Rosja
fot. дмитрий-трепольски / PEXELS

Skasować Rosję?

W idealnym świecie moglibyśmy zapewne powiedzieć: Dajmy sobie spokój z Dostojewskim, ponieważ to samo, ale bez trujących dodatków, mówią książki pisarza X. Tylko że ten „X” – nie istnieje.

Jeżeli wszyscy myślą inaczej niż ja, to wszyscy się mylą.

(przypisywane markizowi de Sade)

Redaktor „W drodze” zapytał mnie mailowo, co sądzę o bojkotowaniu kultury rosyjskiej. Grzecznie jest odpowiadać na pytania, choć w tym wypadku pamięć podsuwa mi frazę z rosyjskiego i w dodatku rewolucyjnego wiersza, którego przed dekadami uczono nas w podstawówce: „Jednostki głosik cieńszy od pisku” (Włodzimierz Majakowski, z poematu Włodzimierz Iljicz Lenin, przełożył – jeśli mnie pamięć nie zawodzi – Jerzy Litwiniuk). Moje słowa nikogo zapewne nie przekonają, a w dodatku część odbiorców dopisze mi poglądy, których nie podzielam i których nie głoszę. Nawet do pewnego stopnia to rozumiem: istnieje analogia między zachowaniami jednostek i całych społeczeństw, i tak jak dramatyczne wydarzenie może wydobyć z nieświadomości traumatyczne doświadczenia jednostki, tak samo sytuacja wojenna ewidentnie zaktualizowała tłumione od kilku dekad emocje zbiorowe, w tym wypadku antyrosyjskie1. W takich razach potrzebne są: uwolnienie tych emocji, a potem terapia – nie zaś niewczesne tłumaczenie, że reagujemy nieracjonalnie.

Jeśli mimo to zabieram się do pisania, to z powodów… estetycznych. Los postawił mnie bowiem w sytuacji ironicznej – i mam ochotę tę ironię dopełnić, a nie uciekać przed nią w milczenie. Przez znaczną część mojej młodości i wieku dojrzałego byłem bowiem rusofobem, więc trudno mi teraz się nie śmiać z samego siebie, że to mnie, który obrywałem od moich przyjaciół za bezwzględną krytykę Spalonych słońcem Michałkowa, złościłem się na rozmamłanie bohaterów Czechowa i nabijałem się z patosu radzieckich filmów wojennych – mnie, który nigdy nie rozumiałem fascynacji chórem Aleksandrowa, bo to tak (tłumaczyłem), jakby podziwiać orkiestrę reprezentacyjną Wehrmachtu – mnie, który nie znosiłem słuchać Biczewskiej, bo po jednej pieśni w jej wykonaniu było mi bezgranicznie smutno, a po drugiej szukałem rewolweru, żeby sobie palnąć w łeb – żeby więc to mnie przychodziło publicznie stwierdzać, że hasło bezwzględnego bojkotowania kultury rosyjskiej budzi mój opór. Dziwnie toczy się życie. Więc niech ta dziwność będzie opisana.

Nim zacznę naprawdę, jeszcze skalibrujmy celownik (by sięgnąć po metaforę militarną, uzasadnioną, niestety, przez moment historyczny). Oczywiście zatem – i tu nie ma sporu – faworytów oraz entuzjastów Putina bojkotujmy, zwolenników bandyckiej inwazji na Ukrainę nazwijmy po imieniu grubym słowem. Wszystkich rosyjskich sportowców i artystów, łącznie z tymi, którzy wieloznacznie milczą, udając niezrozumienie faktu, że brak świadectwa jest antyświadectwem, uderzmy po kieszeni, nie kupując ich książek czy płyt, nie dopuszczając do zawodów i tak dalej. Póki trwa ta niesprawiedliwa wojna (doprawdy, znów widzę ironię losu, bo nigdy nie przekonywało mnie tomistyczne rozróżnienie na wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe), póki popełniane są pod sztandarami Rosji zbrodnie ludobójstwa, inne rozstrzygnięcie stawia nas nie po stronie ofiar, a alternatywa jest tylko jedna: być po stronie katów. Nie tego więc dotyczy mój sceptycyzm.

***

Kilka dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w internetowym Radiu Nowy Świat, w którym teraz pracuję, przeprowadziłem mały eksperyment. Przypomniałem mianowicie w swojej audycji piosenkę znanego i lubianego przez dekady w Polsce Bułata Okudżawy (zmarłego, co ważne, ćwierć wieku przed tegoroczną inwazją na Ukrainę), a ponieważ zdawałem sobie, oczywiście, sprawę, że ma to charakter prowokacji, wybrałem utwór ponad wszelką wątpliwość niewinny: wzruszające Pożegnanie z Polską z lat sześćdziesiątych XX wieku, dedykowane Agnieszce Osieckiej. Dla przypomnienia – ostatnia strofa po polsku (ja nadałem rosyjski oryginał) brzmi tak:

Gra trębacz nad Krakowem. Wciąż gra, choć dawno poległ, bo wieczna jego miłość. Gra miastu larum… Cyt!… Agnieszko, myśmy dzieci, za chwilę – dzwonek w szkole. Czy słyszysz? To za ścianą gdzieś grają twista z płyt.

(tłum. Witold Dąbrowski)

Skutek był taki, że w ciągu paru minut miałem w skrzynce mailowej kilkanaście listów protestacyjnych, łącznie z deklaracją, że autor jednego z nich od tej chwili przestaje słuchać mojej audycji, bo redaktor okazał się poputczikiem zbrodniarza Putina. A słuchacze RNŚ to, w mojej ocenie, ludzie sympatyczni i rozumni, z którymi, poza tym jednym p

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 06, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka