pionki do gry
fot. Marcus Spiske / UNSPLASH

Aborcja jest grzechem, ale osoby, które jej dokonały, są nadal w Kościele, nadal wierzą i czasem są pozostawione same sobie. Odwrócenie się plecami do tych ludzi i myślenie: „Niech sobie sami radzą”, jest okrucieństwem, do którego niestety jako Kościół nadal możemy dopuszczać.

Rozmawiają bp Artur Ważny i Tomasz Maćkowiak

Czy ludzie w Polsce odchodzą z Kościoła?

Najwięcej apostazji odbywa się we wnętrzu człowieka – apostazja serca to jest zjawisko o wiele częstsze niż ta oficjalna, urzędowa. Widać to po statystykach. W naszej diecezji, która zawsze była tradycyjnie katolicka, po pandemii mamy spadek o kilkanaście procent, jeśli chodzi o udział wiernych w mszy świętej. W samym Tarnowie sięga to już 20 procent – to jedna piąta wierzących.

Pandemia jest najważniejszą przyczyną?

Tego nie wiemy, raczej nie. Możemy się łudzić, że to tylko pandemia. Część ludzi, którzy chodzili do kościoła, po prostu zmarła. Wielu starszych nadal boi się wrócić. Dla niektórych ujawnione skandale związane z duchownymi i sposób nieradzenia sobie z nimi były czy są argumentami za opuszczeniem Kościoła. Ale odejść jest dużo i moim zdaniem nie da się tego jednoznacznie wyjaśnić pandemią czy skandalami.

Pandemia jedynie przyspieszyła pewne procesy. Dodała ludziom odwagi. Wcześniej chodzili do kościoła, bo wypadało, bo starsze pokolenie naciskało, ale w wielu osobach było już coś, co spowodowało, że kiedy przyszedł lockdown, to przestali chodzić. Tak właśnie wygląda laicyzacja.

A upolitycznienie Kościoła? Skoro Kościół jest utożsamiany z jedną stroną sceny politycznej, to nic dziwnego, że ludzie związani z drugą stroną po prostu odchodzą z Kościoła i traktują to jako gest polityczny.

Nie jestem długo w Episkopacie, ale kiedy patrzę na to od środka, to widzę, że sympatie polityczne do określonych partii wśród biskupów nie są wcale takie duże. Znacznie więcej jest dopowiadania czy przypisywania biskupom konkretnych postaw przez ludzi z zewnątrz. Osobiście wyczuwam wśród biskupów dystans do rządzących. W wielu kwestiach politycznych czuje się napięcie. Na pewno nie jest tak, że rząd robi wszystko, o co prosi czy co sugeruje Episkopat. Ale wielu ludzi tak właśnie to postrzega.

No to przyczyny mamy omówione. Skoro zatem biskupi widzą, że wiernych w kościołach ubywa, to dlaczego nadal tak wielu ludziom w Kościele daje się do zrozumienia, że to nie jest miejsce dla nich?

A w jakich sytuacjach to się dzieje?

Klasyczny przykład to ludzie żyjący w związkach niesakramentalnych.

Zaczynając od górnej półki, od papieża Franciszka: potrzebujemy nawrócenia pastoralnego, to znaczy myślenia bardziej o tych, których nie ma w Kościele, niż o tych, którzy w nim są. A jeśli myślimy o tych, którzy są, to zawsze w kontekście tych, których nie ma.

Mimo tego ubytku, o którym mówiłem, ta erozja następuje u nas powoli i wciąż nam się wydaje, że jest dobrze. Pewnie stąd dominuje myślenie, że najważniejszym zadaniem jest zachowanie stanu posiadania: pracować dla tych ludzi, którzy są, koncentrować się na nich, a nawet bronić przed tymi, którzy mogą przyjść z zewnątrz i zepsuć wiernych „światowymi nowinkami”.

Kościół musi sobie najpierw uświadomić, czym jest i po co jest. Nasza samoświadomość się budzi, ale nadal nie jest taka, jakby to podpowiadał Duch Święty. Proszę zwrócić uwagę: słuchamy Franciszk

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 06, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka