Cegła, która zmieniła historię
fot. aziz acharki / UNSPLASH.COM

Cegła, która zmieniła historię

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 votes
Wyczyść

Dominikanie w połowie XIII wieku byli w kulturowej awangardzie, dzięki nim m.in. produkcja ceramicznych, pięknie zdobionych płytek podłogowych – rzemiosło wysokiej klasy artystycznej – zostało zaadaptowane w Krakowie. To wiedza wyniesiona z ubiegłorocznych badań na terenie klasztoru.

W przestronnych krużgankach wokół najstarszego wirydarza klasztoru dominikanów w Krakowie panuje ruch niemal jak na Krupówkach. Część korytarza została szczelnie odgrodzona dyktą, ale remont i tak dość skutecznie zakłóca życie w klasztorze – hałas zagłusza nawet myśli. W kilku miejscach stoją rusztowania.

Obecne prace związane są z dotacją, którą dominikanie otrzymali ze środków unijnych na kompleksową renowację oraz przystosowanie krużganków do organizowania imprez kulturalnych – mają niezłą akustykę, a przestrzeń i piękne gotyckie sklepienie robią wrażenie.

Projekt, w części współfinansowany przez dominikanów, wspiera też Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa. Remont krużganków prowadzi Firma Konserwatorska Piotr Białko, a prace konserwatorskie nadzoruje Lucyna Piekacz, współodpowiedzialna za znaczącą część wspaniałych odkryć w klasztorze.

Zakonna produkcja cegieł

Dariusz Niemiec, archeolog niemal zadomowiony w klasztorze – „dzięki życzliwości takich osób jak przeor czy prokurator konwentu”, jak nieodmiennie dodaje – jest tutaj prawie codziennie. Badania u dominikanów prowadzi od 2009 roku we współpracy z dr Anną Bojęś-Białasik, znawcą historii architektury z Politechniki Krakowskiej. – Praca w takim obiekcie to szalenie ciekawa rzecz! – przyznaje Niemiec. Oprowadza mnie po krużgankach, witając się przy okazji niemal z każdym, kto przez nie przechodzi.

Pasjonującą opowieść o trzynastowiecznych dziejach krakowskiego klasztoru, które w świetle ubiegłorocznych odkryć rysują się inaczej, niż dotychczas sądzono, zaczynamy od oglądania niepozornego dla laika portalu. – Ozdobny, późnoromański portal ukazał się zimą tego roku, kiedy zostały skute pierwsze tynki wewnątrz krużganków – dokładnie w zachodniej ścianie ich zachodniego ramienia – opowiada Dariusz Niemiec. Zauważyła go Anna Bojeś-Białasik, a odkrywkę perfekcyjnie wykonała Lucyna Piekacz. Archeolog pokazuje, że cegły portalu zostały bardzo starannie ułożone i ozdobnie ponacinane w tzw. kratownicę. – Sam tego typu portal, wykonany z ozdobnych ceramicznych kształtek, jest w Krakowie czymś wyjątkowym – kontynuuje. – Ale też od razu zaczęło nurtować nas pytanie, dokąd on prowadził!

Odpowiedź na nie wymagała przeniesienia się z badaniami na dziedziniec gospodarczy sąsiadujący z zachodnim ramieniem krużganków. Podczas przeprowadzonych tam wykopalisk archeolodzy odnaleźli pozostałości poprzecznych murów budowli, do której prowadził odsłonięty portal oraz kilkanaście pięknych, szkliwionych i inkrustowanych płytek posadzkowych. W tej chwili na dziedzińcu nie można już nic zobaczyć, odkopane relikty zostały zabezpieczone i z powrotem zasypane. – Wiemy zatem, że portal prowadził do okazałej budowli z elegancką ceramiczną posadzką. Nie były to oratorium, kościół czy kaplica, ale nie był to też obiekt gospodarczy, np. spiżarnia. Może pomieszczenie szkolne? Szpitalne? – zastanawia się Dariusz Niemiec. Budowla datowana jest ostrożnie na połowę XIII wieku, a być może pochodzi nawet z lat 40. XIII wieku.

Ale nie to było największym zaskoczeniem – choć znane klasztory dominikańskie w tym czasie nie posiadały zachodnich skrzydeł.

W pobliżu reliktów odsłoniętej budowli archeolodzy odnaleźli pozostałości pieca produkcyjnego z lat 40. XIII wieku służącego do wypalania wapna oraz wyrobów ceramicznych, m.in. cegieł. – Dzięki temu wiemy, że na terenie konwentu dominikanów w latach 40. XIII wieku produkowano cegły! Wcześniej niż w innych ośrodkach. Możemy zatem przyjąć, że to właśnie krakowscy dominikanie zainicjowali produkcję cegły na terenie ośrodka krakowskiego – mówi Dariusz Niemiec. – Ekscytujące odkrycie! – dodaje.

Wszystko zaczyna się od wskrzeszenia

Krakowski klasztor dominikanów zajmuje spory teren w centrum starego miasta, ograniczony Plantami oraz ulicami Sienną, Stolarską i Dominikańską. W historię jego powstania wpisane są na równi cuda i mądrość. Jak pisze ojciec Jan Spież OP, historyk dominikański, w 1221 roku w Rzymie biskup krakowski Iwo Odrowąż – jeden z najbardziej światłych ludzi swojej epoki w Polsce i zwolennik reform w Kościele – stał się świadkiem cudu wskrzeszenia młodzieńca przez św. Dominika. Zrobiło to na nim tak duże wrażenie, że pozostawił przy nim swoich trzech towarzyszy, m.in. krewnego Jacka Odrowąża – przyszłego świętego, który potem przyjął z rąk św. Dominika zakonny habit (o czym można przeczytać na tablicy w klasztornym kapitularzu).

– Dominikanie, wśród nich św. Jacek, przybyli do Krakowa jesienią 1221 roku. Rok później otrzymali od biskupa Odrowąża kościół Świętej Trójcy, przy którym założyli klasztor. Od tego momentu istnieje on nieprzerwanie – mówi przeor o. Paweł Kozacki.

Ciągłość i wielowiekową tradycję odczuwa się w klasztorze na każdym kroku. Na ścianach krużganków umieszczone zostały kamienne tablice epitafijne, nagrobki i pomniki z kilku epok (na portalu miłośników sztuki romańskiej odnotowano z uznaniem dla dominikanów, że krużganki są w ciągu dnia otwarte i można je swobodnie odwiedzać); w refektarzu funkcjonującym nieprzerwanie w tym samym miejscu od prawie 800 lat (!) widać pozostałości najwcześniejszych, romańskich ścian; droga do kolejnych pomieszczeń wiedzie przez zabytkowe portale; a wiele wnętrz ma piękne, gotyckie sklepienia.

Nie król, a dominikanie

Pierwsze zabudowania klasztorne były drewniane, choć odkrycia we wschodnim skrzydle krużganków pokazują, że dominikanie co najmniej od lat 30. XIII wieku używali także cegły. – Byli prekursorami jej stosowania w krakowskim ośrodku osadniczym – komentuje Dariusz Niemiec.

W 1241 roku, podczas najazdu mongolskiego, zabudowania klasztorne zostały spalone. W kilku miejscach archeolodzy odnaleźli grociki strzał charakterystyczne dla Europy Wschodniej i Azji Centralnej, potwierdzające czas dokonania zniszczeń. Przy odbudowie budynków klasztornych użyto już tylko cegły. Jedynym wyjątkiem jest refektarz postny zbudowany z kamienia, który prawdopodobnie pochodzi z rozbiórki kościoła zniszczonego w 1241 roku. – Wiedzieliśmy, że po najeździe mongolskim trwał wielki ruch budowlany związany z odbudową kościoła dominikanów. Ale okazało się, że także z olbrzymią rozbudową klasztoru, której się nie domyślaliśmy! – opowiada Dariusz Niemiec.

To właśnie ówczesna rozbudowa klasztoru, której ślady odkryto podczas remontu krużganków (ale także w innych partiach klasztoru), wprawiły archeologów, konserwatorów, historyków sztuki, architektów w ekscytację (używając określenia Dariusza Niemca). – Rozbudowując siedzibę konwentu, dominikanie upowszechnili w XIII wieku wzorce architektoniczne związane z produkcją ceramiczną – tłumaczy archeolog.

Produkcja cegieł – to jedno. Ale w piecu przy zachodnim skrzydle było również wapno, kształtki ceglane i coś, co najbardziej zachwyciło archeologów – późnoromańskie płytki posadzkowe. O nich za chwilę. Na pewno jednak produkowano je w klasztorze wcześniej niż na Wawelu!

I w jeszcze jednej kwestii dominikanie wyprzedzili królewskich budowniczych. W innym piecu na terenie klasztoru archeolodzy znaleźli fragmenty ceramicznych wczesnogotyckich żeber sklepiennych o charakterystycznym profilu (służących do budowy sklepień krzyżowo-żebrowych) z drugiej połowy XIII wieku. – O pół wieku wcześniej datowane niż w katedrze na Wawelu! – komentuje Dariusz Niemiec.

Kulturowa awangarda

Płytki są ulubionym tematem Dariusza Niemca i jak się okazuje – bardzo wdzięcznym. – Mógł po nich stąpać sam św. Jacek – mówi. – Mielibyśmy zatem w ręku przedmiot, z którym święty miał ziemską styczność! – dodaje. Datuje płytki na lata 40. XIII wieku, a św. Jacek zmarł w 1257 roku.

Na razie o klasztornych, ceramicznych posadzkach jedynie dużo słyszałam. Teraz, w Instytucie Archeologii UJ (mieści się zresztą w najstarszym, ciągle jeszcze czynnym budynku uniwersyteckim w Krakowie!), dokąd idziemy z klasztoru, mam okazję zobaczyć je na własne oczy. Zaskoczenie jest całkowite!

Smok na płytce, z której przez wieki starte zostało kolorowe szkliwo, nie ma w sobie nic z amatorskiej naiwności. Jest zachwycający. Podobnie jak symbolizujący przepych i pychę paw, drobny koziołek z dwoma długimi rogami czy sceny z polowania. Niektóre płytki zostały ozdobione za pomocą skomplikowanej techniki inkrustowania glinką innego koloru. – W tym czasie nikt w Polsce nie posiadał umiejętności technicznych i artystycznych pozwalających na produkowanie tak wysublimowanej ceramiki. Święty Jacek i jego towarzysze musieli mieć powiązania z warsztatami z Francji – tłumaczy Niemiec. I zapewne stamtąd został sprowadzony mistrz, który je wykonał. Źródła pisane potwierdzają bezpośrednie kontakty krakowskich zakonników z elitą francuską. W tym czasie kapituły generalne dominikanów odbywały się nie tylko w Bolonii, ale też w Paryżu. Długosz natomiast wspomina, że Marcin z Sandomierza, członek krakowskiego konwentu, posłował jako legat papieski na dwór króla francuskiego, słynnego Ludwika IX Świętego. – Wartość artystyczna płytek i porównanie ich z wzorcami francuskimi upoważnia do stwierdzenia, że być może sprowadzony do Krakowa mistrz miał związek z warsztatami królewskimi we Francji – podsumowuje Dariusz Niemiec.

Dominikanie są zatem w połowie XIII wieku w kulturowej awangardzie – dzięki nim rzemiosło wysokiej klasy artystycznej zostało zaadaptowane w Krakowie. – Stali się ośrodkiem dokonującym transferu wzorców kulturowych i technologicznych z zachodniej części Europy do Europy Środkowej – dodaje archeolog.

Diabeł jak lew ryczący

Część płytek, m.in. ze scenami polowania, została odnaleziona podczas wcześniejszych badań archeologicznych w prezbiterium kościoła. Próbuję połączyć to wszystko w jeden obraz: święty Jacek stąpający po posadzce prezbiterium krakowskiego kościoła, ułożonej z płytek… ze scenami polowania!? – Świecka tematyka przedstawień może dziwić: polowania, lwy, gryfy, smoki… A jednak jest ona zgodna z zaleceniami św. Bernarda z Clairvaux – autora zasad regulujących życie cystersów, które stanowiły wzorzec dla nieco młodszych dominikanów – dotyczącymi wyobrażeń na posadzkach w kościołach – odpowiada Dariusz Niemiec. – Święty Bernard pisał m.in. o tym, że nie należy przedstawiać na płytkach posadzkowych rzeczy świętych, żeby po nich nie deptać! Tym bardziej że, jak dowodził, zdarzają się przecież i tacy, którzy plują na posadzkę – dodaje.

Co zatem, dzień w dzień, deptali „ku pamięci” krakowscy zakonnicy? Świeckie przyjemności, które odwracają uwagę od modlitwy i dążenia do zbawienia; smoki i gryfy, uważane za bestie z piekła rodem, czy lwy, choć w średniowieczu uważane były m.in. za symbol królewskiej władzy. – W Pradze znajduje się posadzka z przedstawieniem lwa i smoka oraz władcy podpisanego „Neron”. W tym zestawieniu lew staje się zwierzęciem, któremu rzucano na pożarcie chrześcijan – opowiada Dariusz Niemiec i cytuje św. Piotra – „(…) diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć”.

Urok i artystyczne mistrzostwo płytek zostały oddane na usługi symbolicznego przypomnienia o niebezpieczeństwach czyhających na duszę chrześcijanina.

Wzór dla Europy Środkowej

Okazało się, że krużganki wokół najstarszego wirydarza kryją jeszcze jedną tajemnicę z czasów rozbudowy klasztoru po najeździe mongolskim.

W październiku ubiegłego roku zakonnicy postanowili wymienić tam instalację centralnego ogrzewania. Chcieli zlikwidować szpecące przestrzeń grzejniki i zamontować ogrzewanie kanałowe. – Przy pogłębianiu wcześniejszego kanału naprzeciwko refektarza znaleziono gruby na metr mur ceglany z późnoromańskich cegieł. Natychmiast podjęte zostały ratownicze badania archeologiczne. Okazało się, że odsłonięty mur pochodzi z połowy XIII wieku – opowiada Dariusz Niemiec. Kanał jest w tej chwili przykryty dyktą na całej długości ze względów bezpieczeństwa i nie można zbyt wiele zobaczyć…

Odkrycie muru odsłania rąbek wczesnej historii budynków klasztornych dominikanów krakowskich. Dzięki niemu wiadomo, że w drugiej połowie XIII wieku na pewno istniał jeden z najbardziej charakterystycznych elementów zabudowy klasztoru, czyli krużganek obiegający wewnętrzny wirydarz. Trakt pierwotnych krużganków był węższy od obecnego o 1 lub 2 m w różnych ich częściach. – Południowe ramię krużganka jest do dziś węższe i wygląda na to, że tam właśnie zachowała się najstarsza część krużganków – dodaje Dariusz Niemiec. Z odsłoniętych reliktów można się też dowiedzieć, że na przełomie XIII i XIV wieku w północnym skrzydle doszło do katastrofy budowlanej i w I połowie XIV wieku (lub w połowie wieku) poszerzono trakt krużganka, wznosząc obecne mury.

Dla naukowców to odkrycie jest ciekawe i ważne. „Nasza wiedza o klasztorze dominikanów, a zwłaszcza o jego początkowych dziejach, jest wciąż bardzo skromna” – pisze Marcin Szyma z Instytutu Historii Sztuki UJ, znawca najwcześniejszych dziejów klasztoru, który jest konsultantem i uczestnikiem badań w klasztorze.

– Krakowski konwent dominikanów był macierzystym konwentem dominikanów w Europie Środkowej i stał się wzorcem dla kształtowania się architektury klasztorów dominikańskich czy szerzej – klasztorów zakonów żebrzących w tej części Europy. Każda cząstka wiedzy o jego początkach jest niezwykle cenna! – komentuje Dariusz Niemiec.

Tym sposobem zgorzał kościół

Po zwiedzaniu klasztoru i barwnych opowieściach Dariusza Niemca dominikański kościół Świętej Trójcy rozczarowuje. Neogotycki wystrój jest przytłaczający, a ołtarz – nieszczególny (a właściwie szkaradny!). Anegdota głosi, że rzeźba w głównej kwaterze Ołtarza Świętej Trójcy została przez przewodnika zinterpretowana jako przedstawienie… Mieszka I, Bolesława Chrobrego i polskiego orła. Jedną z nielicznych zachowanych, za to najważniejszą pamiątką związaną z początkami historii klasztoru, jest grób św. Jacka

Neogotycki wystrój nadano kościołowi po wielkim pożarze w 1850 roku, który strawił główną część miasta.

