Osobiście, czasowo, cieleśnie

Osobiście, czasowo, cieleśnie

Nie istnieje możliwość czysto duchowego zmartwychwstania. Zmartwychwstanie może zaistnieć jedynie cieleśnie albo wcale.

Każdego, kto przeczytał książkę Waltera Kaspera o Jezusie Chrystusie (Moguncja 1974), przez całe życie nie opuści już fundamentalny sceptycyzm dotyczący „historyczności” wydarzeń wielkanocnych. Dla Kaspera bowiem Wielkanoc nie jest wydarzeniem historycznym. Ów sceptycyzm ma swoje źródło w rozpoznaniach dwudziestowiecznej systematyki protestanckiej, którym bezwarunkowo i bezkrytycznie ulegają zwłaszcza katolicy. Wszystko to da się wyczytać z książki autorstwa systematyka z Marburga Hansa Grassa Ostergeschehen und Osterberichte [Wydarzenie i relacje paschalne] (1956, wyd. 3: 1964). Wywodząca się stąd egzegeza protestancka traktowana jest faktycznie w kategoriach nowej i rzeczywistej nieomylności. Któż bowiem zechce krytykować „krytykę, która uwalnia”, a którą daje się tak wspaniale zinstrumentalizować do celów polityki Kościoła? Na takim sposobie lektury nie da się jednak zbudować żadnego Kościoła katolickiego.

Pierwsza próba rekonstrukcji

Zamiarem niniejszego tekstu jest historyczna rekonstrukcja opowiadań wielkanocnych Nowego Testamentu, przeprowadzona wbrew zwykłemu sposobowi oglądu, wyuczonemu na studiach przez prawie wszystkich teologów (z Walterem Kasperem na czele). Na ile jestem w stanie to ocenić, odbędzie się to po raz pierwszy w takim właśnie kształcie. Znane są mi oczywiście problemy i propozycje rozwiązań z obszaru badań historyczno–krytycznych. Znawca przedmiotu rozpozna w każdym fragmencie mojego wywodu stanowisko przeciwne.

Również ja wychodzę od założeń wstępnych, które z umiłowania prawdy chcę wymienić od razu na początku. Uważam, że w przypadku wydarzeń wielkanocnych chodzi w całości o wydarzenia historyczne — oczywiście nie o takie, które dałyby się wyjaśnić przyczynowo, które byłyby zgodne z prawami natury i tym samym możliwe do zrekonstruowania na drodze eksperymentu. Chodzi tutaj zatem o wydarzenia z marginesu historii, które miały miejsce jako „fakty mistyczne”. Zatem mowa jest tutaj o rzeczywistych doświadczeniach odbywających się w czasie i przestrzeni, a nie o halucynacjach czy subiektywnych, chorobliwych fantazjach. Jako doświadczenia w czasie i przestrzeni mają one zauważalne skutki w czasie, chociaż same nie są z tego świata. Dzieje się tak, gdyż nie wywodzą się one z głębi ludzkiej subiektywności, lecz z osobowego odniesienia Boga [do człowieka].

Nie mam ponadto zamiaru pozbyć się choćby jednego jedynego opowiadania wielkanocnego na drodze egzegetycznej interpretacji; nie będę również stosował metody późnego datowania, by jakiekolwiek opowiadanie uznać za „twór wtórny”. Oznacza to hipotetyczne założenie o rozciągnięciu wydarzeń w czasie. I tak, odwołuję się na przykład do licznych ukazań się Jezusa kręgowi Dwunastu (jedenastu uczniom bez Judasza), nawiązując przy tym również do informacji z Dziejów Apostolskich, zgodnie z którą Pan ukazywał się Dwunastu (i innym) dłużej niż przez czterdzieści dni (Dz 1) i z pewnością nie było to objawienie w „jednym kawałku”. Dzięki temu wyzbyć się można „zgorszenia”, które kosztowało wierzących tak wiele zaufania, czyli pytania o to, czy Jezus ukazał się Dwunastu w Jerozolimie (Łk i J) czy też na górze w Galilei (Mt; Mk 16).

Tym samym nie zajmuję się zstąpieniem Jezusa do królestwa umarłych (nie mogę tego opisać przedmiotowo); nie odnoszę się również do samej tajemnicy cielesnego zmartwychwstania Jezusa ani do relacji licznych tekstów apokryficznych, które opisują zmartwychwstanie Jezusa w kategoriach procesu — czyli jako przybycie po Jezusa dwóch aniołów. To, że teksty te nie są kanoniczne, czyli nie należą do pism Nowego Testamentu, nie oznacza oczywiście, że tak nie mogło być.

Następnie jestem zdania, że święty Paweł wychodzi od rzeczowego rozumienia pustego grobu. Tylko bowiem w odniesieniu do Jezusa (a nie do chrześcijan, którzy są „u Pana”) Paweł mówi o zmartwychwstaniu, a wymaga ono pochłonięcia wszystkiego, co śmiertelne. To, co zostaje pochłonięte lub przemienione, nie istnieje już więcej jako to, co dawne. Taka jest właśnie różnica wobec kości zmarłych chrześcijan, o których wiemy, że leżą w grobach — i to właśnie do chwili powszechnego zmartwychwstania, w którym zostaną oni przemienieni i otrzymają nowe ciało. Ciało to chrześcijanie (z reguły) posiadają już dziś w sposób niewidzialny.

Wniebowstąpienie i wywyższenie po prawicy Boga

Zakładam ponadto, że tylko w Ewangelii według św. Jana Jezus widziany jest jeszcze jako wstępujący do nieba (jak w Dz 11,12) oraz że we wszystkich innych tekstach ukazuje się On „z nieba”. Oznacza to, że wywyższenie Jezusa, o którym mówią liczne teksty, nie oznaczało wniebowstąpienia i wydarzyło się w Wielkanoc. Tak samo jak zajęcie przez Jezusa miejsca po prawicy Boga.

I wreszcie wychodzę od tego, że obydwie relacje o wniebowstąpieniu: w Ewangelii według św. Łukasza 24 oraz w Dziejach Apostolskich 1, to każdorazowo uroczyste zakończenia wizji wielkanocnej, a nie wywyższenie Jezusa po prawicy Boga; zatem Ewangelia Łukaszowa 24 i Dzieje Apostolskie 1 odnoszą się do różnych wydarzeń, gdyż zarówno przedstawione w nich wizje, jak i kształt ich zakończenia, są nazbyt odmienne. Do cech szczególnych charakteryzujących ówczesne doświadczenie wizji należy częste przypisywanie wyjątkowej wartości poznawczej właśnie zakończeniu. Przykład: dopiero na podstawie zakończenia wizji z Emaus uczniowie rozpoznają, że ukazał im się Jezus. Również z zakończenia wizji opisywanej w Dziejach Apostolskich uczniowie — przy pomocy aniołów — mogą rozpoznać, w jaki sposób Jezus przyjdzie powtórnie. Jednakże również zgodnie z relacją Dziejów Apostolskich nie była to ostatnia wizja Jezusa. Jeśli w takim sensie (w odróżnieniu od wywyższenia) rozumieć się będzie wniebowstąpienie, to nadal zachowuje ono jak najbardziej swój sens. Dzięki sposobowi, w jaki Jezus znika, zostają bowiem powiedziane o Nim samym rzeczy istotne: właśnie tak, jak ma to miejsce w Dziejach Apostolskich, gdy się mówi o Jego powtórnym przyjściu.

Zakładam wreszcie i to, że w przypadku różnych wersji niektórych relacji często wymieniana jest tylko jedna — reprezentatywna — osoba, na przykład Maria Magdalena, podczas gdy paralelne wersje tego samego wydarzenia rozróżniają kilka osób. Tych uzupełnień nie należy lekceważyć — wynikają one ze staranności, z jaką traktowano zasadę o wymaganej liczbie świadków, których zgodnie z Księgą Powtórzonego Prawa (19,15) musiało być dwóch lub trzech. To samo odnosi się do Piotra i umiłowanego ucznia czy też do tradycji, zgodnie z którymi przy tym samym wydarzeniu pojawiał się jeden lub właśnie dwóch aniołów.

Sądzę, że te przesłanki są łatwiej zrozumiałe i rzeczywiście „nieszkodliwe” w porównaniu do tego, na co naraża nas zwyczajna egzegeza historyczna.

