To nie był mój pomysł
fot. meritt thomas / UNSPLASH.COM

To nie był mój pomysł

Gdyby poleciał samolotem, podróż zajęłaby mu zaledwie kilka godzin. On postanowił jednak, że pójdzie pieszo. Szedł ponad trzy miesiące. Z Polski do Jerozolimy. Pielgrzymował w intencji pokoju na świecie.

Katarzyna Kolska: Przyszedłeś pieszo?

Jacek Jelonek: Załatwiałem kilka spraw po drodze, więc przyjechałem samochodem.

Pytam o to, bo wiem, że lubisz chodzić.

Nie, nie przepadam, zwłaszcza za spacerami.

Nie lubisz chodzić?!

Pielgrzymować lubię. Jest różnica między pielgrzymką a spacerem. Moja żona bardzo nad tym ubolewa. Spaceruje się dla przyjemności, a pielgrzymuje w konkretnym celu, w jakiejś intencji. No i właśnie takie pielgrzymowanie, w którym jest cel, a po drodze może się zdarzyć przygoda, to jest właśnie to.

Kiedy zacząłeś pielgrzymować?

Pięć lat temu, idąc z Lourdes do Santiago de Compostela. Przeszedłem wtedy około tysiąca kilometrów.

Tak nagle ruszyłeś w drogę?

Zakończyłem właśnie pracę na Politechnice Poznańskiej, z którą byłem związany wiele lat. Miałem przed sobą perspektywę kilku wolnych miesięcy przed rozpoczęciem nowej pracy. Znajomy ksiądz wspomniał mi o Drodze św. Jakuba, którą ludzie pielgrzymują do Santiago de Compostela. Pomyślałem sobie: Hm… to dobry moment, żeby odbyć taką pielgrzymkę.

Przygotowywałeś się jakoś szczególnie do tej drogi?

Wtedy się nie przygotowywałem, bo nie miałem świadomości, jak wygląda kilkutygodniowe pielgrzymowanie. Czytałem natomiast różne przewodniki i poradniki, więc wiedziałem, że należy zabrać ze sobą jak najmniej rzeczy, żeby plecak nie był zbyt ciężki. Nie goniły mnie żadne terminy, więc nie planowałem, ile kilometrów będę szedł każdego dnia i gdzie będę nocował. Podczas następnych pielgrzymek wszystko miałem już szczegółowo zaplanowane.

Następnych?

To jest dość ciekawa historia. Gdy przebyłem ponad 700 kilometrów, na drodze do Santiago natknąłem się na drogowskaz, który pokazywał, jaka odległość dzieli to miejsce od różnych miast na świecie. Były tam między innymi wypisane Jerozolima i Rzym. Więc postanowiłem, że może kiedyś tam wyruszę. Santiago, Jerozolima i Rzym to trzy główne średniowieczne miejsca pielgrzymowania. Dwa lata później poszedłem do Rzymu. Akurat zbliżała się kanonizacja Jana Pawła II. Wyruszyłem w Środę Popielcową z Częstochowy – dotarłem na Wielkanoc. Przeszedłem 1500 kilometrów. Tydzień później była kanonizacja.

Tym razem wszystko miałem przemyślane. Drogę wyznaczyłem za pomocą Google Maps, co wiązało się potem z zabawnymi sytuacjami. Kiedyś na przykład poprowadziło mnie na wysokości Wiednia przez most, który okazał się mostem zwodzonym i nie wiem, czy ze względu na porę roku, czy z powodu innych okoliczności był akurat podniesiony, więc musiałem pokonać pięć kilometrów do następnego mostu, przejść przez niego, a potem wrócić te pięć kilometrów. Zaplanowałem też mniej więcej 30-kilometrowe etapy dzienne. Miałem przygotowany paszport pielgrzyma, podobny do tego, którym się legitymują idący do Santiago de Compostela. Noclegi musiałem sam sobie znajdować. W Polsce, Czechach i Austrii nie było z tym problemu. We Włoszech miałem trudniej, bo tam nie ma plebanii – księża mieszkają najczęściej w mieszkaniach poza kościołem.

Czy pomysł, żeby wyruszyć do Ziemi Świętej, zaświtał ci w głowie już pod tamtym drogowskazem, który pokazywał, ile kilometrów jest do Jerozolimy?

To było pierwsze światełko. Ale eskalacja natchnień, sytuacji i znaków wskazujących, że powiniene

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się