Dnia 18 lipca 1850 r. o godzinie 1 z południa powstał ogień w Młynach Rządowych przy ulicy Krupniczej, którą w większej połowie zniszczywszy mocą wiatru przeniósł na róg Ulicy Gołębiej, zkąd (…) ogarnął Ulicę Gołębią, Wiślną, Bracką, Franciszkańską, Szeroką, Stolarską (…). Tym sposobem zgorzało nieruchomości 163 między (…) cztery kościoły jako to Śgo Norberta, Franciszkanów, Dominikanów, Bernardynek (…)

– głosi opis pożaru zamieszczony w 1853 roku na kamienicy Hetmańskiej w Rynku Głównym.

Kościół dominikanów uległ wówczas poważnemu uszkodzeniu, zniszczone zostało m.in. barokowe w głównej części wyposażenie. Odbudowa trwała kilkanaście lat, w jej trakcie doszło do katastrofy budowlanej – runęła część murów i sklepienia. Ostatecznie nawy boczne pokryto dachem w 1861 roku, a nawę główną w 1863 roku.

W 1994 roku wichura zerwała z dachu ważącą wiele ton połać blachy zamontowanej w latach 70. XX wieku i zrzuciła ją na torowisko tramwajowe na ul. Dominikańskiej. Zadecydowano wtedy o umocnieniu całości przez przykręcenie blachy wkrętami do drewnianej więźby dachowej. – Po 15 latach odkryliśmy, że wkręty przerdzewiały, a dach stał się wielkim blaszanym sitem, przez które lała się woda! – opowiada przeor o. Paweł Kozacki. Dlatego też, w ramach wielkiego ruchu budowlanego, który trwa obecnie w klasztorze, remontowany jest również dach.

List do następnych pokoleń

– Kiedy w październiku otworzyliśmy kulę wieńczącą sygnaturkę na dachu, liczyliśmy, że zgodnie ze zwyczajem umieszczono wewnątrz niej różne dokumenty i przedmioty z czasu, gdy prowadzono tam prace – opowiada przeor. I rzeczywiście. W kuli znajdowała się tuba, do której wsunięte zostały zwinięte w rulon dokumenty i gazety. Ale pochodziły one z XIX wieku! – Wśród papierów wyjętych z kuli były gazety z 1863 roku, kiedy zakończono układanie dachu nad nawą główną – tygodnik „Wolność” i ukazująca się trzy razy w tygodniu „Kronika”, a także wydana przez dominikanów broszurka Historia wizerunku Matki Bożej z naszej Bazyliki, którą traktowano jako cegiełkę na rzecz kosztownej odbudowy bazyliki – wylicza o. Paweł Kozacki.

W kuli był też m.in. spis zakonników z terenu zaboru austriackiego z połowy XIX wieku i pudełko ze starymi monetami (najstarsza z XVI w.) wraz z imiennym spisem ofiarodawców oraz medaliki. Włożono też do niej dwa listy, m.in. nieodczytany jeszcze w całości list powstańca styczniowego porucznika Szczęsnego Wiśniewskiego.

Dach w połowie jest już gotowy (ta część ma kolor czystej miedzi), połowa (pokryta śniedzią ze starości) pozostała na kolejny rok, ale odnowiona sygnaturka wraz z kulą powróciły już na swoje miejsce.

Do kuli zakonnicy włożyli fotokopie odnalezionych w niej dokumentów oraz ich współczesne „odpowiedniki”: Katalog Polskiej Prowincji Dominikanów, czyli spis polskich dominikanów, grudniowy numer „W drodze”, numer „Teofila” poświęcony tożsamości dominikańskiej, wydania trzech dzienników z pierwszej niedzieli adwentu („Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Naszego Dziennika”), fotografie ukazujące kościół i współczesne życie dominikanów oraz ich duszpasterstwo. Do monet znalezionych w kuli dołożono współczesne monety i banknoty. I list do tych, którzy będą otwierać kulę przy okazji kolejnego remontu. Kto wie, za ile lat?

Cegła, która zmieniła historię
Daina Kolbuszewska

psychoterapeutka Gestalt, psycholog, mediator, dziennikarka. Autorka książki reportażowej Niemka. Dziecko z pociągu, której bohaterowie zostali upamiętnieni tablicą na dworcu w Krotoszynie....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze