze korków. Samochód prowadził Wojtek. Zaprosiłem na tę mistyczną wyprawę młodzież z duszpasterstwa. Były Ola, Baśka, Kinga, Joanna i Monika. Kiedy po ponad czterdziestu latach wraca się do swojego rodzinnego miasta na serio, to wzruszenie człowieka paraliżuje. Wyraźnie widać, jak jakaś mistyczna pętla się dopina. Jakie będzie jej znaczenie?

Jeszcze w drodze odnalazły nas telefony z wiadomością, że wszyscy czekają. Przed szkołą rzeczywiście czekała delegacja młodzieży z kwiatami, a potem poszliśmy do auli, którą nazwano moim imieniem. Są ojcowie miasta, ksiądz proboszcz, nauczyciele, młodzież. Wzruszająca scena, kiedy pani od matematyki Jadwiga Małecka podarowała mi piękny bukiet kwiatów i przeegzaminowała mnie z matematyki. Przepiękny program artystyczny, prezentacja mojej osoby. Skąd oni to wszystko wiedzą? Wreszcie dorwałem się do mikrofonu i powiedziałem, co ja robiłbym dzisiaj, gdybym był w Prudniku. Po pierwsze, zaprzyjaźniałbym się z Jezusem, a po drugie, zaprzyjaźniałbym się z ludźmi. Więzi i relacje to bogactwo życia człowieka. Inni ludzie. Ale przede wszystkim Jezus, bo to w życiu najważniejsze, osobista relacja z Tym, który nas pierwszy umiłował. To największy życiowy kapitał.

Uroczystość w ratuszu była piękna. Młodzież na galerii śpiewała też pięknie. Wychwalano mnie trochę na kredyt. Ale to zobowiązujące. Dostałem dokument i pięknie wykonany herb miasta.

Z magistratu poszliśmy do „białego domu”, pałacu, gdzie kiedyś chodziłem do przedszkola, a dzisiaj mam spotkanie ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Trzeci wiek nie jest poczekalnią, w której czeka się na śmierć, lecz jest czasem zadanym, aby przekazać młodym motywy życia i nadziei, aby zdążyć przekazać ojcowskie i matczyne słowo. Jest to czas błogosławiony, bo człowiek ma go więcej dla drugich, może porządkować swoje życie, kończyć dzieła.

Prudnicki dzień kończy wspólna Eucharystia w gościnnym klasztorku ojców franciszkanów, miejscu internowania Prymasa Wyszyńskiego. Tutaj dziękowałem Jezusowi i mieszkańcom Prudnika za prudnicką przygodę mojego życia. Nowy impuls do życia podarowało mi rodzinne miasto, dając – a tym samym zadając – nową przestrzeń do życia.

Nocą wracamy do Poznania. Jedna myśl nie daje mi spokoju, że trzeba wracać do miejsc urodzenia. To dar Boży, który buduje naszą tożsamość, zaplanowaną przez Opatrzność.

Powrót do domu
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...