Bóg na wolnym rynku
fot. v2osk / UNSPLASH.COM

Bóg na wolnym rynku

, 0 recenzji

W kulturze masowej jest coraz więcej trendów, które sugerują nam, że uznanie i szacunek u innych zyskuje się dzięki majątkowi. Ale mimo to nie ma „muszę” – jest tylko „chcę”. Nie można zrzucać odpowiedzialności za to, że zadłużamy się ponad stan albo za dużo wydajemy, na system gospodarczy.

Marcin Żyła: Czy rozmawiam z „białym kołnierzykiem”?

Dariusz Winek: Rzeczywiście, tak się mówi o bankowcach menedżerach. To strój korporacyjny, który nosimy na co dzień, element profesjonalnego wizerunku, mający budować zaufanie i wiarygodność. Jesteśmy jednak normalnymi ludźmi, żyjemy w społeczeństwie, zakładamy rodziny i mamy takie same problemy jak inni. I choć może się wydawać, że tworzymy zamkniętą kastę, nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Mamy do czynienia z konkretnymi klientami. I – nieważne, czy są to osoby prywatne, czy przedsiębiorstwa – staramy się poznać i zrozumieć ich potrzeby.

Przyzna pan jednak, że bankowcy nie mają ostatnio dobrej prasy.

Wizerunek instytucji finansowych pogorszył się za sprawą ogólnoświatowego kryzysu i nadużyć, które często popełniały wysoko postawione osoby zarządzające. Trudno z tym polemizować, trudno się nie oburzać, gdy słyszy się choćby informacje dotyczące nieuzasadnionego zawyżania wysokości stawek na rynku międzybankowym w londyńskim City.

Nadużycia dotyczą jednak nie tylko sektora bankowego. Nieuczciwość występuje również w innych sektorach gospodarki. Jednak w przypadku banków malwersacje sięgają często olbrzymich kwot. Nawet jeżeli tylko jedna na tysiąc osób postępuje niewłaściwie, skala oszustw od razu przyciąga uwagę.

Literaturoznawcy analizują czasem Biblię jako wybitne dzieło literackie. Czy ekonomiści również znajdują w niej ciekawe dla siebie treści?

To na pewno zależy od ekonomisty. Dla wierzącego Pismo Święte jest sposobem poznania prawdy nie tylko o Bogu, ale i o człowieku. Jeśli więc podmiotem decyzji ekonomicznych jest człowiek, to nie da się abstrahować od jego transcendentnego wymiaru, a tym samym od Ewangelii. Oczywiście Ewangelia mówi przede wszystkim o ekonomii zbawienia, a ta różni się od ekonomii w tradycyjnym rozumieniu tego słowa – czyli nauki o gospodarowaniu ograniczonymi zasobami i dobrami. Jeśli pozbawimy człowieka wymiaru nadprzyrodzonego, to sfery te będą zupełnie rozbieżne. Wówczas proponowane przez ekonomistów rozwiązania, które mają zwiększyć korzyści materialne, mogą być w rzeczywistości antyhumanistyczne, niesłużące ludziom. Dlatego od strony moralnej największym wyzwaniem dla ekonomisty jest to, jak sprawić, aby rzeczywiście służyły one ludziom i nie stanowiły przeszkody na drodze do zbawienia. Taka próba połączenia dwóch przenikających się, ale osobnych sfer – materialnej ziemskiej i nadprzyrodzonej – jest fascynująca, ale i pełna trudności.

Lektura katechizmu raczej nie nastraja chrześcijan do pieniądza zbyt optymistycznie. Czytamy w nim m.in. o „niewolnictwie pracy i ubóstwieniu pieniądza

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się