Między Bogiem i Historią

Między Bogiem i Historią

Sześćdziesiąta rocznica Paktu Monachijskiego, który miał Europie zapewnić trwały pokój, a sprowadził — jak wiadomo — katastrofę, przeszła we Francji prawie bez echa. Trudno, jak uważają niektórzy, bez końca bić się w piersi i wypominać swoim ojcom czy raczej dziadom ich grzechy. Trudno roztrząsać wydarzenia historii, które dawno zostały wyjaśnione i osądzone. Nie zawsze jednak niechętnie powraca się do „niechlubnej przeszłości”, a co więcej, z lubością nawiązuje się do niektórych jej wątków, przy okazji piętnując umarłych i żywych, i w wątpliwość poddając ich zasługi.

Dwudziesta rocznica wyboru na papieża „nie kurialisty, nie–Włocha”, człowieka „zza Żelaznej Kurtyny” zapoczątkowała nowe debaty o „jednym z najdłuższych w Kościele pontyfikatów”. Krótka wizyta Jana Pawła II w Chorwacji i beatyfikacja kardynała Stepinaca stała się okazją do złośliwych komentarzy, mówiących o „przemilczeniu przez Papieża” kwestii współpracy Kościoła katolickiego z ustaszowskim i pronazistowskim reżimem Ante Pavelica.

Wciąż powtarzane są znane stereotypy i powielane stare schematy. Łatwiej bowiem autorytatywnie stwierdzić, co jest „czarne” a co „białe”, niż próbować wyjaśnić skomplikowaną sytuację kraju czy regionu, który rzadko mógł rozwijać się w pokoju. Łatwiej dopatrywać się w beatyfikacji i, obecnie, kanonizacji Edyty Stein ducha konfrontacji, niż dostrzec ludzki dramat i zrozumieć powikłania historii. Łatwiej wreszcie oskarżać innych i szukać winnych wśród obcych, niż rozliczyć się z własną przeszłością.

Kiedy zbliżała się piętnasta rocznica wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, André Frossard wydał książkę Défense du Pape, w której polemizował z krytykami Jana Pawła II. Nie zawahał się wypomnieć niektórym „oświeconym myślicielom”, a także assumpcjonistom z „La Croix” i jezuitom z „Études”, ich pseudointelektualnych haseł i kompromitujących poczynań. Ci, którzy — jego zdaniem — w swoim mniemaniu uchodzą za obrońców prawdy i stróżów wolności, często posługują się kłamstwem i są zwykłymi oszczercami czy propagandystami, niewiele zaś mają do zaproponowania chrześcijaństwu i własnemu społeczeństwu.

Ostre słowa André Frossarda, zmarłego w 1995 roku, okazały się dla wielu kamieniem obrazy, a nie okazją do rzeczowej debaty. Często zresztą polemizuje się nie z samym Papieżem, lecz z jego „stronnikami” (ulubionym adwersarzem tak tradycjonalistów, jak i progresistów jest kard. Ratzinger). Czasem „znakiem sprzeciwu” jest po prostu milczenie. Jedynym tekstem, jaki ukazał się w październikowym numerze jezuickiego miesięcznika „Études”, czyli na 20–lecie pontyfikatu, jest krytyczna analiza papieskiego „Motu proprio” Ad tuendam Fidem 1. O. Bernard Sesboüé w swoim á propos piętnuje wyrafinowany kościelny dogmatyzm i powtarza — modne nie od dziś zdanie — że w Kościele nie jest możliwa jakakolwiek otwarta debata.

Niewątpliwie do „ludzi Kościoła” należy ks. Gabriel Ringlet, wicerektor Uniwersytetu Katolickiego w Louvain, który w swojej książce L’évangile d’un libre penseur 2 skupia uwagę czytelników również na Stolicy Świętej i powraca do roku 1978, dokładnie do poniedziałku 23 października, kiedy Papież „jeszcze nie przyzwyczajony do swojej roli” przyjmował rozhisteryzowanych Polaków i… miał dziwnie poplamioną sutannę. Biała, papieska sutanna wysmarowana czerwoną szminką jest dla księdza Ringleta symbolem niebezpieczeństw, na jakie narażony jest Kościół, natomiast „biskupi pierścień w skrzynce na narzędzia” symbolem Kościoła nowoczesnego. Świat — jego zdaniem — boi się szminki na papieskiej sutannie. Boi się wiary na pokaz, fałszywej pobożności, religii dla mas. Oczekuje postawy otwartej także wobec niewierzących. Potrzebuje Kościoła czujnego, wrażliwego na ludzkie potrzeby, ale też krytycznego wobec siebie, ciągle powracającego do korzeni, prowadzącego dialog ze światem. Książka wicerektora Uniwersytetu w Louvain nie jest jedynym „krytycznym głosem” i wbrew swoim zamierzeniom wykazuje, że jednak debata jest możliwa, że można wyrażać swoje obawy i życzenia, można dyskutować, a nawet pisać traktaty w obronie własnej wizji Kościoła..

Élie Maréchal próbuje — na łamach „Le Figaro” 3 — „uporządkować” pojawiające się tak w przeszłości, jak i obecnie zarzuty. Zastrzeżenia budzi, utożsamiana z nacjonalizmem, polskość Jana Pawła II, jego maryjna pobożność, jego podeszły wiek i stan zdrowia, liczne i kosztowne papieskie podróże, stanowisko zajmowane w kwestii aborcji, antykoncepcji i eutanazji, sprzeciw wobec używania prezerwatyw, nie branie pod uwagę obiektywnych argumentów naukowych, sztywna doktrynalna postawa i nie uznawanie etyki osobistej, negatywne stanowisko odnośnie małżeństw księży i kapłaństwa kobiet, odrzucanie ducha Vaticanum II. Bulwersująca jest dla niektórych zbyt często okazywana skrucha za rzekome grzechy Kościoła, jak i dialog z innymi religiami. Można by jeszcze dołączyć określenia w rodzaju „Papież integrysta” czy „Papież autokrata”, ale lista przypisywanych „polskiemu Papieżowi” cech (efektownych skądinąd sformułowań!) i tak nie będzie kompletna.

Élie 8Maréchal, powtarzając zdanie zaczerpnięte z książki Macieja Zięby OP Jean–Paul II, un prophéte incompris 4 — że „ten pontyfikat pozostaje wciąż niezrozrozumiany” i że media w dużej mierze ponoszą winę za liczne uproszczenia i stereotypy — wyraża opinię, że „Kościół bardziej niż mediów potrzebuje mediatorów”. Kard. Roger Etchegaray, w tekście zamieszczonym w tym samym numerze francuskiego dziennika, nawiązuje do „ducha Asyżu” i właśnie Jana Pawła II uznaje za twórcę szeroko pojętego dialogu. Zdaniem Alaina de Penanstera wybór Wojtyły na papieża miał kapitalne znaczenie dla Kościoła. Publicysta „Valeurs actuelles” 5 wymienia priorytety papieskiej działalności: apostołowanie po całej ziemi, obrona Boga przed Cezarem, kontynuowanie doktrynalnej i moralnej odnowy, walka o sprawiedliwość społeczną, dążenie do pojednania, nawet kosztem własnego autorytetu.

„Jak Mojżesz prowadzący swój naród do Ziemi obiecanej, jak prorocy Starego Testamentu wędrujący z miasta do miasta i zapowiadający nadejście Mesjasza, jak Jezus Chrystus przemierzający Judeę i Galileę, jak apostołowie obwieszczający Dobrą Nowinę całemu światu, jak dzisiejsi misjonarze żyjący pośród ludów, Jan Paweł II jest «człowiekiem w drodze»” 6 — pisze Jean Offredo. Jego książka–dokument Jean–Paul II ou le réve de Jérusalem mogłaby być (i właściwie jest!) odpowiedzią na zarzuty, jakie nie od dziś stawia się przybyszowi „z dalekiego kraju”. Problem jednak w tym, że wielu obrońców „dialogu w Kościele” nie ma ochoty na jakiekolwiek dyskusje. Nie brakuje ludzi — jak zauważył niegdyś André Frossard — którzy z góry wiedzą, co Papież myśli i nie muszą nawet czytać jego listów, słuchać jego wypowiedzi, zagłębiać się w „jego” teologię.

