O zgrozo, lewak rządzi Ameryką!

O zgrozo, lewak rządzi Ameryką!

1.

Coś, co wydawało się absolutnie niemożliwe, stało się faktem 4 listopada 2008 roku. Pierwszy Afroamerykanin został prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Więcej, Barack Obama jest dodatkowo członkiem partii demokratycznej i chrześcijaninem. Jest przywódcą, który – jak wierzą studenci Yale Divinity School, z którymi spędziłem wyborczą noc – przynosi wraz ze swoją przeprowadzką do Białego Domu wielkie zmiany i nadzieje. Niech ich świadectwem będzie to, że zaraz po ogłoszeniu zwycięstwa Obamy jedna ze studentek, Afroamerykanka, zakrzyknęła: „O Boże, ty czynisz wszystkie rzeczy nowymi”. Ale kiedy w jednych Obama budzi nadzieje na lepsze jutro, przez innych bywa postrzegany jako wcielony diabeł.

2.

Przekonałem się o tym na własnej skórze. Mój wrześniowy felieton, w którym pisałem o chrześcijaństwie Obamy, wzbudził szereg negatywnych reakcji. Co prawda nigdzie w swoim tekście nie napisałem, że Obama jest bohaterem moich snów, ale sam fakt, że o nim piszę, wystarczył, by zarzucić mi, iż popieram człowieka, który opowiada się za prawem do aborcji. Właśnie, to ważny szczegół: Obama jest za prawem do aborcji, a nie – jak się często w Polsce pisze – popiera aborcję. To detal, ale ważny. Nikt przecież, kto posiada odrobinę wrażliwości moralnej, nie może być zwolennikiem aborcji.

Pomijam listy do mnie, w których autorzy przyrównywali Obamę do Bieruta. Przyznaję: z takimi zarzutami trudno dyskutować. Są absolutnie powalające. W innych jednak dało się słyszeć zasadnicze pytanie, które i mnie nie daje spokoju: czy katolik może wspierać polityka, który opowiada się za prawem do aborcji?

Nie będę udawał, że mam na to pytanie prostą odpowiedź. Ale, z drugiej strony, nie da się przed nim uciec, choć wprost ono przecież nas nie dotyczy, bo to nie my musieliśmy głosować. Dlatego tuż przed wyborami rozmawiałem z moim młodym amerykańskim przyjacielem Geraldem J. Beyerem, którego zapytałem, jak on, jako katolicki teolog, przeciwnik aborcji, uzasadni swoje poparcie dla Obamy (rozmowa została opublikowana w „Gazecie Wyborczej”, 18–19.10.2008). Bayer zauważył trzeźwo, że – po pierwsze – nigdy w Ameryce nie było i chyba nigdy nie będzie takiego kandydata, który co do joty odzwierciedlałby nauczanie Kościoła. Tłumaczył, że aborcja, choć jest bardzo ważną sprawą, nie może stanowić jedynego kryterium przy ocenie partii czy polityka. Jest to zresztą stanowisko Kongregacji Nauki Wiary i Konferencji Episkopatu Amerykańskiego. Wyjaśniał, że oczywiście Kościół uczy, iż istnieją tzw. „czyny wewnętrznie złe” (ang. intrinsic evils), których nie da się pod żadnym pozorem usprawiedliwić. Nigdy – gdyż uderzają one w godność człowieka. Do katalogu takich przewin zalicza się aborcję, eutanazję, klonowanie i niszczenie komórek macierzystych, stosowanie tortur, rasizm, ludobójstwo i celowe zabijanie cywilów w czasie wojny. Dlatego amerykańscy biskupi stwierdzają, że katolik powinien głosować na takiego kandydata, który wyrzeka się czynów wewnętrznie złych. Tyle, że takiego kandydata nie było. I co wtedy? Zgodnie z nauczaniem Kościoła mogą pojawić się poważne racje moralne, które usprawiedliwiają oddanie przez katolika głosu na zwolennika prochoice. W grę wchodzi tu intencja wyborcy, który nie głosuje na takiego polityka, gdyż jest on zwolennikiem prawa do aborcji, ale oddaje na niego swój głos, pomimo tego że opowiada się on za prawem do aborcji.

Ponadto, jak zauważył Beyer, nie powinniśmy zwracać uwagi tylko na deklaracje polityków, ale także na czyny. Przykładowo, w czasie rządów Billa Clintona, który był tzw. zwolennikiem prochoice, liczba aborcji spadła o 30 proc. Za prezydentury republikanina Ronalda Reagana, który był rzekomo prolife, zanotowano spadek tylko o 10 proc. Co o tym zdecydowało? Republikanie, przekonywał mój rozmówca, zazwyczaj dużo mówią o aborcji, ale nie robią prawie nic, by likwidować jej źródła. Demokraci, choć zazwyczaj opowiadają się za prawem kobiety do decydowania o własnej ciąży, chcą jednocześnie likwidować przyczyny aborcji. Przykładowo Obama domaga się ułatwienia procedur adopcyjnych. Zapowiada też ochronę finansową dla kobiet w ciąży.

Co więcej, program społeczny Obamy, jak dowodzi Beyer, jest w wielu punktach zbieżny z katolicką nauką społeczną. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, podobnie jak katolicy, chce walczyć z rasizmem, chce promować „opcje na rzecz ubogich”, chce – podobnie jak Jan Paweł II – okiełznać „wilczy kapitalizm”. Nie mówiąc już o tym, że dla demokraty ważne są kwestie ekologiczne, których, jako ludzkość, nie możemy dłużej ignorować.

3.

Nie mam pojęcia, czy 44. prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama sprosta wszystkim zadaniom, które przed nim dziś stoją – kryzys ekonomiczny, społeczny i militarny. Pewnie nie. Ale wiem, że obudził w Amerykanach, białych i czarnych, katolikach i protestantach, biednych i bogatych, nadzieję, która może sprawić, że – powtórzę to, co napisałem w felietonie wrześniowym – inna Ameryka jest możliwa. A to nie jest mało.

O zgrozo, lewak rządzi Ameryką!
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...