Pani ambasadorowa
fot. tabitha turner / UNSPLASH.COM

Pani ambasadorowa

To było w środku lata. Dzień był słoneczny. Zziajany biegłem do czekającej na mnie młodzieży. Nagle zaczepiła mnie elegancka, starsza pani i grasejując, spytała: „Ksiądz Góra, Góra?”. „Góra, Góra” odpowiedziałem, przedrzeźniając ją. Pragnąłem jak najszybciej pozbyć się tej pani, ale ona powiedziała, że uratowałem jej małżeństwo, ponieważ słyszała moją audycję w Radiu Wolna Europa na temat wierności polskich kobiet towarzyszących mężom po powstaniu na zesłanie i dodała, że do końca życia będzie mi wdzięczna za to, co dla niej zrobiłem. Chcąc się pani pozbyć, powiedziałem, że przecież niczego dla niej nie zrobiłem, ona jednak zapewniła mnie, że zawsze mogę na nią liczyć. Wymieniliśmy telefony. Szybko jej numer zgubiłem.

Wiosną 1992 roku gmina Zakliczyn nad Dunajcem podarowała mi Jamną, czyli dom, górę i las. Ojcowie w klasztorze powiedzieli wtedy, że wdepnąłem w gówno i że lepiej będzie, jeśli się zajmę duszpasterstwem w Poznaniu. Kiedy Kapituła prowincjalna odmówiła przyjęcia darowizny, w nocy z 24 na 25 marca (Święto Zwiastowania), będąc na krawędzi wyczerpania, napisałem list do Matki Bożej i świętego Jacka z prośbą o ratunek. Nazajutrz zadzwonił telefon. Dzwoniła pani ambasadorowa z Teheranu, twierdząc, że miała bezsenną noc, podczas której naszła ją świadomość, że ja potrzeb

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się