Bliskość
fot. lysander yuen / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%
Wyczyść

W przeddzień tamtej niedzieli uczestniczyłem w ślubie Gosi i Andrzeja – ludzi od lat zaangażowanych w organizację dominikańskiej pielgrzymki z Krakowa do Częstochowy. Staliśmy razem z kilkoma braćmi, czekając w zakrystii na początek liturgii. Ojciec Maciej, duszpasterz młodzieży szkół średnich, westchnął: „Jak pięknie, że ludzie się żenią i za mąż wychodzą. Żeby się im tylko udało. Jutro jest Ewangelia o nierozerwalności małżeństwa, a ja mam powiedzieć kazanie do moich dzieci. Wiem, że połowa ich rodziców jest rozwiedziona. Jak ja im w tej sytuacji opowiem Dobrą Nowinę? Nie mam pomysłu…”.

W niedzielę wieczorem zadzwoniła do mnie Magda. Od lat rozwiedziona, samotnie wychowuje swoje dzieci. „Chciałam cię prosić, byś porozmawiał z moją córką i mocą swojego autorytetu ją uspokoił. Byłyśmy na mszy w kościele parafialnym i ksiądz powiedział podczas kazania, że rozwody są diabelskim pomysłem, a rozwodnicy wielkimi grzesznikami. Natomiast ci, którzy próbują ich usprawiedliwiać i pozwalają przystępować do komunii świętej, niszczą Kościół i podważają nauczanie Jezusa, które jasno widać w dzisiejszej Ewangelii”. Dowiedziałem się, że całe kazanie miało charakter oskarżycielski, potępiający i polemiczny. Ksiądz atakował wszystkich i wszystko: świat i dzisiejsze czasy, media i polityków, liberalnych księży i byle jakich wiernych. Trzynastoletnia córka Magdy, od lat ciężko przeżywająca fakt rozstania rodziców, poczuła się zdruzgotana, winna, odrzucona. Przez kilka godzin płakała, pytając, czy Pan Bóg naprawdę potępił jej rodziców i ją samą.

„Szkoda, że nie mogliście uczestniczyć w mszy Macieja” – pomyślałem. Nie wiem, co powiedział; ale pamiętając jego westchnienie, jestem pewien, że nie zafałszował słowa Bożego, ale też nikogo nie zaatakował, nikogo nie przekreślił, nikomu nie zamknął drogi do nieba.

Nadziwić się nie mogę, że dwóch kapłanów czytających ten sam fragment Ewangelii może przemawiać w tak różnej tonacji. Dlaczego w ustach jednego słowa Jezusa są Dobrą Nowiną – rozumiejącą i pocieszającą, podnoszącą i przemieniającą, a w kaznodziejstwie innego ta sama Ewangelia przypomina maczugę, która uderza, dołuje i upokarza? Zastanawiałem się nad motywacją księdza z parafii Magdy. Czy przywalanie słowem Bożym sprawia mu przyjemność? Czy pastwiąc się nad ludzką grzesznością, ma poczucie, że jest lepszy? Pewnie czuje się posłany, by przekonać świat o grzechu. Tylko czy myśli o tym, jak jego słowa będą odebrane przez słuchaczy? Czy sądzi, że taka tonacja może kogokolwiek przybliżyć do miłosierdzia Bożego? Czy też jedynym punktem odniesienia dla jego słów jest aprobata konfratrów, którzy po takim kazaniu pochwalą: „Dobrze im przywaliłeś, niech sobie nie myślą…”?

Wydaje mi się, że te różne podejścia nie są kwestią formacji kaznodziejów albo tego, kto im wykładał teologię lub homiletykę. Problem tkwi w tym, jaki styl duszpasterstwa uprawia dany kapłan. Nie wiem, jak funkcjonuje w swojej parafii ów ksiądz, który doprowadził do łez trzynastolatkę. Znam natomiast dobrze Macieja, kilka lat mieszkaliśmy w tym samym klasztorze. Wiem, że całymi dniami przesiaduje ze swoją młodzieżą, że ciągle się spotyka z nastolatkami i ich rodzicami – wspólnotowo i indywidualnie. Maciej zna ludzi nie z książek, nie z mediów, nie tylko z kościoła, gdzie odprawia dla nich mszę i głosi kazania. Zna ludzi od ich bardzo wewnętrznej strony, z setek przeprowadzonych rozmów, z towarzyszenia im w radościach i dramatach, ze spojrzeń w zapłakane oczy, często w poczuciu bezradności, że w żaden sposób nie potrafi pomóc. Dzięki tej bliskości wie, że przykazania, katechizm, nauczanie Kościoła to piękny ideał, do którego skomplikowane losy ludzkie często nie dorastają.

Duszpasterz, który ma odwagę skrócić dystans między sobą a powierzonymi mu ludźmi, porozmawiać z nimi, usłyszeć o ich bólach, dotknąć ciemności ukrytych w sercach, poznać ich tęsknoty, będzie miał chyba w sobie więcej miłosierdzia. Będzie chciał „głosić dobrą nowinę ubogim, opatrywać rany serc złamanych”, a nie „wkładać na ludzi ciężary nie do uniesienia”. Jeśli się tej bliskości przestraszy, pewnie będzie grzmiał z bezpiecznej wysokości ambony, pełen oburzenia na ludzką grzeszność.

Bliskość
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, odznaczony Krzyżem Wo...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze