Tysiąc kroków
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 votes
Wyczyść

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Razu pewnego musiałem załatwić coś w miasteczku. Była piękna pogoda, postanowiłem więc pojechać rowerem. Gdy dotarłem na miejsce, zostawiłem pojazd na ulicy i wszedłem na moment do sklepu. Kiedy wyszedłem, roweru nie było. Poczułem się bezradny. Cóż mogłem zrobić? Jedynie pójść na policję, by zgłosić popełnienie przestępstwa. Ruszyłem w kierunku komisariatu, ale nie uszedłem nawet tysiąca kroków, kiedy natknąłem się na stróża porządku przechadzającego się ulicą. Mundur jego wydał mi się wprawdzie nietypowy, ale tyle jest ostatnio różnych straży, że uznałem go za właściwą osobę do złożenia mojej skargi. Podszedłem więc do niego i powiedziałem:

— Panie władzo, melduję, że ukradziono mi rower.

— Aha — rzekł stróż porządku — ukradziono braciszkowi rower. A co braciszek ma pod pachą, że zapytam z zupełnie innej beczki?

Pod pachą miałem Pismo Święte Nowego Testamentu.

— Czy mógłby braciszek przeczytać mi kawałek, bo jestem z tą księgą zupełnie nieobeznany?

Zawsze uważałem, że do ewangelizacji trzeba wykorzystywać każdą okazję, otworzyłem więc na pierwszej lepszej stronie i zacząłem czytać słowa, na które padł mój wzrok:

— „Jeśliby cię kto przymuszał, by z nim iść tysiąc kroków, idź z nim dwa tysiące, a jeśli chce ci zabrać suknię, oddaj mu i płaszcz”.

— Czy tam jest może napisane, że gdyby ktoś ci chciał zabrać rower, oddaj mu i pompkę?

— Skądże, przecież ta księga była napisana w czasach, kiedy nie było jeszcze rowerów.

— Tak, ale gdyby braciszek podarował złodziejowi swój rower, to by nie było przestępstwa.

— Ale ja chcę go odzyskać!

— Właśnie, kradzież jest tylko tam, gdzie dwóch chce mieć tę samą rzecz. Braciszek powinien się martwić o dusze grzeszników. Gdyby złodziejowi podarować rower, nie byłoby kradzieży i złodziej miałby o jeden grzech mniej, a tak jest braciszek, co tu dużo gadać, współodpowiedzialny. Na pewno w codziennym pacierzu prosi braciszek Pana Boga, by odpuścił mu jego winy, jako i braciszek odpuszcza swoim winowajcom. Czyżby braciszek odklepywał tylko ten paciorek bez zrozumienia jego słów?

Zdumiałem się, słysząc taką mowę z ust stróża porządku. Zacząłem podejrzewać szachrajstwo. Może to przebrany wspólnik tego złodzieja? Zmierzyłem go wzrokiem od stóp do głów i zapytałem:

— Kim ty jesteś, że mi takie kazania głosisz? Czyżby twoim zadaniem nie było ściganie przestępców?

Mierząc go od stóp do głów, zauważyłem, że mundur mundurem, ale niektóre jego elementy były co najmniej dziwne. Na przykład, w mundurowych jego butach przewleczone były jaskrawe zielone sznurowadła. On tymczasem odpowiedział:

— Ja jestem Szuszwol ze Swarzyndza, a moim zadaniem jest zmniejszanie liczby popełnianych przestępstw.

To powiedziawszy, zasalutował i nie wyjąwszy nawet notatnika, by zapisać moją skargę, poszedł spokojnie swoją drogą”.

Tysiąc kroków
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor cyklu felietonów pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze