Ekstremalna tolerancja
fot. lum3n / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Spowiedź

0 votes
Wyczyść

Na jednym z moich licznych kremów do twarzy jest napisane (zauważył pewnego dnia mój mąż, czujny na tego rodzaju rzeczy po dziesięcioleciach spędzonych w moim towarzystwie i chcąc podsunąć mi temat do kolejnego felietonu): „ekstremalna tolerancja”. Ale (jak zauważył dalej z nutą rozżalenia) smaruję i smaruję i nic: jakoś nie staję się nawet ciut bardziej tolerancyjna, nie mówiąc o osiągnięciu tolerancji ekstremalnej.

Szkoda, bo (oprócz tego, że wielu w moim otoczeniu odetchnęłoby z ulgą, gdybym się stała bardziej tolerancyjna) coraz więcej rzeczy ostatnimi czasy wymaga tolerancji ekstremalnej, jeśli człowiek nie chce oszaleć ze skrajnego zdenerwowania. Pomijam (uwaga: gdy ktoś pisze, że coś pomija, można mieć pewność, że za chwilę rozpisze się na ten temat z niezwykłą rozwlekłością) wrzaski dzieci sąsiadów, gigantyczne jak czołgi wózki dziecięce, które zajmują cały chodnik i terroryzują innych przechodniów, oraz ludzi, którzy dopiero po zapakowaniu zakupów uświadamiają sobie, że trzeba płacić i zaczynają godzinami grzebać w torbach, szukając portmonetki, podczas gdy za nimi kolejka do kasy się wydłuża. Chętnie pomijam chorobliwie otyłe kobiety w jaskrawo zielonych nylonowych szortach. Pomijam ludzi, którzy nie szczepią swoich dzieci (o czym już kiedyś na tych łamach pisałam). Pomijam też (zwłaszcza że niewiele ma to wspólnego z tolerancją – ale skoro już się rozpisałam na ogólniejszy temat denerwujących rzeczy, brnę twardo dalej, nie zważając na logikę) agresywne szerszenie (azjatyckie), równie agresywne komary „tygrysy” (afrykańskie) i plagę jadowitych meduz, które zrobiły z wakacji nad Morzem Śródziemnym rodzaj defensywnego treningu wojskowego. Mogę nawet pominąć (zwłaszcza że jest to bardziej makabrycznie śmieszne i pożałowania godne niż wyzywające dla ludzkiej tolerancji, a ode mnie już na pewno tolerancji nie wymaga, skoro nie mieszkam – chwała Bogu – w Rosji) niszczenie, nakazane kilka miesięcy temu przez Putina, parmezanu i mrożonych gęsi. (Polecam filmy w internecie, pokazujące, jak wpierw nad zamrożonymi gęśmi jest odczytywany wyrok śmierci, a następne tratują je ogromne buldożery).

Z wszystkimi tymi rzeczami można jakoś żyć (choć życie wśród szerszeni i nieszczepionych dzieci jest niebezpieczne). Ale trudniej już pominąć na przykład to, że pod presją Stanów Zjednoczonych sześć krajów (pośród których Izrael, najbardziej bezpośrednio przez to zagrożony, się nie znalazł – a jak przypomniał w tym kontekście ambasador Izraela w Stanach Zjednoczonych, jeśli się nie jest przy stole, na ogół znaczy to, że się jest na menu) podpisało umowę z totalitarnym islamskim państwem, jakim jest Iran, pozwalającą mu na spokojne rozwijanie produkcji broni nuklearnej i międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Wspomniany ambasador, w przemówieniu w Stanach Zjednoczonych, a więc dla publiczności amerykańskiej, pozwolił sobie przypomnieć ważną cechę tych pocisków, o której mimo ich nazwy często się zapomina: – Mam dla państwa wiadomość – powiedział. – Izrael leży na tym samym kontynencie, co Iran. Więc te interkontynentalne pociski nie są przeznaczone do użycia przeciwko Izraelowi; one są przeznaczone do użycia przeciwko wam.

Trudno też pominąć odblokowanie dla Iranu 150 miliardów dolarów, które – wbrew naiwnym przewidywaniom Amerykanów – nie są wcale wydawane na rozwój gospodarki i polepszenie poziomu życia w tym kraju, lecz na broń, bombowce i dalsze zbrojenie terrorystów Hezbollahu i Hamasu. Najtrudniej jednak pominąć fakt, że „inspekcji” instalacji nuklearnych w Iranie będą dokonywać – zgodnie z wyżej wymienioną umową – inspektorzy… irańscy. Wszyscy z początku myśleli, że to zły dowcip; ale okazało się, że to prawda. W obliczu tego nawet absurdalne 24 dni uprzedzenia przed inspekcjami, na które umowa ta pozwala, niewielkie mają już znaczenie. Trudno też pominąć próbę opanowania Syrii przez Putina. Podobnie trudno pominąć postępującą destrukcję wspaniałego antycznego miasta Palmiry w Syrii i zamordowanie 82-letniego dyrektora muzeum sztuki antycznej w tym mieście. Wymagałoby to wszystko ekstremalnej tolerancji – gdyby nie to, że tutaj żadna tolerancja nie byłaby na miejscu.

Ekstremalna tolerancja
Agnieszka Kołakowska

urodzona w 1960 r. – polska filozof i filolog klasyczny, tłumaczka i publicystka. Agnieszka Kołakowska jest autorką cyklu felietonów pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze