Mniej znaczy bardziej
fot. ian keefe / UNSPLASH.COM

Mniej znaczy bardziej

, 0 recenzji

Podobnie jak religijna asceza nie jest potrzebna każdej osobie wierzącej i nie każdy potrafi ją praktykować, tak minimalizm – w tym najbardziej ascetycznym wydaniu – nie każdemu będzie służył.

Wojciech Dudzik OP: Jak się zaczęła pani przygoda z minimalizmem?

Anna Mularczyk-Meyer: Tak się złożyło, że w którymś momencie mojego życia znalazłam pracę w wymarzonym zawodzie. Praca była przyzwoicie płatna, więc szybko się przyzwyczaiłam do pieniędzy, które regularnie wpływały na moje konto. I zaczęłam je wydawać prędzej, niż zarabiałam. Wiele pewnie było powodów, które sprawiły, że miałam tendencję do gromadzenia i chomikowania. Kompensowałam w ten sposób różne nierozwiązane sprawy osobiste, duchowe i psychiczne. Poza tym myślałam, że skoro wszyscy tak robią, to chyba jest to naturalne. Jednakże upodobanie do prostoty musiałam mieć zawsze. Bardziej odnajdywałam się w gotyckich niż w barokowych wnętrzach.

Od razu zapytam o Skandynawię. Odnajduje się pani w tej estetyce?

Tak, bo ona oparta jest na prostocie. Korzysta też z motywów ludowych, a ja zawsze się zachwycałam sztuką ludową. Także polską. Mimo takich upodobań, zagubiłam się w konsumowaniu. Miałam wrażenie, że wszystkie powody do bycia szczęśliwą są spełnione, tyle że sama ze sobą czułam się coraz gorzej. Coś mnie uwierało, ale nie wiedziałam co, cały czas miałam nadzieję, że kiedyś znajdę rozwiązanie tego problemu, którego nie umiałam nawet nazwać. Wydawało mi się, że jest nim bałaganiarstwo, lenistwo, że niczego już nie ogarniam, że mam za mało silnej woli i za mało stanowczości, żeby zaprowadzić w swoim życiu jakąś dyscyplinę. Zaczęłam więc szukać rozwiązania. Czytałam na przykład skandynawski anglojęzyczny blog o urządzaniu domu. Autorka opowiadała o tym, jak sobie wszystko porządkuje i układa. Odsyłała do artykułu, który z kolei prowadził do bloga pewnego Amerykanina, Lea Babauty. Tak oto trafiłam na kogoś, kto właśnie przechodził od chaosu i nieuporządkowania do stopniowego upraszczania. Miał sporo ciekawych wniosków: zamiast porządkować, układać i wymyślać systemy klasyfikacji przedmiotów, pytał: A może po prostu mam ich za dużo? I zamiast gromadzić, może warto zacząć się ich pozbywać, zacząć upraszczać, zamiast komplikować. W pierwszym momencie, mimo zafascynowania tak prostym postawieniem sprawy, wydawało mi się to bardzo abstrakcyjne. Ale od tamtego spotkania minęło już trochę czasu i teraz są to dla mnie bardzo konkretne treści.

No właśnie, kiedy zaraziła się pa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się