Notatnik kinomana
fot. michele bitetto TEjq7cyC / UNSPLASH.COM

Notatnik kinomana

, 0 recenzji

W minionym roku na ekrany kin weszło kilkaset filmów – można się pogubić. Wzorem lat ubiegłych stworzyliśmy miniprzewodnik po tytułach, które zapamiętamy jako ważne i dla których warto było chodzić do kina w 2017 roku.

La La Land

reż. Damien Chazelle

Nie ma co ukrywać: głównych bohaterów tego filmu trudno polubić, a historia romansu jazzmana Seba z początkującą aktorką Mią to banał oparty na klasycznym motywie: „chłopak poznaje dziewczynę – chłopak traci dziewczynę – chłopak chce odzyskać dziewczynę”. Ale jak się to fantastycznie ogląda! Można La La Land różnie odczytywać, jednak Damien Chazelle przedstawia się w nim – jakkolwiek dziwnie wygląda zestawienie tych dwóch postaci – jako kontynuator filmowego stylu Quentina Tarantino, tworząc kino z perspektywy fana, nie artysty. Czuje się, że młody reżyser (rocznik 1985!) gruntownie przerobił cały kanon musicalu, a wzorem swoich znakomitych poprzedników, między innymi Boba Fosse’a, stara się znaleźć granicę dzielącą barwny show-biznes od świata utraconych marzeń. Jego La La Land właśnie po niej stąpa.

 

Manchester by the Sea

reż. Kenneth Lonergan

Czy to najlepsza premiera 2017 roku? Na pewno najbardziej poruszająca. Zwłaszcza jeśli się jest widzem – mężczyzną w średnim wieku, bo postać Lee (nagrodzony Oscarem Casey Affleck), konserwatora budynków, który zostaje zmuszony do zaopiekowania się dorastającym bratankiem, kumuluje w sobie całą gamę emblematycznych dla 30-40-latków neuroz i nerwic. Lee nie potrafi się komunikować z ludźmi, chowając za maską skupionego twardziela potężne pokłady agresji. Miota się pomiędzy skrajnościami: od stoickiego spokoju do szaleństwa. Wie, że zawiódł jako człowiek i jako mężczyzna – scena dialogu z przypadkowo spotkaną byłą żoną autentycznie rozdziera serce swoją bezkompromisowością. I co najciekawsze – ten smutny, przygnębiający film jest pełen udanych wątków komediowych, przez co widz jest w stanie uwierzyć, że nad zasnutym chmurami tytułowym Manchesterem – tym amerykańskim, nie brytyjskim – w końcu zaświeci słońce.

Moonlight

reż. Barry Jenkins

Minął prawie rok od premiery, jest to więc dobry moment, by zadać sobie pytanie: co właściwie tak bardzo wyróżnia sensacyjnego triumfatora Oscarów na tle pozostałych amerykańskich filmów? Na pewno nie chodzi tu tylko o wspaniałe, nasycone barwami zdjęcia. A

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się