„Ty będziesz Papieżem, który wprowadzi Kościół w trzecie tysiąclecie” 7 — miał kardynałowi Wojtyle po konklawe w październiku 1978 roku powiedzieć kardynał Wyszyński. Zdaniem autora Jean–Paul II ou le réve de Jérusalem Karol Wojtyła już w swej wczesnej twórczości literackiej, jako poeta i dramaturg, był zafascynowany „miejscem spotkania” między Bogiem i Historią 8. Spotkanie to już raz się dokonało, ale też dokonuje się w czasie i przestrzeni. Dokonuje się w człowieku i pomiędzy ludźmi. Ciągle jesteśmy w drodze, ale też nie możemy wędrować samotnie, potrzebujemy przewodników, potrzebujemy Bożego wsparcia i tych, którzy potrafią wskazać właściwą drogę, porwać, dodać odwagi, przygotować na nowe spotkanie z Bogiem.

Mojżesz przez swój naród nie został zrozumiany, Paweł Apostoł nie raz pewnie usłyszał: „posłuchamy cię innym razem”. Papież „zza Żelaznej Kurtyny”, niegdyś przybysz ze Wschodu, dziś nie jest ani polski, ani wyłącznie europejski — jest prawdziwym pasterzem, proboszczem całego świata. Nie jest obrońcą sztucznej doktryny, lecz żywej, ciągle przemieniającej się, dojrzałej wiary. Jest rzecznikiem tak ubogich, jak i poszukujących. Jest nade wszystko Papieżem–przejścia, Mojżeszem Nowego Przymierza, prorokiem, który — choć długo jeszcze nie będzie rozumiany — prowadzi swój lud nie tylko w nowe tysiąclecie, lecz do nowej Wspólnoty. Prowadzi nie do Kościoła triumfującego, lecz Wspólnoty ludzi grzesznych i świętych, wierzących i próbujących się odnaleźć, Kościoła „w drodze”.

Można przemilczać zasługi Jana Pawła II, tworzyć wizerunek Papieża–autokraty albo, co jeszcze łatwiejsze, wykorzystywać papieskie idee do własnych celów, bronić rzekomej „czystości wiary”, być bardziej „papieskim” niż sam Biskup Rzymu. Można oczy i uszy, rozum i wolę, a nawet serce zamknąć na to, ku czemu w ciągu minionych dwudziestu lat prowadził „kontrowersyjny Papież”. Najważniejsze i tak pozostanie misterium spotkania Boga z Historią, człowieka z Bogiem, Boga w człowieku. Najważniejsze pozostaje to, czego nie jest w stanie zarejestrować żadna kamera, wyśledzić żaden obiektyw — co dokonało się między Bogiem a Janem Pawłem II… Na szczęście, nie tylko to się liczy, co widać, co jest namacalne, sprawdzalne, dostępne ludzkiemu poznaniu.

Paryż

1 Bernard Sesboüé, A propos du „Motu proprio” de Jean–Paul II Ad tuendam Fidem. „Études”, octobre 1998.
2 Gabriel Ringlet, L’évangile d’un libre penseur. Dieu serait–il laďque Paris 1998, s. 141–142.
3 „Le Figaro” 6 października 1998 roku (s. 11) zamieściło drugą z serii artykułów poświęconych 20–leciu pontyfikatu Jana Pawła II.
4 Promocja książki Macieja Zięby OP Jean–Paul II, un prophéte incompris, będącej tłumaczeniem Niezwykłego pontyfikatu wydanego w krakowskim Znaku w 1997 roku, odbyła się w Paryżu we wrześniu br.
5 Alain de Penanster, Ce pape qui secoue le monde, w: „Valeurs actuelles”, nr 3228 (10–16 października 1998), s. 11.
6 Jean Offredo Jean–Paul II ou le réve de Jérusalem, Paris 1998, s. 127.
7 Tamże, s. 258.
8 Por.: tamże, s. 9 i następne.

Między Bogiem i Historią
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...