Późniejszy zapis nie jest automatycznie równoznaczny z „legendą”

O związku między literacko „najstarszą” relacją w 1 Liście do Koryntian (15,1–8) a czterema Ewangeliami powiedzieć należy, co następuje: święty Paweł relacjonuje wydarzenia bardzo lakonicznie i odnosi się wyłącznie do objawień wobec mężczyzn. W Nowym Testamencie tylko od Pawła dowiadujemy się o ukazaniu się Jezusa pięciuset braciom, Jakubowi i wszystkim apostołom (w odróżnieniu od Dwunastu, bo istnieli przecież jeszcze inni apostołowie niż Paweł i Dwunastu) oraz Pawłowi.

Relacje o kobietach i Piotrze (wraz z umiłowanym uczniem) przy pustym grobie, obecne w czterech Ewangeliach, w formie pisemnej zostały wprawdzie utrwalone później, jednak nie ma to żadnego związku z czasem powstania użytych w nich przekazów. Paweł nie odnosi się explicite do pustego grobu i nie zna żadnych opowiadań wielkanocnych z udziałem kobiet, więc relacje czterech Ewangelii są niezastąpionymi i historycznie równowartościowymi uzupełnieniami do informacji, które Paweł tak krótko przedstawia w 1 Liście do Koryntian 15. Z tego względu nie można formułować wniosków o późniejszym powstaniu „legendy” na podstawie faktu późniejszego zapisu. Zgodnie z Ewangelią Markową (16,18) kobiety przemilczają wielkanocną nowinę, dlatego Marek Ewangelista może nawet ugruntować na tym fakcie roszczenie do wyłączności swojej Ewangelii: tylko od niego (po raz pierwszy) dowiedzieć się można czegoś o wielkanocnym orędziu przekazanym kobietom.

Następujący tutaj hipotetyczny projekt można wyobrazić sobie jako kontynuację „męki” Jezusa, również podzieloną na pojedyncze stacje. Dla jasności oznaczę te stacje cyframi arabskimi:

(1) Maria Magdalena (a wraz z nią — według niektórych relacji — inne kobiety) idzie do grobu Jezusa. Grób znajduje pusty. Spotyka tam anioła (według innych relacji dwóch aniołów), który obwieszcza jej orędzie wielkanocne. W wersji z Ewangelii Janowej (20,13) aniołowie ograniczają się do nagany: „Dlaczego płaczesz?”, w wyniku czego Maria Magdalena dostrzega ogrodnika, który daje się jej poznać jako sam Jezus.

(2) Piotr (zgodnie z czwartą Ewangelią dodatkowo wraz z umiłowanym uczniem) idzie do grobu i znajduje pusty grób (Łk 24,12; J 20,3–9).

(3) Gdzieś między stacją drugą a trzynastą zostaje przez niechrześcijańską stronę żydowską rozpowszechniona plotka, że uczniowie Jezusa wykradli Jego ciało (Mt 27,64), aby w ten sposób ukazać, że wypełniła się przepowiednia Jezusa o zmartwychwstaniu. Także Maria Magdalena w pierwszej stacji myśli najpierw o takim właśnie rozwiązaniu (J 20,2). Za Ewangeliami i ich historyczną wartością przemawia, że tak odważnie donoszą o tym łatwym do sformułowania podejrzeniu.

(4) Zmartwychwstały ukazuje się Marii Magdalenie (zgodnie z innymi relacjami dodatkowo jeszcze jednej kobiecie). O wczesnym wieku powstania relacji Janowej (20,14–18) świadczy to, że Jezus ukazuje się tutaj jako Ten, który jeszcze nie wstąpił do Ojca (20,17). To, że coś takiego mogło należeć do wizji Zmartwychwstałego, wiemy z Apokalipsy (11,12), w której głos z nieba mówi do obydwu wskrzeszonych: „Wstąpcie tutaj!”.

(5) Zmartwychwstały ukazuje się tylko Szymonowi Piotrowi. Tak donoszą: 1 List do Koryntian (15,5) oraz Ewangelia wg św. Łukasza (24,34). O ukazaniu się Piotrowi jako pierwszemu (protofania) nie może być z tego powodu mowy. Przeciwnie, zarówno przy pustym grobie, jak i w objawieniach, powtarza się kolejność: „najpierw Maria Magdalena, potem Piotr”.

(6) Zmartwychwstały ukazuje się uczniom z Emaus, i to w sposób ukryty (Łk 24 oraz zakończenie Ewangelii Markowej 16,12n.). Także tutaj jeden znany z imienia uczeń został uzupełniony o ucznia drugiego w związku z zasadą mówiącą o wymaganej liczbie świadków.

(7) Zmartwychwstały ukazuje się Dwunastu, i to w Jerozolimie (Łk 24; J 20; 1 Kor 15,5; Mk 16,14–20). Źródła wskazują na tendencję, by opis objawienia nie rozpoczynał się od wymienienia Dwunastu, lecz by Dwunastu zamykało listy świadków. Dwanaście to bowiem idealna liczba świadków. Nazwanie ich na ostatnim miejscu stanowi z tego powodu za każdym razem najsilniejszy do pomyślenia argument.

(8) Zmartwychwstały ukazuje się bratu Pańskiemu Jakubowi w Jerozolimie (1 Kor 15,7; Ewangelia Hebrajska § 4 Berger/Nord). W Ewangelii Mateuszowej (28,10) mowa była o „braciach Pańskich”.

(9) Zmartwychwstały ukazuje się apostołowi Tomaszowi (i innym uczniom) zgodnie z Ewangelią Janową (20,26–29). Tym samym usuwa ich „wątpliwość”. Z opowiadania wynika, że wątpliwość ta polegała przede wszystkim na pytaniu, czy ukazujący się to rzeczywiście Jezus, który został ukrzyżowany. Żaden upiór nie nosiłby przecież widzialnych śladów ukrzyżowania.

(10) Zmartwychwstały ukazuje się siedmiu uczniom zgodnie z Ewangelią Janową 21: Piotr zostaje wybrany na pasterza. Umiłowany uczeń jest ważnym świadkiem ukazania się, jak i tego ustanowienia. Jako trzeci potwierdza, że to objawienie jest prawdziwe.

(11) Zmartwychwstały ukazuje się pięciuset braciom naraz (w Jerozolimie?) (1 Kor 15,6). Czy chodziło tutaj o scenę pod gołym niebem, charakterystyczną szczególnie dla cudów nakarmienia tłumów, w których także mowa jest o dużej liczbie uczestników?

(12) Zmartwychwstały ukazuje się kręgowi Dwunastu przez czterdzieści dni w Jerozolimie. Objawienie kończy się „wniebowstąpieniem” na Górze Oliwnej (Dz 1).

(13) Zmartwychwstały ukazuje się kręgowi Dwunastu w Galilei (Mk 14,28 i Mk 16,7 oraz Mt 28,16–20; Mk 16,14–20). Szczególnie ważny jest tutaj aspekt misyjny, gdyż Galilea to okolica zasiedlana przez dużą liczbę pogan.

„Apologetyczny” nie znaczy „wtórny i wymyślony”

(14) Zmartwychwstały ukazuje się pojedynczym apostołom (1 Kor 15,7; również z pewnością Barnabie), później Pawłowi (1 Kor 15,8). Obecne w 1 Liście do Koryntian (15,8) słowo „na końcu” nie ma wyłącznie znaczenia czasowego, lecz jest w intencji Pawła wartościujące. Zgodnie z Pawłem i Łukaszem widzenie Chrystusa jest warunkiem koniecznym do bycia apostołem. To, czy generalnie tak właśnie to traktowano, musi pozostać otwarte w kontekście Nauki Dwunastu Apostołów (I wiek). W każdym razie poza apostołami, którzy byli powszechnie akceptowani (lub byli przynajmniej przedmiotem dyskusji), istnieli również tacy, którzy byli jedynie „apostołami gminy” i których rola była raczej ograniczona (2 Kor 8,23; Rz 16,7).

Zgodnie z Dziejami Apostolskimi (22,17–21) Paweł ma jeszcze jedną wizję Jezusa w świątyni, która nie jest tożsama z wizją prowadzącą do nawrócenia, opowiedzianą w Dziejach Apostolskich (9;16 22).

(15) Zmartwychwstały ukazuje się wizjonerowi Janowi jednoznacznie jako Zmartwychwstały (Ap 1,17n). Wizjoner Jan prawdopodobnie nie jest tożsamy z umiłowanym uczniem czy ewangelistą Janem. Jednak m.in. ta wizja ustanawia przynależność Apokalipsy Janowej do kanonu Nowego Testamentu.

Wyrazistą funkcję legitymizacji mają objawienia Zmartwychwstałego wobec Piotra, Dwunastu oraz apostołów wraz z Pawłem. Oznacza to, że w tych przypadkach bycie świadkiem objawienia związane jest również z ważną pozycją w Kościele.

Jeszcze jedno słowo na temat „apologetycznego” charakteru opowiadań wielkanocnych. Jako apologetyczne postrzega się wszystkie te opowiadania, które pełnią funkcję argumentatywną i chcą „bronić” prawdy. Na przykład, wszystkie relacje, w których Zmartwychwstały coś je, rozumiane są jako apologetyczne, gdyż jedzenie to argument na rzecz cielesności. Gmina pierwotna za pomocą argumentów tego typu broniła faktyczności zmartwychwstania. W badaniach liberalnych obowiązuje równanie: „apologetyczny” = „wtórny i wymyślony”. W ten sposób relacja o pustym grobie uznawana jest za „apologetyczną legendę”. Jeśli bowiem grób był pusty, można tego było przecież użyć jako argumentu na rzecz zmartwychwstania Jezusa w ciele. Jednak ponieważ zmartwychwstanie cielesne przez szerokie rzesze badaczy protestanckich uznawane jest za niemożliwe, to odpowiednio do ich nastawienia opowiadania o pustym grobie muszą zostać zdyskwalifikowane jako legenda; twierdzi się wówczas, że przecież Paweł również nie wiedział o „pustym grobie” (zob. wyżej). Apologetyczne jest w tym sensie także ukazanie się Tomaszowi, które na dodatek jest przekazane jedynie w Ewangelii Janowej, a zatem jest to powód, by uznać je za dość późną legendę. Obecnie wiemy, że ten Apostoł był szczególnie ważny dla kręgu czytelników czwartej Ewangelii, a ponadto czytelników „Ewangelii według świętego Tomasza”. Dowód cielesnej tożsamości Jezusa, i to właśnie jako zranionego na krzyżu, był w związku z tym decydujący dla tego kręgu odbiorców, choć nie tylko dla nich. Także u Łukasza słyszymy, że uczniowie, widząc Jezusa, najpierw przerażeni sądzili, że chodzi tutaj o jakiegoś ducha (osoby zmarłej), gdyż duchy zmarłych wyglądały zgodnie z ówczesnym rozumieniem dokładnie tak samo jak człowiek za życia, tyle że nie posiadały ciała, a tym bardziej ciała przemienionego. Każdy kontakt z duchami prowadził w ówczesnym rozumieniu nie tylko na manowce, lecz stanowił również udział w śmierci — tak samo, jak kontakt z rzeczywiście Wskrzeszonym przez Boga oznaczał udział w życiu wiecznym, lub — jak ma to miejsce w przypadku świętego Pawła — podstawę powołania na urząd apostolski.

Ciało Zmartwychwstałego nie zostało jednakże tak po prostu ożywione, lecz jest „przemienione”, nie jest już związane granicami przestrzeni i czasu, lecz jest napełnione „życiem wiecznym”. W ten sposób kontakt ze Zmartwychwstałym jest źródłem pełnomocnictwa i nowego, wiecznego życia w Kościele. Zwykle za apologetyczne, a tym samym za historycznie podejrzane, uważa się również wszystkie relacje o strażnikach przy grobie. Poza Mateuszem donoszą o tym także wszystkie niekanoniczne wersje tego wydarzenia. Dzięki strażnikom (i ich tłumaczeniu się) gmina pierwotna mogłaby przecież wskazać — obok uczniów i kobiet — trzecią grupę świadków, których wypowiedzi były szczególnie cenne, bo nie byli oni chrześcijanami, lecz właśnie przeciwnikami, a w najgorszym razie osobami neutralnymi. Jednak wobec tego ogólnikowego podejrzenia współczesnych badań egzegetycznych wysunąć należy dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, żaden strażnik nie mówi, że widział, jak Jezus zmartwychwstaje, a przecież w sytuacji, w której gmina tworzyłaby taką oszukańczą wersję, dobrze byłoby przypisać strażom twierdzenie tego typu! Zamiast tego strażnicy opowiadają właściwie jedynie rzeczy obciążające chrześcijan, mówią, że to uczniowie usunęli ciało Jezusa. Tylko czytelnicy Ewangelii zauważają i wiedzą, że nie może to być prawdą, ponieważ strażnicy sami wyjaśniają, że wydarzyło się to w czasie, gdy spali. Któż jednak potrafi we śnie kontrolować wydarzenia?

Po drugie, charakterystyczne jest, że straż została postawiona przy grobie, gdyż Jezus sam przepowiedział swoje zmartwychwstanie (Mt 27,63). Tutaj oczywiście natrafiamy na czarną plamę w badaniach egzegetycznych: od 150 lat egzegeza za rzecz rozstrzygniętą uznaje, że żadna z zapowiedzi męki i zmartwychwstania wypowiedziana przez Jezusa nie jest autentyczna. Zgodnie z takim podejściem chodziłoby oczywiście o zwykłe vaticina ex eventu, to znaczy o włożone później w usta Jezusa zafałszowania opierające się na samych wydarzeniach.

Pewność, z którą badacze gotowi są zakładać tutaj kłamstwa wczesnej gminy, i to od razu w przynajmniej ośmiu przypadkach, zaskakuje. Również bowiem w czasach antycznych dochodziło do fałszerstw i pogardzano nimi z powodów moralnych. Ja sam uważam, że nie trzeba było wówczas od razu być prorokiem, żeby przewidzieć, jak skończy Jezus. To, że wszyscy prorocy ginęli w Jerozolimie, stanowiło przecież element żydowskiej tradycji, i to tradycji liczącej setki lat, a do koncepcji „Syna Człowieczego”, którą reprezentował Jezus, należało już chociażby na podstawie Księgi Daniela 7 założenie, że dopiero po czasie uniżenia i cierpienia, który trwał pół tygodnia, nastąpić miał czas wywyższenia i chwały. Z obydwu tych powodów dla Żydów jako tako zorientowanych w teologii zapowiedzi Jezusa nie były bynajmniej czymś dziwacznym, lecz jak najbardziej zrozumiałym. Dlaczego takie właśnie zapowiedzi Jezusa nie miały i nie mogły odegrać żadnej roli w decyzji o Jego likwidacji? Mówiąc ogólnie: co tak naprawdę jest dowodem na to, że cały materiał własny w Ewangelii Mateuszowej został wymyślony dopiero przez Mateusza?

Jeśli z relacji wielkanocnych usunąć wszystko, co egzegeza uznaje za treści apologetyczne, to nie zostanie tam już dosłownie nic więcej. Wszystkie bowiem objawienia zgodne z 15 rozdziałem 1 Listu do Koryntian można uznać też za czystą apologetykę, mianowicie wówczas, gdy sformułuje się insynuację, że uczniowie — kierując się oczywiście zamiarem oszustwa — chcieli w ten sposób uprawomocnić swoje własne powołanie i swoją pozycję. Jeśli raz zacznie się żywić podejrzenia, to trudno się potem zatrzymać.

Na marginesie, podejrzenie takie znajduje się u źródeł egzegezy krytycznej, czyli u Hermanna Samuela Reimarusa (1694–1768), który wszystkie opowiadania wielkanocne uważa za „oszustwo klechów”. On był przynajmniej konsekwentny. A zasadniczego nastawienia hermeneutyki podejrzeń egzegeza opowiadań paschalnych nie porzuciła nigdy.

Wbrew temu chciałbym zapytać, czy rzeczą fundamentalnie błędną nie jest insynuowanie wczesnej gminie, w której męczeństwo było na porządku dziennym, że próbowała ona gloryfikować Jezusa za pomocą oszustwa. Za nietolerancyjną bezczelność uważam demaskowanie jako kłamstwa wiary ludzi, której wiarygodności dowiedli przecież własnym męczeństwem. To właśnie ma miejsce — mówiąc bez ogródek — w każdej próbie uznania części przekazu za treści „redakcyjne”, „popaschalne” lub „nieautentyczne”. Owe nieszkodliwe wyrażenia zatajają jedynie zasadniczy problem czy też zasadniczą insynuację przestępstwa. Fałszowanie historii wówczas, tak samo jak dzisiaj, uznawane było przecież za oszustwo i tym samym przestępstwo podlegające prawu.

Obecnie sami egzegeci, którzy nie wierzą w (cielesne) zmartwychwstanie Jezusa, ostrożnie zakładają, że przynajmniej grób Jezusa był „pusty” — obojętnie, z jakiego powodu — gdyż w przeciwnym wypadku nie powstałaby przecież plotka o kradzieży, która utrzymuje się „do dziś” (Mt 28,15). Dawniejsza egzegeza ze szkoły Bultmanna i Conzelmanna zakładała nawet, że w gruncie rzeczy wszystkie obszerne relacje Ewangelii poza notką w Ewangelii wg św. Łukasza (24,43) (ukazanie się Piotrowi) zrodziły się w fantazji gminy — i są właśnie „uhistorycznionym kerygmatem”. Kerygmatem jest zatem zrodzenie się wielkanocnej wiary w Jezusa, ale nie jest nim działanie Boga wobec ciała Jezusa.

Cielesna bliskość jako cecha szczególna chrześcijaństwa

Ze zrozumiałych powodów mniejsze trudności sprawia egzegezie poważne potraktowanie wizjonerskich informacji, takich, jakie można znaleźć w 1 Liście do Koryntian 15,5 i 15,8 (ukazał się Piotrowi, ukazał się również i mnie), aniżeli „legend” o pustym grobie. Albowiem wizje można łatwo zinterpretować jako psychiczne fenomeny wnętrza człowieka (halucynacja lub „przezwyciężenie żałoby”) — w przypadku pustego grobu lub podobnych kwestii sprawa staje się trudniejsza. Jednak wydaje mi się rzeczą błędną tworzenie takiej alternatywy. Ostatecznie również w przypadku pustego grobu nie chodzi przecież o sam fakt, lecz — zgodnie z trzema pierwszymi Ewangeliami — o orędzie anioła.

Tym samym ponownie dotarliśmy do punktu wyjścia: czy rzeczywiście mamy do czynienia z wypełnieniem postulatów oświecenia, gdy w sposób zdecydowany twierdzimy, że grób Jezusa był pełny? Sądzę, że chodzi tutaj o oświecenie połowiczne, o takie oświecenie, które nie zna swoich granic, gdyż nie chce się zastanowić najpierw nad tym, czy to, co opisuje, musi obejmować całą i każdą dającą się pomyśleć rzeczywistość. Poza tym, od kiedy to dowodem prawdziwości jest to, że można coś sfotografować? Często tej tzw. egzegezie krytycznej wystarcza zwykła możliwość, by dane opowiadanie nowotestamentowe zinterpretować odmiennie od tego, na co wskazuje, aby z zachwytem wykorzystać to rozwiązanie i uwolnić się od wymogów, które stawia sam tekst. Kluczem tutaj, jak i gdzie indziej, jest zwykle wymiar cielesności. Szczególnym orędziem chrześcijaństwa jest cielesna bliskość, w którą wobec ludzi wstąpił Bóg. Bliskość ta jest osobista, czasowa, przestrzenna — ale również właśnie fizyczna, gdyż sam Bóg Stwórca tak przy powstaniu Jezusa (zwiastowanie), jak i Jego śmierci (zmartwychwstanie), zbliża się do Jezusa z jak najbardziej cielesnymi skutkami. Oddzielenie ciała i duszy w sensie platońskim jest dla Biblii rzeczą nie do pomyślenia. Z tego względu nie istnieje również możliwość czysto duchowego zmartwychwstania (rozumiana jako hasło: „sprawa Jezusa idzie dalej”). Zmartwychwstanie może zaistnieć jedynie cieleśnie albo wcale.

przeł. Eliza Pieciul–Karmińska

Osobiście, czasowo, cieleśnie
Klaus Berger

(ur. 25 listopada 1940 r. w Hildesheim, Niemcy – zm. 8 czerwca 2020 r. w Heidelberg, Niemcy) – niemiecki teolog akademicki, był profesorem teologii Nowego Testamentu na Uniwersytecie w Heidelbergu. Autor książki Po co...