Męczennik nauki
fot. icons8 team / UNSPLASH.COM

Bruno umierał samotnie. Nigdy nie zgromadził wokół siebie uczniów. Zbudował świat, do którego nie zdołał nikogo wprowadzić. Rozrywany przez wielkie pragnienia przeżył niezrozumienie i odrzucenie.

Maciej Müller: „Ja jednak wtedy myślałem / O samotności ginących. / O tym, że kiedy Giordano / Wstępował na rusztowanie, / Nie znalazł w ludzkim języku / Ani jednego wyrazu, / Aby nim ludzkość pożegnać, / Tę ludzkość, która zostaje” – napisał Czesław Miłosz. Czy Giordano Bruno rzeczywiście umierał opuszczony i niezrozumiany?

Tomasz Gałuszka OP: To był nieprzystający do szesnastowiecznej rzeczywistości niespokojny duch, całe życie dążył do wolności, eksperymentował, przekraczając wszelkie granice myślowe. Porzucał wszystko, co zastał, po to żeby pójść dalej. Nie szanował niczego, co ustalone, spetryfikowane. I ludzi, którzy tego bronili.

W naszej niedawnej rozmowie o inkwizytorach ukazałeś ich jako lekarzy dusz, walczących o nawrócenie i zbawienie heretyków. W przypadku Giordana Bruna mamy jednak do czynienia z inkwizycją, która doprowadziła do skazania na stos wybitnego człowieka.

Bruno ma stereotypową etykietkę „męczennika za naukę” – co pewnie by go zdziwiło, bo zginął z zupełnie innych powodów. Co ciekawe, nie sądzę, żeby Giordano Bruno dogadał się ze współczesnymi naukowcami. On gardził skrupulatnymi wyliczeniami, eksperymentami, precyzyjnym językiem…

Nieczęsto się wspomina, że Bruno był dominikaninem.

I nigdy nie przestał nim być. Po jego ucieczce z klasztoru zakon nie wszczął żadnego postępowania w jego sprawie. Co więcej, generał zakonu Hipolit Beccaria odwiedzał go w więzieniu inkwizycyjnym i walczył o jego życie.

Kilkanaście lat spędzonych w klasztorze dominikanów w Neapolu było najważniejszym etapem w życiu Giordana Bruna. Do zakonu wstąpił w 1565 roku jako kilkunastoletni chłopiec zafascynowany myślą neoplatońską, ale też pismami jednego z największych myślicieli renesansu Erazma z Rotterdamu, który podkreślał wolność i wielkie możliwości człowieka.

W Neapolu było wiele klasztorów. Dlaczego wybrał dominikanów?

W tamtejszym kościele św. Dominika Bruno widział zakonników, którzy „byli jak aniołowie” – wspaniale przemawiali i pięknie żyli. Dla nowicjusza szybko przyszedł oczywiście moment oczyszczenia motywacji. Okazało się, że aniołowie są zwykłymi ludźmi, którzy po prostu jedzą, śpią, odprawiają mszę, czytają pobożne książeczki…

A Bruno nie znosił dewocji. Jako nowicjusz zasłynął tym, że zdjął ze ściany celi wszystkie święte obrazki – w tym Katarzyny Sieneńskiej i św. Antonina z Florencji, inkwizytora z pierwszej połowy XV wieku. Zostawił tylko krzyż.

Czyli na tym etapie nie miał jeszcze problemów z boskością Chrystusa?

Nie zgadzał się z kultem jakiegokolwiek człowieka, w tym Jezusa z Nazaretu. Dla niego był to wybitny człowiek, prawdziwy mędrzec. Podczas formacji zakonnej wciąż pojawiały się problemy z poglądami Giordana: osk

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się