Kwartet na koniec
Oferta specjalna -25%

Drugi List do Koryntian

0 votes
Wyczyść

W tym roku, w grudniu, mija 100. rocznica urodzin francuskiego kompozytora Oliviera Messiaena (10.12.1908–27.04.1992) – jednej z największych postaci świata muzyki XX wieku. Człowieka głębokiej wiary, niepowszedniej religijności, wielkiej duchowości.

W czasie wojny Messiaen trafił do niemieckiego Stalagu VIII A w Görlitz (dzisiejszy Zgorzelec). W 1940 roku skomponował tam Quatuor pour la fin du temps (Kwartet na koniec czasu, krytyk Tadeusz Kaczyński przetłumaczył ten tytuł jako Kwartet na koniec świata…). To jedno z największych kompozytorskich dokonań Messiaena, zaliczane także do najwspanialszych muzycznych dzieł XX wieku. Ale dość przymiotników, niech mówi historia.

Prawykonanie Kwartetu – na skrzypce, wiolonczelę, klarnet i fortepian – miało miejsce także w obozie w Görlitz 15 stycznia 1941 roku. Grali: Jean Le Boulaire (skrzypce), Henri Akoka (klarnet), Etienne Pasquier (wiolonczela) i sam Messiaen (fortepian). 24 czerwca tego samego roku dzieło zostało powtórzone w paryskim Théatre des Mathurins (z Jeanem Pasquierem na skrzypcach i André Vacellierem na wiolonczeli).

Kompozytor służył w wojsku jako pielęgniarz. Został wzięty do niewoli w drodze do Verdun w 1940 roku – razem z Pasquierem i Akoką, w Görlitz spotkali jeszcze Le Boulaire’a. (Jako jedyny z czwórki muzyków po wojnie przestał zajmować się muzyką i został aktorem; grał pod pseudonimem Jean Lanier, więc może prawdą jest to, co twierdził Theodor W. Adorno, że po wojnie niemożliwa jest poezja? Albo jak napisał Pascal Quignard w tekście Nienawiść muzyki: „Muzyka jest jedyną ze wszystkich sztuk, która kolaborowała przy eksterminacji Żydów przez Niemców od 1933 do 1945 roku” – więc trzeba ją opuścić, jak ona opuściła nas?).

Podobno prawykonania Kwartetu słuchało od 400 do 5000 słuchaczy jeńców. Etienne Pasquier grał na wiolonczeli, która miała tylko trzy struny, pianino Messiaena było kompletnie rozstrojone. Ale publiczność była oczarowana. Wniebowzięta.

Pierwsza z ośmiu części nosi tytuł Liturgia kryształu (i tym też jest, czystym śpiewem kochającego serca). Kolejna – Wokaliza dla Anioła, który ogłasza koniec czasu – najpierw wstrząsa dramatycznymi wezwaniami fortepianu, jakby gdzieś z dna otchłani, potem uspokaja zmysłowym śpiewem skrzypiec i wodną kaskadą fortepianu. Dalej brzmi klarnetowa Otchłań ptaków – nastrojowo zmienna; cicha, podskórna, groźna, subtelna. Jak długo jeszcze?

Dalej Intermedium – scherzo, którego podczas prawykonania na specjalnych warunkach słuchał Messiaen, bo fortepian tu milczy. Dalej Pochwała wieczności Jezusa, którego Logos objawia się w natchnionych dźwiękach wiolonczeli (której akompaniuje fortepian w niebiańskim Edur – tonacji miłości, tonacji Boga). Jeszcze Taniec furii na siedem trąbek – kąśliwe, rozpaczliwe unisono, które przeraża, bo jest bezlitosne, bezwzględne. Jeszcze Gmatwanina barw tęczowych dla Anioła zwiastującego koniec Czasu – subtelne echo drugiej części. Wreszcie Pochwała nieśmiertelności Jezusa – odrealnione ekstatyczne brzmienia, które spowija mgła jak sen. Śnijmy więc…

Inspiracją do napisania Kwartetu była dla Messiaena lektura Apokalipsy św. Jana, a zwłaszcza postać anioła wieszczącego koniec czasu. Koniec świata…

Podczas prawykonania kompozytor miał podobno tłumaczyć współwięźniom, że „koniec czasu” nie jest aluzją do ich sytuacji, że odnosi się tylko do słów Apokalipsy, w których anioł z tęczą „poprzysiągł na tego, który żyje na wieki wieków, który stworzył niebo i to, co w nim, i ziemię, i to, co na niej, i morze, i to, co w nim, że to już długo nie potrwa”, że dokona się tajemnica Boża… Anioł „zstępujący z nieba, odziany w obłok, z tęczą wokoło głowy, którego oblicze jaśniało jak słońce, nogi zaś jego były jak słupy ognia”. To wszystko – obłoki, tęcze, jasność, słońce, ogień – słychać w tej muzyce. Słychać w niej też – inspirujące Messiaena od zawsze! – ptaki (z miłości do nich, prócz wielkiej miłości do Boga, napisał kompozytor piękną operę Święty Franciszek z Asyżu).

Przypomniał mi się jeszcze genialny utwór z końca XX wieku innego francuskiego kompozytora – Gérerda Griseya (1946–1998) – Quatre chants pour franchir le seuil („Cztery pieśni przy przekroczeniu progu”). Cudowna medytacja o śmierci (na sopran i 15 instrumentów) w czterech odsłonach – o śmierci anioła, cywilizacji, głosu i śmierci ludzkości – do której teksty kompozytor zaczerpnął z czterech różnych kulturowych i cywilizacyjnych źródeł: chrześcijańskiego, egipskiego, greckiego i mezopotamskiego.

Oba dzieła łączy jakaś nić. W obu ważną postacią jest przecież Anioł. „Brak pożywienia – opowiadał Messiaen – powodował kolorowe wyobrażenia: widziałem tęczę Anioła na niebie i różne zestawienia kolorów”. Grisey określał Cztery pieśni… jako dziwne dzieło, ale był z niego zadowolony. Napisał je po śmierci swojej matki, zmarł kilka dni po skreśleniu ostatniej nuty na wylew krwi do mózgu… Objawienie, muzyka objawienia, daje i odbiera życie. Ziemskie życie. Co słychać więc po drugiej stronie?

Kwartet na koniec
Tomasz Cyz

urodzony w 1977 r. w Tarnowie) – polski publicysta literacki i muzyczny, eseista, współpracownik „Zeszytów Literackich” i „Didaskaliów”. Był dramaturgiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej za kadencji Mariusza Trelińskiego....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze