Mickiewicz versus Orzeszkowa
fot. szabo viktor / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

3 votes
Wyczyść

Pierwsze miesiące każdego roku zwykle naznaczone są u mnie konsumowaniem książek, które świątecznym cudem wpadły mi w ręce. A mieszkanie na śląskiej prowincji ma też taki plus, że czasem trzeba udać się do stolicy, co oznacza kilka godzin spędzonych w pociągu i gwarancję albo niezapomnianych przygód (kto jeździ – wie), albo – na szczęście coraz częściej – możliwość poczytania. Do pociągu nie lubię brać szczególnie wymagających lektur, dlatego padło ostatnio na wywiad rzekę z Robertem Górskim z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Autor przyznaje, że zdecydowanie bliżej jest mu do polskiej tradycji romantycznej niż do idei pozytywistycznej pracy u podstaw. Zaraz pomyślałem, że mam dokładnie odwrotnie. Czy aby nie jest to związane z moim śląsko-prowincjonalnym pochodzeniem? Ostatecznie przyczyny mojej preferencji są tutaj mniej istotne. Pewnie na sądzie ostatecznym się ujawnią. Wspominam zaś o tym epizodzie, bo leży u źródeł tematu, który chciałbym poruszyć.

Nie wiem, czy zamiłowanie do zrywów i pewna trudność w osiąganiu celów poprzez długotrwałą, systematyczną i zaplanowaną pracę jest polską cechą narodową – niech się tym trapią socjologowie. Jeśli tak jest, to mamy przynajmniej jakieś wyjaśnienie jednej z właściwości polskiego życia kościelnego. Mogę się mylić w ocenie, ale chyba znacznie łatwiej nam organizować jednorazowe akcje duszpasterskie niż prowadzić systematyczną formację, której efekty będą widoczne za kilka lat. Znacznie łatwiej trafić w ogłoszeniach parafialnych na zapowiedzi inicjatyw związanych z kolejnymi światowymi bądź polskimi dniami czegoś albo z rokiem akurat ogłoszonym przez episkopat czy UNESCO, niż zetknąć się na przykład z propozycją systematycznej, zaplanowanej na kilka lat szkoły modlitwy lub z ofertą formacji wykraczającej horyzontem poza magiczne ramy „roku duszpasterskiego”. Czasem odnoszę wrażenie, że nawet cotygodniowe świętowanie zmartwychwstania Chrystusa jawi się komuś jako zbyt monotonne, więc trzeba je koniecznie przykryć jakimś „dniem”.

Oczywiście – inicjatywy te same w sobie są dobre i godne polecenia. Problem w tym, że przy ograniczonych zasobach – zarówno duszpasterzy, jak i zaangażowanych świeckich – sporo pary idzie w akcje. W efekcie na pracę u podstaw – systematyczne wykładanie Pisma Świętego, treści wiary, liturgii, wdrożenie w modlitwę – czasu i energii nie staje. Co gorsza, zdaje się, że na tyle już się przyzwyczailiśmy do takiego stylu, że – i obym tu się mylił – w świadomości wielu duszpasterzy zanika myślenie w kategoriach pracy rozłożonej na lata (może poza kompleksowym remontem kościoła i przyległości). Pewnym światełkiem w tunelu są te ruchy eklezjalne, które wypracowały długofalowe systemy formacyjne. Choć i tu bywa gorzko: od ich liderów i członków oczekuje się intensywnego uczestnictwa, animowania wszystkich możliwych parafialnych akcji. A czas jakoś nie daje się rozciągnąć, bilokacja nawet u charyzmatyków bywa rzadkością…

Piszę o parafiach, bo to w nich problem objawia się najwyraźniej, jednak akcyjna mentalność wspierana jest chyba przez pewien styl zarządzania także na poziomie kurii. Akcję stosunkowo łatwo jest wymyślić, nakazać, zarządzić, skontrolować wykonanie. Każdy się może wykazać: wymyślacz, wykonawca, kontroler. Parafia sprawozdaje wykonanie, kuria odnotowuje – na papierze duszpasterstwo aż furczy. Co ambitniejsi wykonawcy mogą jeszcze zaprosić odpowiedniego VIP-a na „dzień”, otwarcie „tygodnia” itd., aby naocznie się przekonał, jak głośno i okazale furczy. Pytanie o trwałość efektów jakoś schodzi na dalszy plan wobec rocznej perspektywy sprawozdawczej. Może trzeba tu coś systemowo przemyśleć i przepracować?

Zwłaszcza w jednej sferze kontrast między akcyjnością a pracą u podstaw rysuje się wyjątkowo ostro. Jest nią kierownictwo czy towarzyszenie duchowe. Tego już nijak jednorazowym zrywem obejść się nie da – ani po stronie kierowanego, ani po stronie kierownika. Sprawa jest o tyle istotna, że – przynajmniej na śląskiej prowincji – zapotrzebowanie na tę posługę jest spore i chyba rośnie. I tu pojawiają się dylematy duszpasterzy (u których też z bilokacją krucho): czy przeznaczyć dziesięć godzin na przygotowanie jasełek, na które przyjdzie, powiedzmy, sto osób, czy też tyle samo czasu poświęcić jednej osobie (bo tyle mniej więcej w skali roku to zajmie).

Trochę się boję, że jeśli nie zainwestujemy w pracę u podstaw, to wkrótce nie będzie komu się zrywać do akcji.

Mickiewicz versus Orzeszkowa
ks. Grzegorz Strzelczyk

urodzony w 1971 r. – prezbiter archidiecezji katowickiej, doktor teologii dogmatycznej, były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (2020-2023)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze