Od filozofii do męczeństwa

Od filozofii do męczeństwa

Edyta Stein zapisała pewnego dnia: „To, czego nie było w moich planach, było w planach Boskich. Bardziej żywe staje się we mnie przekonanie, że — z punktu widzenia Boga — nie ma przypadków, że całe moje życie, do najdrobniejszego szczegółu, wyznaczone zostało w Boskich planach, a wszystkowidzące oko Boga to doskonały związek przyczynowy”. 11 października na placu św. Piotra mogliśmy przeżywać pełną powagi i zadumy uroczystość, w czasie której papież Jan Paweł II dokonał kanonizacji Edyty Stein, przez co uroczyście potwierdził, że związek przyczynowy jej życia i woli Bożej rzeczywiście osiągnął stan wypełnienia i swój szczyt, którym jest świętość.

W czasie beatyfikacji Edyty Stein, która miała miejsce w Kolonii 1 maja 1987 roku, Jan Paweł II mówił: „Chylimy głęboko głowy przed świadectwem życia i śmierci Edyty Stein, wybitnej córki Izraela i jednocześnie córki zakonu Karmelitanek, Siostry Teresy Benedykty od Krzyża, osobowości, która w swoim bogatym życiu jednoczy w sobie dramatyczną syntezę naszego stulecia. Syntezę historii pełnej głębokich ran, które nadal sprawiają ból… i jednocześnie syntezę pełnej prawdy o człowieku, w sercu, które tak długo nie znalazło spokoju i spełnienia, aż w końcu odnalazło spokój w Bogu”. W czasie uroczystości kanonizacyjnej, jakby rozwijając tę myśl, dodał: „Św. Teresa Benedykta od Krzyża osiągnęła zrozumienie, że miłość Chrystusa i wolność człowieka zazębiają się ze sobą, ponieważ miłość i prawda wiążą się wewnętrznie ze sobą. Poszukiwanie prawdy i jej wyrażanie w miłości nie stanowiły dla niej przeciwieństwa; co więcej, zrozumiała, że przywołują się nawzajem”.

Ziemska pielgrzymka Edyty Stein, urodzonej 12 października 1891 roku, wyraża integralnie rozwój jedynego, głębokiego i radykalnego dążenia, jakie od dzieciństwa nosiła wypisane głęboko w swoim sercu i jakie pod wpływem widocznych i ukrytych impulsów egzystencji uaktywniała i oczyszczała pośród doświadczeń codzienności. Ten rozwój radykalnie opierał się na coraz bardziej wewnętrznym i coraz bardziej czynnym zbliżaniu się do prawdy. Edyta nigdy nie praktykowała religii ojców w czasie swojej młodości spędzonej we Wrocławiu, chociaż, jako kochająca matkę córka, chętnie udawała się z nią do synagogi. Pierwszy etap jej życia wyznacza więc ateizm, którego istotą jest brak jakiegokolwiek odniesienia do problemu religijnego. Później wspominała: „Zupełnie świadomie i w wyniku własnej decyzji odzwyczaiłam się modlitwy”.

Pierwszy zwrot w kierunku Absolutu w życiu Edyty wyłonił się na gruncie filozofii, w Getyndze, w szkole fenomenologicznej Edmunda Husserla, którego była uczennicą i asystentką. Patrząc już z pewnej perspektywy na swoje życie, napisała: „Moja tęsknota do prawdy była moją jedyną modlitwą”. Niewątpliwie zdumiewająca była liczba nawróceń w tym środowisku uniwersyteckim, którego centrum stanowiła właśnie osoba Husserla. Wystarczy wspomnieć Maxa Schelera (mimo jego dramatycznego, z punktu widzenia wyznaniowego, życia), Adolfa Reinacha, który nawrócił się ze swoją żoną i córką (zginął jak bohater na wojnie w 1917 roku, a jego śmierć nie pozostała bez wpływu na Edytę), Hamburger, który wybrał życie zakonne, Dietrich von Hildebrand, który wstąpił do Trzeciego Zakonu św. Franciszka, A. Koyré z żoną, Erika Gethe. Najprawdopodobniej należy łączyć to z metodą filozoficzną tej szkoły, charakteryzującą się nowym spojrzeniem na rzeczywistość. Cechą charakterystyczną tej metody było odejście od Kanta, według którego świat postrzegany istnieje jedynie w postaci subiektywnego postrzegania, a nie zwrócenie się do przedmiotu poznania, a więc do rzeczywistości obiektywnej. Często mówi się, że był to filozoficzny „powrót do rzeczy”. Tradycja chrześcijańska zresztą szeroko potwierdza, że najskuteczniejsze postawienie problemu Boga zaczyna się od uznania rzeczywistości obiektywnej i otwartości człowieka na tę rzeczywistość.

„Pragnienie” Boga wyłoniło się u Edyty jako wypełnienie jej integralnego „wczuwania się” w prawdę odkrywaną z pomocą swojego mistrza, który — mimo zagłębiania się w istotę rzeczy — nie był jednak w stanie wypełnić uaktywnionego w jej umyśle i sercu pragnienia. Jest niewątpliwą zasługą Husserla wyłonienie się u Edyty „problemu Boga”, który spokojnie, powoli, łagodnie i słodko, ale równocześnie z niezwykłą mocą, brał w posiadanie jej prawa i wrażliwą duszę oraz swoim światłem obejmował całą jej egzystencję, wyzwalając wierność w stosunku do siebie. Wierność temu oświeceniu wewnętrznemu doprowadziła Edytę latem 1921 roku do nawrócenia, za którym poszło świadome wyznanie wiary (ochrzczona 1 stycznia 1922 roku) i bezwarunkowe przyjęcie krzyża, którego wielkość i bliskość czuła już na początku swojej wiary. Nie dziwi fakt, że na wiadomość, jaką Edyta daje zdumionej matce: „Mamo, jestem katoliczką”, ona sama wybucha płaczem, a potem obydwie, matka i córka, w bolesnym objęciu, mieszają swoje łzy głębokiego zdumienia i poważnego wyzwania.

Jak wszystkie duchy, które z wysoka patrzą na przeciętność, Edyta zachwyciła się duchem liturgii katolickiej. Opat benedyktyński R. Walzer, który był jej pierwszym kierownikiem duchowym, wprowadził ją w liturgiczne przeżywanie misterium chrześcijańskiego. Weszła w krąg mistyków chrześcijańskich, gdzie obok św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża, ważne miejsce zajął św. Ignacy Loyola. Obdarzona umysłem silnie spekulatywnym zaczęła zagłębiać się w filozofię chrześcijańską, czytając dzieła S. Kierkegaarda i J. H. Newmana, którego listy i dzienniki przetłumaczyła na język niemiecki. Szczególnie zachwyciła się św. Tomaszem z Akwinu, a studiując go, wydobywała z niego trwałe wartości i ukazywała, jak można zintegrować system ontologiczny Akwinaty z systemem fenomenologicznym Husserla. Artykuł, w którym proponuje zasady tej integracji, jest być może jej najważniejszym i najdonioślejszym pismem filozoficznym. Wyrazem jej aktywności naukowej są liczne konferencje wygłaszane w czasie różnych sympozjów. W Salzburgu swoim wystąpieniem wprowadziła w głębokie zdumienie arcybiskupa Waitza, a w Juvisy pod Paryżem, w czasie sympozjum poświęconego studium fenomenologii, w jednej chwili zachwyciła wszystkich, przejmując kompetentnie i skromnie kontrolę nad dyskusją. Jej zauroczenie św. Tomaszem było związane przede wszystkim z zagadnieniami poznania oraz metafizyki, a jej tłumaczenie dzieła De Veritate zdumiało fachowców przenikliwością, z jaką zdołała wniknąć w być może najtrudniejszy tekst Akwinaty, oraz osiągniętym w niej zbliżeniem między myślą tomistyczną i myślą fenomenologiczną. W studiach poświęconych filozofii Edyty Stein zbyt sztywno i ekskluzywnie łączy się ją z fenomenologią, zapominając o wielkiej refleksji nad filozofią św. Tomasza, jaką pod wpływem Ericha Przywary SJ podjęła w ramach pogłębiania swojej formacji filozoficznej, a także duchowej. Sądzę, że na przykład jej dzieło Wiedza Krzyża, będące studium doktryny mistycznej św. Jana od Krzyża, powinno być szerzej, niż to się zazwyczaj robi, związane z kategoriami filozoficznymi właśnie tradycji scholastyczno–tomistycznej, które były również kategoriami autora Drogi na Górę Karmel.

Po wstąpieniu do zakonu jej przełożeni, uznając wyjątkowy dar, jakim Opatrzność obdarzyła ich zakon, szczęśliwie pozwolili jej na kontynuowanie pracy naukowej. Ona zaś ze swej strony, widząc w tym służbę Bogu, ofiarnie kontynuowała swoją refleksję i swoje poszukiwania prawdy. Owocem tej pracy są artykuły dotyczące metafizyki oraz wspomniana analiza doktryny mistycznej św. Jana od Krzyża.

Ważny etap jej życia wypełniła aktywność nauczycielska, której pełne uznanie publiczne nastąpiło w 1932 roku wraz z nominacją do Niemieckiego Instytutu Nauk Pedagogicznych w Münster. Rok później została z niego usunięta ze względu na posunięcia antyżydowskie rządu nazistowskiego (ostatnią lekcję przeprowadziła 25 lutego 1933 roku). Uczennice, które wraz z nią mieszkały w pensjonacie „Marianum” w Münster, w swoich wspomnieniach utrwaliły jej obraz pełen łagodności i siły. Jej siła duchowa wyrażała się w znoszeniu wszelkiego rodzaju braków, w tym nawet najbardziej nieodzownych wygód. Była niezwykle uprzejma wobec wszystkich i gotowa pomagać wszystkim, jeśli tylko zauważyła, że czegoś potrzebują. Jej niezwykła delikatność i wrażliwość zbliżała ją do innych, by z miłością ofiarować im niebanalną pociechę. Nie zdumiewa fakt, że już w pierwszych wspomnieniach, jakie zostały zapisane, często powtarza się przekonanie: „Fräulein Dr. Stein” była rzeczywiście świętą, duszą całkowicie poświęconą Bogu. Edyta studiowała i modliła się do późna w swoim pokoiku, a rankiem była pierwsza, jeszcze przed siostrami, w kaplicy, by trwać przed Bogiem na swoim klęczniku, nawet w czasie trzech kolejnych Mszy świętych.

W 1933 roku zgłosiła się do przełożonej kolońskiego klasztoru karmelitanek, a 14 października wstąpiła do niego. 15 kwietnia 1934 roku przeżyła obłóczyny, przyjmując imię zakonne Teresa Benedykta od Krzyża. Myśl o wstąpieniu do tego zakonu pojawiła się u niej już wkrótce po nawróceniu, ale posłuszna kierownikom duchowym musiała z tą decyzją poczekać kilka lat, gdyż oni z troski o przygotowanie tego ważnego kroku sugerowali jej solidne jego ugruntowanie poprzez formację duchową. W 1938 roku w liście do siostry Petry Bruning OSU tak wspominała przygotowanie i ostateczne wybranie życia karmelitańskiego: „Mniej więcej 10 dni po moim powrocie z Beuron przyszła mi do głowy myśl: czyż nie nadszedł wreszcie czas, aby wstąpić do zakonu Karmelitanek? Od prawie 12 lat zakon Karmelitanek był moim celem, od lata 1921 roku, kiedy wpadło mi w ręce Życie naszej świętej Matki Teresy i zakończyło się moje długie poszukiwanie prawdziwej wiary. Kiedy w Nowy Rok 1922 przyjmowałam chrzest, myślałam, że to tylko przygotowanie do wstąpienia do zakonu. Już w okresie postulatu przyjęłam swoje zakonne imię. Otrzymałam je takie, o jakie prosiłam. Pod krzyżem zrozumiałam los Ludu Bożego, którego zapowiedź już wówczas zaczęła się pojawiać. Myślałam, że ci, którzy zrozumieją, iż jest to Krzyż Chrystusowy, muszą go przyjąć na siebie w imieniu wszystkich. Dzisiaj z pewnością wiem więcej o tym, co znaczy zawrzeć ślub z Panem w znaku Krzyża. Z pewnością nigdy nie będzie można tego pojąć, jest to bowiem tajemnica. Im większa ciemność zapanuje wokół nas, tym bardziej musimy otworzyć nasze serca na światło z góry”.

21 kwietnia 1938 roku złożyła wieczyste śluby zakonne, a na pamiątkowy obrazek wybrała słowa św. Jana od Krzyża: „Moim jedynym powołaniem stało się od tej chwili jedynie więcej miłości”. Nie był to wybór przypadkowy, ale refleksyjnie i świadomie obrany program życia zakonnego, który wytrwale wprowadzała w życie.

Współsiostry karmelitanki wspominają u Edyty przede wszystkim jej prostotę i pokorę. Gdy wstąpiła do zakonu, prawie żadna z sióstr nie zauważyła jej wyższej formacji oraz wyjątkowych uzdolnień. Chociaż była wystarczająco zajęta studiami i nauczaniem w wewnętrznej szkole klasztoru, była gotowa do spełniania najzwyczajniejszych posług, jak na przykład posługa w kuchni, gdzie nie osiągała takich wyników, jak w filozofii.

Walka, jaką wypowiedziała swojemu „ja”, nie doznała nigdy wytchnienia, tak że na jego solidnie uprawionym gruncie mogły wyrosnąć rzeczywiście wspaniałe owoce pokory i miłości. Siostry karmelitanki przekazują, że zdały sobie z tego sprawę, gdy opuszczała klasztor w Kolonii, i w Echt, w Holandii, gdzie została przyjęta jako uciekinierka. Tak często się zdarza, że największe dobro zauważa się wtedy, gdy go zaczyna brakować; wtedy potwierdza się, także z egzystencjalnego punktu widzenia, jak prawdziwa jest klasyczna definicja dobra: bonum est diffusivum sui.

Edyta świadoma, od pierwszej chwili po dojściu Hitlera do władzy, że straszna burza zaczęła zbliżać się do jej narodu, ofiarowała się za jego ocalenie i nawrócenie do Chrystusa. To ofiarowanie miało szczególną chwilę radości, gdy nawróciła się jej starsza siostra Róża, która została tercjarką karmelitańską. Podzieliła z Edytą również śmierć z rąk nazistów. To ofiarowanie się opierało się na jej rzeczywistej pasji — o Krzyż Zbawiciela. W oparciu o tę pasję, zgłaszając się do kolońskiego klasztoru, z przekonaniem mówiła do przełożonej: „Pomóc może nam nie ludzka działalność, tylko cierpienie Chrystusa. Moim pragnieniem jest wziąć w nim udział”.

Życie karmelitańskie napełniało ją pokojem, pełnią życia, radością serca, czego doświadczali ci, którzy mogli się do niej zbliżyć bezpośrednio albo prowadzić z nią korespondencję. W jej obliczu i postawie promieniowała godność prostoty, pełna miłości bliskość, braterskie zrozumienie, serdeczne współczucie, które zawsze uderzają i pozwalają odczuć, że w świecie rzeczywiście są obecne promienie nieskończonego Dobra. Swoje życie zakonne traktowała jako życie dla innych — było ono autentyczną pro–egzystencją. Z głębokim zrozumieniem życia zakonnego zapisała: „Kto idzie do zakonu, nie jest stracony dla swoich bliskich, dopiero wówczas staje się naprawdę odzyskany; bo przecież jest naszym powołaniem stanąć przed Bogiem w imieniu wszystkich”. Ten wymiar jej życia odnosiła w sposób szczególny do swojego narodu. Widać to choćby w takim wyznaniu: „Muszę zawsze pamiętać o królowej Esterze, która dlatego właśnie została zabrana z naszego narodu, aby dla tego narodu stanąć przed królem. Jestem bardzo biedną i słabą, małą Esterą, ale Król, który mnie wybrał, jest nieskończenie wielki i łaskawy. To ogromna pociecha”. A w swoim testamencie napisanym 9 czerwca 1939 roku wyznała: „Już teraz przyjmuję śmierć, którą przewidział dla mnie Bóg, w oczekiwanym z radością poddaniu się Jego świętej woli. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i moją śmierć… tak, aby przyjęto Pana i przyszło Jego królestwo w całej wspaniałości, dla ratowania Niemiec i pokoju na świecie…”

Opat Walzer zapisał w swoich wspomnieniach: „Rzadko spotykałem duszę, która połączyłaby w jednym duchu tak liczne i tak wyjątkowe przymioty. W jej osobie była prostota i naturalność. Zachowała całą swoją naturę kobiecą, tkliwe, a nawet macierzyńskie uczucie, nie chcąc nigdy wyrządzić nikomu przykrości. Obdarzona duchem mistycznym, w ścisłym znaczeniu tego słowa, nie miała w swojej postawie niczego wyszukanego i sztucznego. Była prosta z prostymi, uczona z uczonymi, ale bez żadnego wywyższania się, i chciałbym także dodać: «grzesznicą z grzesznikami»”.

Małe fragmenty pism duchowych i korespondencji Edyty, na szczęście przypadkiem zachowanych przed zniszczeniem sugerowanym niebezpieczeństwem represji, pozwalają poznać bogactwo i żywotność jej życia nadprzyrodzonego. Widać w nich, jak idąc za świętą Teresą od Jezusa, duchową towarzyszką jej nawrócenia oraz całego życia duchowego i mistycznego, prosiła: „Albo cierpieć, albo umrzeć”.

Otrzymała jedno i drugie. 2 sierpnia 1942 roku gestapowcy weszli do klasztoru, w którym schroniła się Edyta ze swoją siostrą Różą i gdzie czekały na pozwolenie policji, by udać się do Karmelu Le Paquier w Szwajcarii, czym był zainteresowany sam Prezydent dr Egger. Tam zaczął się wypełniać ostatni etap jej życia — męczeństwo. Najpierw zawieziono ją do obozu w pobliżu Amersfort w północnej Holandii, potem drogą przez Niemcy przewieziono ją do Oświęcimia. Tam jej „mistyka krzyża” dopełniła się prawdopodobnie 9 sierpnia w komorze gazowej. W ten dramatyczny sposób — jak mówił Jan Paweł II w czasie kolońskiej beatyfikacji — Edyta, „córka Izraela… w czasie narodowo–socjalistycznych prześladowań pozostała wierna Panu Jezusowi, a jako Żydówka swojemu narodowi w wierności i miłości”.

W 1941 roku w liście do zaprzyjaźnionej zakonnicy napisała: „Scientia Crucis można pozyskać dopiero wtedy, gdy dokładnie poczuje się Krzyż. Od pierwszej chwili byłam o tym przekonana i mówiłam z głębi serca: Ave Crux, Spes unica”. W czasie uroczystości kanonizacyjnej Ojciec Święty, jakby w nawiązaniu do tych słów, mówił: „Jako oblubienica Krzyża, Siostra Teresa Benedykta nie tylko napisała głębokie stronice o «wiedzy krzyża», ale podjęła aż do głębi wędrówkę w szkole Krzyża. Wielu naszych współczesnych chciałoby doprowadzić do tego, aby zamilkł Krzyż. Ale nic nie jest bardziej wymowne od Krzyża zmuszanego do milczenia”.

Pozostaje nam często ze zdumieniem pochylać głowę przed św. Teresą Benedyktą od Krzyża, nauczycielką wiedzy Krzyża, prosząc ją o wstawiennictwo na naszej drodze poszukiwania prawdy i dorastania do męczeństwa.

Od filozofii do męczeństwa
ks. Janusz Królikowski

urodzony w 1962 r. w Mielcu – kapłan diecezji tarnowskiej, teolog, mariolog, dziekan tarnowskiej Sekcji Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.Członek Polskiego Towarzystwa Mariologiczneg...