Przypowieść o siedmiu grzechach głównych

Przypowieść o siedmiu grzechach głównych

Podczas wspólnego rozważania przypowieści o miłosiernym Ojcu zadałem pytanie: „Jaki grzech popełnił młodszy syn?”. Któryś z rezolutnych chłopaków zawołał: „Wszystkie!”.

Jak zwykle przygotowywałem dzieci do sakramentu spowiedzi podczas rekolekcji wielkopostnych. Przypowieść o synu marnotrawnym jest bardzo nośnym obrazem, dlatego wykorzystałem ją jako wstęp do kazania podczas nabożeństwa pokutnego. Chciałem na jej podstawie pokazać, z jak wielką miłością i tęsknotą czeka na nas Bóg w sakramencie pojednania. Nie należy zatem się bać spowiedzi, bo Ojciec Niebieski cieszy się z tego, że będzie mógł nas uzdrowić z grzechów. Podczas wspólnego rozważania przypowieści zadałem pytanie: „Jaki grzech popełnił młodszy syn?”. Któryś z rezolutnych chłopaków zawołał: „Wszystkie!”. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź. Poprosiłem go, by wyjaśnił, co to znaczy „wszystkie”. On, nieco speszony, jednym tchem wymienił siedem grzechów głównych, pilnie uważając, aby nie pomylić kolejności. Dziś nie pamiętam, jak z tego wybrnąłem, ale wspomnienie na długo pozostało i zaowocowało poniższą medytacją o siedmiu grzechach głównych w przypowieści o synu marnotrawnym.

Pycha

Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich

Łk 15,12

Jezus zaczyna przypowieść o dwóch synach, którzy pogubili się Ojcu, od wskazania na grzech pychy, w który popadł młodszy z nich. Zgodnie z hebrajskim zwyczajem najstarszy spadkobierca dziedziczy ojcowiznę, a młodsi mają prawo do rekompensaty pieniężnej. Taki podział dóbr był zatem normalną czynnością w ówczesnym porządku społecznym. Zdumiewające natomiast było domaganie się przez młodszego syna realizacji testamentu ojca jeszcze za jego życia. Obowiązkiem dzieci jest opiekowanie się swoimi rodzicami, kiedy będą w podeszłym wieku (por. Syr 3,12), a żądanie wysunięte przez syna z przypowieści wyraźnie wskazuje, że on nie ma najmniejszego zamiaru wywiązać się z niego. Nie interesuje go los ojca, ale na pierwszym miejscu, w centrum, w zaślepionym postrzeganiu życia, stawia swoje „ja”. Egoizm i myślenie tylko o sobie powodują, że nie próbuje się wczuć w to, jak takie słowa może odbierać ojciec. Słowa, które w swoim wydźwięku oznaczają jedno: „chcę, abyś już umarł, ponieważ pragnę jak najszybciej otrzymać swoją część majątku”.

Zaskakująca jest postawa ojca. Nie oburza się, nie dyskutuje, nie próbuje przekonać syna. Milczy i… dzieli majątek. Według tradycji rabinistycznej głupcem jest człowiek, który dzieli swoje dobra między dzieci przed śmiercią. W oczach sąsiadów, którzy widzą, co się dzieje w tamtej rodzinie, ojciec z przypowieści sam siebie upokarza. Spełniając żądanie syna, wystawia się na śmieszność w swoim środowisku. Przyjmując postawę uniżenia, chce ratować syna, którego opanował grzech pychy.

Chciwość

Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie

Łk 15,13

„Trzeba wszystkiego spróbować” — taką zasadę wyznawał młodszy syn. Był spragniony wrażeń, a skoro teraz miał pieniądze, tym bardziej pragnął zakosztować przyjemności. To też rodzaj chciwości. Pierwszym jej objawem jest kumulowanie dóbr, najczęściej tych materialnych, dla siebie i tylko dla siebie. Co się kryje za takim zachowaniem? Głód miłości, poczucie pustki rekompensowane wrażeniem posiadania, iluzją bogactwa i wartości swojego życia. Każdy człowiek niesie w sercu pragnienie poczucia własnej godności. Kiedy nie odnajduje jej w sobie, łatwo poddaje się pokusie chciwego otaczania się tym, co zewnętrzne, by sobie samemu udowadniać, że jest wyjątkowym człowiekiem.

Rozrzutność również może być przejawem chciwości. „Jestem kimś wartościowym, ponieważ stać mnie na wiele rzeczy” — tak usprawiedliwia marnotrawienie majątku ojca młodszy syn. Wydaje pieniądze, bo jest chciwy doznań, głodny miłości. Nie może jej odnaleźć w sobie; nie potrafi kochać, gdyż jego serce jest zatrute pychą. Podobnie jak swego czasu król Salomon. On również stał się ofiarą pychy, poczucia własnej wielkości i wyjątkowości. Wydawał pieniądze na przepych, by w ten sposób nasycić wewnętrzną pustkę wynikającą z zatracenia zdolności kochania. Szukał wrażeń erotycznych, oddawał się rozpuście (por. 1 Krl 11). Roztrwonił bogactwo, które odziedziczył po swoim ojcu Dawidzie. Skutek był opłakany: po śmierci Salomona osłabione politycznie i gospodarczo królestwo Izraela zostaje podzielone.

Przejawem chciwości jest postawa konsumpcjonizmu, bezmyślnego nabywania, łudzenia się, że posiadanie może uzdrowić z wewnętrznego niepokoju. Pogoń za modą, za reklamą, za promowanym stylem życia. Człowiek chciwy bezwiednie wsłuchuje się w podszepty tych, którzy powodują jedynie rozczarowanie duchowe. Młodszy syn również się pogubił w tym względzie. Przestał słuchać ojca, przestał słuchać Jahwe i działał jedynie pod wpływem impulsów swojego spustoszonego przez pychę serca. W Księdze Przysłów czytamy: „nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewiernym, nie rzekł: »A któż jest Pan?« lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać” (Prz 30,8–9).

Nieczystość

Roztrwonił twój majątek z nierządnicami

Łk 15,30

Wprawdzie sam Jezus nie wspomina, że młodszy syn wydawał pieniądze na prostytutki, a taka insynuacja pochodzi jedynie z ust jego starszego brata, jednak można się domyślić, że tak było w rzeczywistości. Pogrążony w pysze, goniący za uciechami świata, prawdopodobnie również w sferze seksualności pogrążył się głęboko, tak jak to miało miejsce w przypadku wspomnianego króla Salomona. Seks jest wspaniałym darem, który otrzymaliśmy od Boga, ale staje się on źródłem radości i przynosi pozytywne owoce w życiu człowieka tylko wówczas, kiedy jest wyrazem miłości. Poza nią erotyka staje się straszliwą siłą wyniszczającą człowieka. Egoizm sprawia, że szuka się w seksie jedynie zewnętrznych wrażeń zmysłowych. Człowiek zniewolony erotyzmem pogrąża się coraz bardziej w namiętnościach. Eros, który ma wspomagać pogłębianie agape, ściąga taką osobę w przepaść thanatos.

Dawid, który nie potrafił opanować swojej żądzy, uwikłał się w romans z Batszebą (por. 2 Sm 11) i doświadczył tego, że sama namiętność prowadzi do destrukcji. Okrutną konsekwencją takiej postawy, brukającej miłość małżeńską, była śmierć Uriasza. W Biblii jest zapisana również inna historia, w której wyuzdanie i namiętność prowadzą do zniszczenia: to historia mieszkańców Sodomy i Gomory.

Lenistwo

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie

Łk 15,14–15

Nędza, której doświadczył młodszy syn, była również wynikiem jego lenistwa. Mając dobre warunki życiowego startu — pokaźny kapitał, który otrzymał od ojca — mógł te pieniądze, jak również swoje zdolności zainwestować, aby pomnożyć bogactwo. Niestety, zamiast mądrze i roztropnie gospodarować majątkiem, wszystko roztrwonił. Nie miał ochoty sumiennie pracować i myśleć o przyszłości; nie było w nim poczucia odpowiedzialności — tylko rozpasanie. Lenistwo doprowadziło go do skrajnego ubóstwa. I wtedy się okazało, że nic nie umie, nie ma żadnego wyuczonego zawodu, żadnej wiedzy, którą mógłby się podzielić i dzięki niej się utrzymać. Może jedynie paść świnie. Dla Izraelity było to najbardziej upokarzające zajęcie, ponieważ zwierzęta te uważano za rytualnie nieczyste (por. Kpł 11,7), a zajmowanie się nimi oznaczało albo zupełne lekceważenie Prawa, albo było znakiem całkowitej degradacji moralnej i osobistej członka narodu wybranego.

