Zawstydzenie
fot. meric dagli / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%
Wyczyść

Niedawno przeżyła nawrócenie i gorliwie powróciła do praktyk, które porzuciła w jakimś momencie skomplikowanego życia. Drobna blondynka, niebieskie oczy, 34 lata, mężatka, matka trójki dzieci. Rozmawialiśmy o relacji z Bogiem, uczestnictwie we mszy świętej, modlitwie…

Któregoś dnia zapytała mnie o post: „Czy kiedy już położę dzieci spać i coś sobie przekąszę lekkiego w piątek wieczorem, bo mnie już mdli z głodu i kręci mi się w głowie po całym dniu; czy taki post można uznać za ważny?”. Przeczuwając, z czym będę miał do czynienia, zapytałem, jak wygląda jej piątkowy post. Okazało się, że przez cały dzień nic nie je. Zacząłem jej wtedy mówić o piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych; a także o poście ścisłym, do którego katolicy są zobowiązani tylko w Środę Popielcową i Wielki Piątek. Zapytała, na czym polega post ścisły. „Niejedzenie mięsa. Jeden posiłek do syta i dwa skromne” – odpowiedziałem. Nie kryła zdziwienia. „To wy w klasztorach pościcie w taki sposób tylko dwa razy w roku? Ja mam w nosie taki post. Taki to ja mam codziennie, i to nie dlatego, że sobie tak wymyśliłam, ale dlatego, że na więcej jedzenia nie mam pieniędzy. A w piątki poszczę, to znaczy nic nie jem”. Nie mówiłem, co można znaleźć na dominikańskich stołach w każdy piątek. Zamilkłem zawstydzony.

Jakość postu nie zależy od ilości jedzenia, którego sobie człowiek odmawia, ale od duchowego nastawienia, z jakim się do postu przystępuje. Nie chodzi wszak o perspektywę kulinarno-dietetyczną. W tej przestrzeni również doznałem zawstydzenia. Traktowałem post jako modlitwę ciała. Gdy błagałem Boga w konkretnej intencji, dołączałem do niej jakieś wyrzeczenie, łącząc je często z jałmużną: rozdawałem to, z czego rezygnowałem.

Tak było do momentu, gdy trafiłem na tekst Alexandra Schmemanna. Ten prawosławny duchowny wyjaśniał, że duchowe znaczenie chrześcijańskiego postu można zobrazować, przywołując dwa zdarzenia opisane w Biblii: kuszenie Adama w raju oraz Jezusa na pustyni u progu Jego publicznej działalności.

W dzisiejszym rozumieniu życie człowieka utożsamiane jest głównie z funkcjami biologicznymi. Adam, grzesząc w raju, wybiera takie właśnie życie – zależne od samego chleba. Świat, który został mu dany jako środek do obcowania z Bogiem, potraktował jako wartość samą w sobie, jako źródło życia, choć jedynym źródłem Życia jest sam Bóg. Człowiek skuszony do niewiary w słowo Boga, „uwierzył w pokarm” i w ten sposób stał się niewolnikiem pokarmu. Nic więc dziwnego, że każdy grzech jest skażeniem życia darowanego przez Boga.

Jezus, rozpoczynając swoją misję, zaczyna od postu. Wydaje się, że każde zadanie wymaga siły, nabrania mocy. Głód to stan, który żąda, aby człowiek przed podjęciem innych czynności koniecznie nasycił się chlebem. Jezus natomiast, rozpoczynając dzieło zbawienia, mówi: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. „Moim pokarmem jest wypełnienie woli Tego, który Mnie posłał” – powie później, wskazując, gdzie jest prawdziwe źródło Życia. Jezus odrzuca w ten sposób kłamstwo narzucone przez perspektywę grzechu i przywraca właściwą relację między życiem z pokarmu a Życiem z Boga. W takiej perspektywie nasz post to uczestnictwo w postnym doświadczeniu Chrystusa, w Jego przechodzeniu od śmierci do życia, w Jego drodze do wolności.

„Koniec końców bowiem post sprowadza się do jednego: do tego, żeby odczuć głód, pragnąć. Oznacza osiągnięcie w nas granicy życia, które w całości zależy od pokarmu. Zgłodniawszy zaś, możemy odkryć, że ta zależność nie jest ostatnią prawdą o człowieku, że sam głód jest przede wszystkim stanem duchowym i że w swojej najgłębszej istocie jest on głodem Boga” – pisze Schmemann.

Skąd moje zawstydzenie? Bowiem z mojego praktykowania postu wyparowała prawda, że „bez duchowego wysiłku, bez umocnienia siebie Boską Realnością, bez uświadomienia sobie swojej pełnej zależności od Boga i tylko od Boga, post fizyczny stanie się w rzeczy samej samobójstwem (…) Post fizyczny, jakkolwiek byłby ważny, staje się nie tylko bezmyślny, ale i w rzeczywistości niebezpieczny, jeśli nie powiążemy go z duchowym wysiłkiem, modlitwą, myślą skupioną na Bogu”.

Piszę te słowa na kilka dni przed Środą Popielcową, rozpoczynającą okres czterdziestodniowego postu, i przypominam sobie oba zawstydzenia. Pierwsze pomoże mi przejść od postu symbolicznego do realnego; drugie będzie mi mówić, że bolesny głód żołądka w czasie postu jest znakiem pragnienia Boga i Jego nieśmiertelności.

Zawstydzenie
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, odznaczony Krzyżem Wo...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze