Szeroko otwarci

Szeroko otwarci

, 0 recenzji

Pewien portugalski jezuita, znany z ciętych powiedzonek, twierdził, że Kościół powinien mieć dla innych otwarte szeroko ramiona, a nie nogi. Nie obawiam się, że bracia dominikanie ocenzurują mi powyższe zdanie, gdyż wiedzą ode mnie lepiej, że tego rodzaju retorykę stosowali natchnieni autorzy biblijni, a potem używali jej różni szacowni pisarze Kościoła. Współbrat z Portugalii chciał w ten sposób zauważyć, że nie brakuje takich, którzy wzywają Kościół do otwarcia i przejrzystości tylko po to, by ten Kościół wyśmiać i pohańbić. I że nie należy być „pożytecznym idiotą”, którym inni zręcznie manipulują, zachęcając do kalania własnego gniazda.

Różnej maści demaskatorzy i plotkarze nadużywają stwierdzenia „prawda was wyzwoli”. Chodzi wszak tutaj o to, że to Chrystus, który jest Prawdą, wyzwala, a nie o to, że każda prawdziwa informacja czyni nas wolnymi. Publiczne ujawnienie, że ktoś ma kochankę, wcale nie musi być wyzwoleniem. Opublikowanie zdjęć kogoś, kto się upił i leżał w rowie, też niekoniecznie wyzwala z pijaństwa. Wynajdowanie i nagłaśnianie ludzkich słabości i grzechów może niszczyć, zamiast wyzwalać.

W Polsce nie brak „szermierzy prawdy”, którzy w swej szlachetności nie tylko ujawniają ciemne sprawy katolickich księży w Polsce, ale sugerują, że wiedzą o wiele więcej. Wierzę im, że wiedzą, bo ja też wiem… Nie tylko o księżach, ale również o świeckich, którzy kiedyś uchodzili (lub jeszcze uchodzą) za sztandarowych katolików. Pojawia się pytanie, co z tą wiedzą robić. Kiedy publicznie walić pięścią w stół, demaskować słabości i grzechy innych na pierwszych stronach gazet, kiedy zaś podjąć post i modlitwę i reformę zacząć od siebie. Mam wrażenie, że zbyt często wybieramy to pierwsze rozwiązanie, a własne nawrócenie pozostawiamy na lepsze czasy.

W książeczce Grzechy rzymskich papieży, którą znalazłem ostatnio w czeluściach jezuickiego archiwum, pod hasłem „Paweł III” czytamy: „Gdyby tylko jedna część zarzuconych mu zbrodni polegała na prawdzie, to już wtenczas nawet można by go zaliczyć do najgorszych papieży, jacy stali na czele Kościoła katolickiego. Kronikarz Spittler twierdzi, że Papież pamiętał tylko o swych krewnych i o swych nieślubnych dzieciach. Dwóch swoich wnuków zamianował kardynałami, choć jeden liczył 16, a drugi zaledwie 14 lat. Od prostytutek, które miały dostęp do niego zawsze otwarty, pobierał wygórowane opłaty. Ten bezwstydny papież zatwierdził zakon Jezuitów, założony przez Ignacego Loyola”.

No właśnie, św. Ignacy Loyola nie był naiwniakiem i zdawał sobie sprawę z moralnego stanu Kurii rzymskiej w XVI wieku. Ale reformy Kościoła nie realizował poprzez publiczne piętnowanie grzesznych kardynałów i papieży. Wręcz przeciwnie, w Formule założonego przez siebie zakonu, zatwierdzonej przez wspomnianego Pawła III, napisał: „całe Towarzystwo i poszczególni jego członkowie walczą dla Boga, okazując wierne posłuszeństwo naszemu Ojcu Świętemu i innym Biskupom Rzymskim, jego następcom”. I nie była to dyplomatyczna formuła, lecz zdanie wypływające z głębokiego przekonania, że Bóg działa poprzez Kościół hierarchiczny mimo grzechów hierarchów, i że naprawianie Kościoła trzeba zaczynać od nawrócenia siebie, a nie innych.

Przedstawiciele skrajnego odłamu tzw. katolicyzmu otwartego prezentują postawę polegającą na maksymalnej wyrozumiałości dla wszelkich antykatolickich fobii, a jednocześnie zaciekle piętnują nie tylko słabości ludzi i struktur stanowiących Kościół, ale czasem normalną kościelną działalność. Tacy ludzie będą krzywić się na wieść o staraniach Kościoła, by zdobywać działki pod budowę nowych świątyń, a jednocześnie ze zrozumieniem – jako zwolennicy modnej wielokulturowości – przyjmą wiadomość, że w ciągu najbliższych lat w Niemczech ma powstać 120 meczetów. Przy czym nie niepokoi ich to, że np. w Turcji i innych państwach muzułmańskich chrześcijanie nie mogą budować kościołów. Zaskoczył mnie pewien uczony znawca Indii, który na moje zapytanie o prześladowanie chrześcijan przez hinduskich fundamentalistów, odpowiedział: „Proszę sobie wyobrazić, że blisko Jasnej Góry hindusi budują świątynię. Czy bojówki Radia Maryja nie przystąpiłyby do ataku?”. Co za otwarcie! Tysiące chrześcijan musiało szukać schronienia w lasach lub obozach dla uchodźców, setki zabitych, pobitych, zgwałconych, dziesiątki spalonych kościołów, a jedyny komentarz polega na snuciu absurdalnych podejrzeń wobec słuchaczy toruńskiej rozgłośni, że też do takich czynów byliby zdolni.

Pewien chrześcijański terapeuta seksualny w Wielkiej Brytanii został wyrzucony z pracy, bo nie chciał doradzać parom homoseksualnym. „Gdybym był muzułmaninem, coś takiego nigdy by mi się nie przytrafiło – stwierdził. – Na pewno znaleziono by jakiś sposób, żebym nie był zmuszany do udzielania porad gejom”. Ale jest tylko chrześcijaninem, a chrześcijanie mają coraz mniej praw w krajach, w których panuje dyktat politycznej, lewackiej poprawności. Najdziwniejsze, że chrześcijanie nie protestują głośno w tego rodzaju sytuacjach. Ktoś im wmówił, że mają być otwarci, szeroko otwarci.

Szeroko otwarci
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....