Mandatum

W amerykańskich kościołach już od lat symbolicznie obmywa się nogi dwunastu osobom płci obojga. Dla wiernych, którzy przychodzą w Wielki Czwartek do swojego kościoła, obrzęd ten jest klarowny i nie ma żadnego związku z feminizmem.

Wielki Tydzień to dla chrześcijan dni szczególnej pamiątki. Różne głosy starają się nas przekonać, że coś tracimy w dzisiejszej gonitwie. W internetowym materiale przygotowanym przez jedną z prężnych wielkomiejskich polskich parafii czytamy o „kobietach zabieganych podczas robienia zakupów i sprzątania, mężczyznach zajętych swymi sprawami”. Zarzut pod adresem współczesnych dystrakcji wydaje się słuszny. Chodzi przecież o to, aby uzmysłowić sobie potrzebę głębszego przeżywania świąt wielkanocnych. Krytyka przeradza się jednak — miejmy nadzieję, że wbrew intencjom piszących — w nostalgię za czymś, co trudno uznać za ideał duchowości. Czytamy bowiem dalej:

Dawny przedwojenny schemat, gdy kobiety w Wielkim Tygodniu spokojnie piekły ciasta i szykowały szynki, a mężczyźni w Wielki Piątek szli „na śledzika”, by nie przeszkadzać w domu, niestety, zanikł.

Autorzy materiału rehabilitują się jednak po tym nieco humorystycznym lapsusie. To samo internetowe źródło, analizując znaczenie obrzędów Triduum, przekazuje czytelnikom wiele cennych informacji. Mówi bowiem na przykład, że obrzęd obmywania nóg, znany od bardzo dawna, praktykowany był w średniowiecznych wspólnotach zakonnych. Wiąże się z nim hymn Ubi caritas et amor napisany około 800 roku w benedyktyńskim opactwie w Reichenau, śpiewany przy codziennym rozdawaniu żywności, który przetrwał do naszych czasów i znalazł miejsce w liturgii (wylansowany został obecnie przez ekumeniczną wspólnotę Taizé). Dowiadujemy się także, że mycie nóg w Wielki Czwartek pojawia się znacznie później. Mszał Piusa V przewidywał owo mandatum po mszy świętej, reforma Piusa XII natomiast umieściła je po Ewangelii i homilii. Do 1955 roku obrzęd ten był zarezerwowany tylko dla biskupów i opatów, obecnie zalecany jest w każdej parafii.

Znak

Zarówno zbawcze, uświęcające działanie Boga, jak i odpowiedź człowieka dokonują się za pośrednictwem znaków. Celem obrzędu jest skierowanie ludzkich myśli i pragnień (a od pragnienia, jak mówiła św. Teresa z Avili, wszystko się zaczyna), ku Temu, który jest jedynym celem.

Jak odczytać znak obmywania nóg? Nie możemy przeoczyć faktu, jak wielką wartość miała woda, jeden z podstawowych symboli życia. Dostarczenie jej gościom do mycia rąk należało zwykle do gospodarza. Lecz obmywanie nóg, strudzonych wędrówkami po pełnych kurzu drogach Palestyny? Tym zajmowali się niewolnicy. Piotr gromko protestuje. „Może — rozumuje zbity z tropu — powinno nastąpić obmycie głowy, rąk, całe oczyszczenie człowieka”. „Nie”, odpowiada Jezus. Upewnia biesiadników, że są wystarczająco czyści, choć nie wszyscy. I oto Jezus, Pan i Nauczyciel, sięga po wodę, tym razem nie pitną, „służebną”, w geście troski o proste, może niedostrzegane potrzeby bliźniego. Przy tej okazji uczy najmądrzejszej pokory władzy. W akcie Jezusa spełniającego czynność najniższego sługi Bóg pochyla się przed swym stworzeniem.

Znamienne jest także i to, że Jezus myje nogi wszystkim uczniom, nikogo nie pomija, nikogo nie wybiera, nikogo nie faworyzuje, nie stosuje żadnej symbolicznej kolejności. Zauważmy, że nawet Piotr wcale nie jest tu pierwszy.

Parę lat temu Jean Vanier przedstawił swoją egzegezę symboliki wielkoczwartkowego umywania nóg. Założyciel Arki zwraca uwagę na fakt, że w tym opisanym w Ewangelii (J 13,4–17) zdarzeniu zastanawia bardzo zdecydowana reakcja Jezusa na opory Piotra („Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”), który — zgorszony wtedy może jak my dzisiaj — w domyśle powołuje się na poczucie hierarchii, tradycję, zwyczaj kulturowy. Jezus jednakże je pomija. Jakby mówił: „bez przełamania takiego myślenia, bez wyjścia z tej koleiny, nie możesz być moim uczniem!”.

Jean Vanier wyróżnia trzy aspekty umywania nóg przez Jezusa podczas ostatniej wieczerzy. Po pierwsze, jest to znak miłości, symbol danego każdemu chrześcijaninowi najważniejszego przykazania będącego „przykazaniem nowym”. Stare przepisy, zwyczaje, Jezus, wielokrotnie nagabywany przez uczonych w Piśmie, zawsze podporządkowywał miłości Boga i człowieka. Po drugie, Vanier widzi w myciu nóg także płaszczyznę nauczania o służebności autorytetu i władzy. I tu Jezus jest rewolucyjny — Syn Boży przyszedł, żeby służyć miłością i nakazał nam pójść w swe ślady. Nie ma mowy o piedestale, patrzeniu z góry, arogancji władzy. Po trzecie, co wiąże się z oboma poprzednimi aspektami, gest umywania nóg przemienia sztywną strukturę społeczną, ową piramidę wielu poddanych na dole i niewielu rządzących na górze w jedno Ciało, w którym wszystkie członki są na swój sposób ważne.

Trzeba, przypomina założyciel Arki, dotknąć człowieka z szacunkiem i czułością. Nie tylko głosem. Jezus kładzie nacisk na tę prostą czynność, bo ciało, świątynia Ducha, jest nad wyraz cenne. To bardzo istotne uogólnienie w dobie pogardy dla ciała poprzez gwałt zadawany mu dzisiaj na dziesiątki udoskonalonych sposobów. Wiemy, że za kilkanaście godzin ciało Pańskie będzie okrutnie umęczone. Zostawiając nam Ciało eucharystyczne, Chrystus w absolutny sposób dowartościuje ciało.

„Wariant”

Zalecana do stosowania w parafiach praktyka wielkoczwartkowego mycia nóg w Stanach Zjednoczonych obejmuje szeregowych wiernych: mężczyzn i kobiety, starych i młodych, bez oglądania się na arbitralnie ustalone względy. Bo czy musimy dziś szukać do tej ceremonii bezdomnych i żebraków? Czy — zapytajmy nieśmiało — mieliby oni zachować swój status po wyjściu z kościoła, z powrotem odesłani na ulicę? Czy tylko im potrzebna jest miłość? Jean Vanier słusznie skłonny jest rozszerzyć grono wybrane do tego obrzędu o niepełnosprawnych, często zajmujących społeczny margines. Dlaczego rytuał ma dotyczyć tylko mężczyzn? Z jakich przesłanek miałaby wypływać taka elitarność? Tradycja zrodziła się w zakonach męskich — rytuał ten wiąże się z praktykowanym za czasów św. Benedykta obrzędem codziennego obmywania nóg przy wydawaniu jadła potrzebującym — więc trudno się dziwić, że dotyczyła mężczyzn o zróżnicowanym statusie cywilnym, oraz oczekiwać, żeby dawne zakony męskie postępowały inaczej. Niedobrze byłoby jednak, żeby z tego powodu dzisiejsze parafie sztucznie wyłączały z tego obrzędu kobiety. Obyczaj zakonny kiedyś zszedł „w dół” ku ludowi, ucząc przykazania miłości. Teraz może nastał czas, aby zaczęło się ono poziomo rozprzestrzeniać, bez względu na płeć i status. Niektórzy jednak uważają, że obmywanie nóg należy wiązać wyłącznie z sakramentem eucharystii i kapłaństwa. Krytykujący praktykę posługują się następującym rozumowaniem: symbolika obrzędu obmywania nóg „nie może być ograniczona (podkreślenie JPM) do ogólnego problemu posługi całego Kościoła”. Wątpliwość budzi już chociażby użycie słowa „ograniczenie”, gdy „wariant” jest w istocie znacznym „rozszerzeniem” symboliki. Albowiem, innymi słowy, ograniczenie występuje, gdy staramy się zawęzić pole widzenia czy grono osób, których coś ma dotyczyć.

Krytycy, skupieni głównie w Towarzystwie Odnowy Świętej Liturgii Adoremus, czynią odpowiedzialnym za owo odstępstwo od litery prawa zezwolenie Konferencji Biskupów Amerykańskich, która w 1987 uznała możliwość takiej wersji obrzędu, będącej od lat praktyką amerykańskich parafii. W kilka miesięcy później Kongregacja Kultu Bożego potwierdziła, że obmywanie nóg ma dotyczyć „wybranych mężczyzn”. Uzasadnienie nie przynosi jednak wnikliwszych rozważań, czytamy w nim bowiem, że chodzi o 

służbę i miłość Chrystusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć (Mt 20,28). Tradycja ta powinna być kultywowana, a jej znaczenie wyjaśniane (Paschales Solemnitatis, 16 stycznia 1988 roku).

Zdaniem Adoremus, powszechna praktyka jest wynikiem nacisków ze strony „antychrześcijańskiej, współczesnej, radykalnej ideologii feministycznej”. Wprowadzenie kobiet w poczet osób, którym owej symbolicznej posługi się udziela, ma, ich zadaniem, „zaciemnić teologiczne znaczenie tego gestu”. Przeciwnicy adaptacji obrzędu nie wdają się jednak w analizę teologicznych racji. Przytaczają na tę okoliczność kościelne wypowiedzi skierowane przeciw wszelkim nieodpowiedzialnym innowacjom w liturgii „ze strony grup odrzucających naukę Kościoła” i odwołują się do kościelnych dokumentów ustalających ścisłe wymogi rytuałów. W wytycznych bowiem co do praktyki wielkoczwartkowego obrzędu w dalszym ciągu widnieje sformułowanie viri selecti, które w 1996 roku Komisja Języka Angielskiego (obiekt szczególnej animozji Adoremus) chciała zmienić na „osoby”. Amerykańska praktyka nie zmieniła się jednak, więc Adoremus dalej czeka na werdykt Watykanu. Tymczasem Stolica Apostolska owego „wariantu” ani nie usankcjonowała, ani też nie zakazała.

I w amerykańskich kościołach już od lat symbolicznie obmywa się nogi dwunastu osobom płci obojga. Dziękujmy Bogu, że dla wiernych, którzy dzięki łasce wiary i z potrzeby serca przyszli w Wielki Czwartek do swojego kościoła, obrzęd ten jest klarowny i nie ma żadnego związku z feminizmem. W pluralistycznym kraju, który tych świąt oficjalnie nie celebruje i nie rozpieszcza praktyką jakiegokolwiek dnia wolnego, taki urastający już do rangi tradycji (a jakże!) „wariant” mandatum, znaku miłości, służby i jedności, nie staje się okazją do waśni.

Mandatum
Joanna Petry Mroczkowska

dr nauk humanistycznych, tłumaczka, eseistka, krytyk literacki. W związku z pobytem w Stanach Zjednoczonych zajmuje się w ostatnich latach głównie tematyką dotyczącą kultury amerykańskiej oraz chrześcijańskiego feminizmu....