Młodszy syn dosięgnął dna. Już niżej nie może upaść. Wszystko, czego teraz doświadcza, jest skutkiem pychy, która go zniewoliła, a przecież to człowiek ma panować nad grzechem (por. Rdz 4,7). Pozostałe grzechy są konsekwencją tego pierwszego, nieprzypadkowo w katalogu grzechów głównych umieszczonego na pierwszym miejscu. Mędrzec Syrach ostrzega: „Albowiem początkiem pychy — grzech, a kto się da jej opanować, zalany będzie obrzydliwością. Dlatego Pan zesłał przedziwne kary i takich doszczętnie zatracił” (Syr 10,13). W przypowieści ta całkowita degradacja młodszego syna, jego upokorzenie jest punktem zwrotnym. Doświadcza swoistego ogołocenia, by zacząć drogę prowadzącą do przyjęcia Daru Miłosierdzia.

Nieumiarkowanie

Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał

Łk 15,16

Jeden z mędrców izraelskich mawiał, że póki żołądek jest głodny, zdrożne myśli nie mają wstępu do duszy; należy zatem jeść tylko wtedy, kiedy odczuwa się głód, i przestać, zanim poczuje się sytość. Tak przecież żywił swój naród wybrany Jahwe podczas swojej wędrówki przez pustynię. Izraelici otrzymywali mannę, ale zwykle w takiej ilości, by wystarczyła tylko na dany dzień (por. Lb 11,6). To też był sposób kształtowania dojrzałego narodu, budowania z tłumu niewolników egipskich społeczeństwa, które będzie miało wystarczająco dużo siły duchowej, woli i odwagi, aby zdobyć Ziemię Obiecaną. Mądre dozowanie darów jest również wyrazem miłości. Niepowściągliwość w kwestii materialnej przerzuca się niekiedy na brak powściągliwości w sferze duchowej. Nieumiejętność panowania nad głodem może pośrednio wpływać na osłabienie woli.

W tej części przypowieści Jezus mówi również o tym, że syn marnotrawny pragnął nakarmić się pożywieniem dla świń, ale nikt mu go dawał. Żaden człowiek nie chciał się nad nim zlitować. Bardzo często osoba, która pogrążyła się w grzechu, użala się nad sobą; chce gdzieś utopić swoje smutki, swój żal, rozpacz; szuka czegoś, czym mogłaby napełnić i swój żołądek, i swoje serce, by zagłuszyć gorycz porażki. Ów człowiek będzie trwał w grzechu, jeśli ktoś będzie mu „tanio” współczuł. Prawdziwym wyjściem jest niedawanie „strąków”. Można się gorszyć postawą właściciela stada świń, który zatrudnił młodszego syna, że nie zapewnił mu codziennego posiłku, choć z drugiej strony widać, może nieświadomą, jego mądrość. Nie wolno „żywić” człowieka tonącego w grzechu. Żebranie o litość jest łatwą pokusą. Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy wychodzili np. z nałogu alkoholowego lub uzależnienia narkotykowego. Póki człowiek nie jest przyparty do muru, nie zdecyduje się na ten pierwszy fundamentalny krok — chęć przemiany.

Zazdrość

Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój (…) kazałeś zabić dla niego utuczone cielę

Łk 15, 29–30

Ileż złości i żalu jest w tym: „ten twój syn”! Czy te słowa to skutek chwilowej emocji? Bynajmniej. Wydarzenie to, dotykające wszystkich członków rodziny, pokazało, co naprawdę, od dłuższego już czasu, kryło się w sercu starszego syna. Nie chce współuczestniczyć w życiu domu, nie potrafi się cieszyć radościami wspólnie z pozostałymi. Pragnie zapłaty za swoją pracę. W domu ojca czuje się najemnikiem, a nie współdziedzicem. Kierują nim zazdrość i gniew, o których pisze Syrach, że zawsze idą w parze i skracają życie (Syr 30,24). Zazdrość jest irracjonalną postawą, opierającą się na fałszywej przesłance, że drugi człowiek jest moim konkurentem. F. Buchner konstatuje to w formie paradoksu: zazdrość objawia się w tym, że człowiek pragnie, aby inny był równie… nieszczęśliwy jak on sam. Zazdrość jest jedną z największych trucizn miłości; zwykle jest spowodowana poczuciem krzywdy, zranieniem, zamknięciem się na miłość.

Czego tak naprawdę zazdrości starszy syn? Tego, że jego młodszy brat odważył się zrobić coś, czego on również pragnął: skorzystać z życiowych przyjemności. Tłumił w sobie grzeszne pragnienia, lubieżność (to przecież on, nie znając historii swego brata, oskarża go o rozpustę), arogancję etc. Długo utrzymywał w ryzach swoją dwulicowość, wewnętrzne rozdarcie, między pozornie dobrze spełniającym swoje obowiązki synem a niedojrzałym osobowościowo człowiekiem. To, co rzeczywiście się w nim kryło, wyszło na jaw dopiero w momencie powrotu marnotrawnego brata. Wcześniej bał się przyznać do duchowej schizofrenii, z której powodu z pewnością cierpiał. „Co powie ojciec?” — często gryzło go to pytanie. Jak zareagował ojciec, kiedy, być może po raz pierwszy, ujrzał całą nędzę swojego syna? Zdaje się, że powtarza: „Ja wciąż cię kocham, mój synu. Ja wciąż cię kocham, mój synu, ja wciąż cię kocham, mój synu…”.

Gniew

Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu

Łk 15,28

Gniew jest wyrazem bezsilności, lęku, nieakceptacji tego, co niesie rzeczywistość. Człowiek, który wybucha gniewem, manifestuje w ten sposób swoją niezgodę na panujący stan rzeczy. Ta forma protestu jest mocno nasączona negatywnymi emocjami, dlatego też słowa wypowiadane w przypływie gniewu mocno ranią. Bardzo ich potem żałujemy, ale trudno uleczyć to, co się już zniszczyło w drugim człowieku. Z gniewu rodzi się często nienawiść oraz inne grzechy, jak poucza nas Psalmista (por. Ps 37,8); a autor Księgi Przysłów jest jeszcze bardziej radykalny i pisze, że tylko głupcy okazują swój gniew (Prz 12,16). Panowanie nad swoimi emocjami to jedna z cnót kardynalnych.

Starszy syn nie potrafił pohamować swojego oburzenia. Swoją postawą niszczy odświętną atmosferę wieczerzy, którą wydał ojciec, chcąc uczcić powrót młodszego syna. Ten, który ostentacyjnie pozostał w polu, również cierpi na chorobę pychy. Jednak ma ona inne oblicze niż to, które ujawniło się w postawie jego brata. U syna marnotrawnego pycha jest bardziej skryta; tu objawia się jako arogancja, buta. Nie liczy się dla niego wielkie miłosierdzie, którego doznał brat. Najbardziej go boli to, że nie on jest na pierwszym miejscu, nie on jest stawiany jako wzór. Tego przecież oczekiwał! Myślał wielokrotnie o tym, że kiedy wreszcie wróci upokorzony jego młodszy brat, wówczas ojciec weźmie ich razem i w obecności wszystkich domowników zacznie ganić uciekiniera, a chwalić jego. Czuł się lepszym dzieckiem. Dzień powrotu brata miał być jego wielkim świętem. Jak wyglądał w rzeczywistości? Nawet nie został poinformowany o powrocie. Zaczęto świętowanie bez niego. Ten dzień tak oczekiwanej chwały, stał się dniem, w którym wszyscy o nim zapomnieli, a przede wszystkim ojciec. Czuł się urażony, czuł się poniżony. Nie wytrzymał tego psychicznie — wybuchnął gniewem, który był aktem desperacji. Czuł się niekochany, niedoceniony. Cóż z nim dalej będzie? Jezus nie kończy tego wątku… Nie wiemy, jak postąpił syn już po interwencji ojca; czy wszedł do pełnego radości domu, czy został na zewnątrz… poza Miłosierdziem?

* * *

Otwieram Ewangelię św. Łukasza w tłumaczeniu Jakuba Wujka. Zatrzymuję się na piętnastym rozdziale i czytam nagłówek trzeciej przypowieści: „Przypowieść o synu marnotrawnym”. Pod taką nazwą przez kilka wieków funkcjonowała ona w naszej świadomości. To ów młody człowiek był głównym bohaterem. Dopiero Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice wskazał, że główną postacią jest ktoś inny: miłosierny ojciec. Wprawdzie w przypowieści „słowo »miłosierdzie« nie pada ani razu, równocześnie zaś sama istota miłosierdzia Bożego wypowiedziana zostaje w sposób szczególnie przejrzysty” (Dives in misericordia 5). Obok mnie leży wydane w ubiegłym roku Pismo Święte w najnowszym przekładzie, dokonanym z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła. Tutaj również szukam piętnastego rozdziału Ewangelii św. Łukasza i czytam tytuł przypowieści: „Przypowieść o miłosiernym ojcu”.

Przypowieść o siedmiu grzechach głównych
ks. Wiesław Felski

urodzony w 1973 r. – kapłan diecezji pelplińskiej, eseista, poeta, ukończył polonistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, doktoryzował się na podstawie pracy pt. Poetyka biblijnych tłumaczeń Czesława Miłosza....