Tego leku nie sprzedajemy
fot. aziz acharki / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Pierwszy i Drugi List do Tesaloniczan

0 opinie
Wyczyść

Skoro istotą sporu jest przekonanie o jakimś rodzaju współudziału w niszczeniu życia, to czy tylko pracownik apteki na taki teoretyczny współudział jest narażony?

Podejmujemy w tym numerze „W drodze” jeden z istotnych tematów obecnych w polskiej debacie publicznej, dotyczący wprowadzenia klauzuli sumienia dla farmaceutów. Poniżej przedstawiamy dwugłos poświęcony tej sprawia autorstwa Konrada Sawickiego i Piotra Kieniewicza MIC.

Jesteśmy świadomi, że niektóre argumenty przedstawione poniżej brzmią kontrowersyjnie. Uznaliśmy jednak, że warto je zamieścić, nawet jeżeli wzbudzą polemikę. Pokazują one bowiem wyraźnie konieczność wprowadzenia takiego zapisu, by ochronić sumienia osób wierzących przed trudnymi wyborami moralnymi, z którymi spotykają się na co dzień w swojej pracy.

Redakcja

Dyskusja o klauzuli sumienia dla pracowników aptek jest bardzo interesująca, ponieważ przypomina o tym, że poza regułami wolnego rynku, ustawami państwowymi, przepisami unijnymi oraz regulacjami poszczególnych zawodów istnieje jeszcze prawo moralne, którego respektowania może się domagać człowiek. Czy jednak akurat w tym konkretnym przypadku katoliccy farmaceuci mają rację?

Na wzór lekarzy

W kwietniu ubiegłego roku Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski opublikowało „Deklarację poparcia prawa do sprzeciwu sumienia dla farmaceutów”. Dokument ten odwołuje się do przyjętej w 2010 roku przez Radę Europy rezolucji zatytułowanej „Prawo do klauzuli sumienia w ramach legalnej opieki medycznej”. Wzywa ona do respektowania prawa pracowników medycznych do klauzuli sumienia. Korzystają z niej już lekarze – mogą na przykład w Polsce odmówić wykonania zabiegu aborcji zgodnej z aktualnie obowiązującym prawem.

Aptekarze również chcieliby mieć taką możliwość i argumentują, że są zmuszani do sprzedawania środków farmakologicznych niszczących ludzką płodność lub zabijających zarodek ludzki w początkach jego istnienia. Jest to, ich zdaniem, jawne naruszenie Kodeksu Etycznego Aptekarza, który mówi, że w zawód ten wpisany jest „współudział w ochronie życia i zdrowia oraz zapobieganie chorobom”, oraz podkreśla, że „farmaceuta musi posiadać wolność postępowania zgodnie ze swoim sumieniem”.

Niespodziewanie postulat ten został podjęty przez polityków, a Jacek Żalek z Platformy Obywatelskiej obiecał przygotowanie stosownego projektu ustawy. W tym momencie sprawa zrobiła się głośna, trafiła do mediów i wywołała lawinę komentarzy. W Sejmie jednak do tej pory nie powstała żadna konkretna propozycja. Nie widać też większości, która mogłaby ją przegłosować.

Wróćmy do meritum sprawy. Postulat katolickich farmaceutów na pierwszy rzut oka wydaje się zasadny. Chcą mieć prawo do postępowania w zgodzie ze swoim sumieniem. Nie oznacza to, że teraz ich sumienia w pracy są martwe. Używane są choćby wtedy, gdy przychodzi pacjent z receptą na drogi lek, a oni proponują tańszy zamiennik, działając na korzyść człowieka, a nie koncernu produkującego specyfik.

Ale w tym wypadku chodzi o coś poważniejszego. Farmaceuta, który niszczenie ludzkich zarodków uważa za zło, może czuć się niekomfortowo, gdy jest zmuszony do sprzedaży środka antykoncepcyjnego o takich skutkach. Z jego punktu widzenia zrozumiały jest więc postulat, by mógł odmówić takiej transakcji. Problemy zaczynają się w momencie, gdy prawo do klauzuli sumienia trzeba doprecyzować i szczegółowo opisać jej zastosowanie. Ale spróbujmy pokusić się o taką próbę.

Trudności w sformułowaniach

Pomysł pierwszy: farmaceuta ma prawo do odmowy sprzedania produktu, którego powstawanie, działanie bądź skutki są niezgodne z osądem jego osobistego sumienia. Czyli katolik mógłby odmówić sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Ale takie prawo nie dotyczyłoby tylko polskich katolików, którzy uważają, że sprzedając środki antykoncepcyjne, w jakiś sposób uczestniczą w niszczeniu zarodków. Obejmowałoby również katolików, którzy tak nie uważają, oraz osoby innych wyznań i religii, a także osoby niewierzące – po prostu wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej. Wobec tego przykładowo obrońca zwierząt lub obrońca środowiska, który uważa, że dany lek czy preparat został wyprodukowany z brakiem poszanowania fauny lub flory, również mógłby powołać się na klauzulę sumienia. Podobnych przykładów można by wymienić mnóstwo. W efekcie, prawo w tej formie prowadziłoby do absurdów. Zapis o osądzie sumienia pojedynczego człowieka okazuje się zbyt szeroki i zapewne niezgodny z zamysłem pomysłodawców projektu. Potrzebne jest więc inne, bardziej precyzyjne sformułowanie.

Pomysł drugi: farmaceuta ma prawo do odmowy sprzedania produktu, którego powstawanie, działanie bądź skutki są niezgodne z nauką Kościoła, do którego należy. W myśl tego zapisu członek danego Kościoła mógłby powołać się na jego nauczanie, by uzasadnić odmowę sprzedaży jakiegoś leku dostępnego w aptece. Trzeba jednak przypomnieć, że w rejestrze Kościołów i związków wyznaniowych, który funkcjonuje przy Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, poza Kościołem rzymskokatolickim, prawosławnym, ewangelicko-augsburskim czy ewangelicko-reformowanym figuruje ponad sto pięćdziesiąt innych wspólnot, które są równe wobec polskiego prawa. Znajdziemy tu przykładowo: Związek Buddystów Zen „Bodhidharma”, Kościół Nowoapostolski w Polsce, Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny czy też Towarzystwo Świadków Jehowy. W zależności więc od doktryny danej wspólnoty, każdy jej wyznawca, który jest farmaceutą, miałby prawo odmawiać sprzedaży produktów w jakiś sposób z nauką tejże wspólnoty kolidujących. Czy o to chodzi Parlamentarnemu Zespołowi na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, który wraz z posłem Żalkiem chce nowej ustawy? Raczej nie.

Pomysł trzeci: farmaceuta ma prawo do odmowy sprzedania produktu, którego powstawanie, działanie bądź skutki są niezgodne z nauką Kościoła rzymskokatolickiego. Jest to pomysł czysto hipotetyczny, ponieważ Polska nie jest państwem wyznaniowym i na jego wprowadzenie nie ma żadnych szans. Ale nawet gdyby teoretycznie doszło do stworzenia takiego prawa, to również ono powoduje kolejne problemy. Bo jeśli w kwestii środków antykoncepcyjnych nie byłoby żadnych wątpliwości, to bardzo szybko pojawiłyby się one na przykład w kwestii leków homeopatycznych. O nich, co prawda, nie mówi wprost żaden oficjalny normatywny dokument Kościoła rzymskokatolickiego, ale wielu polskich katolików (w tym księży) twierdzi, że mają one rodowód okultystyczny, więc ich stosowanie uważają za zło lub przynajmniej za coś moralnie wątpliwego. Czyli teoretycznie mogłoby dojść do absurdalnej sytuacji, w której nawet przy obowiązującym prawie prokatolickim, katolicki farmaceuta byłby zmuszany do sprzedawania leków homeopatycznych – bo Kościół katolicki ich oficjalnie nie zakazuje – choć ich stosowanie w swoim sumieniu uważa za zło. Znowu – prawo jest zbyt mało precyzyjne.

Pomysł czwarty: farmaceuta ma prawo do odmowy sprzedania środków antykoncepcyjnych, jeśli tak dyktuje mu jego sumienie. Mamy tu powrót do pomysłu pierwszego, ale ograniczamy go tylko i wyłącznie do środków antykoncepcyjnych. Istnieją jednak przecież środki antykoncepcyjne, które nie dopuszczają do zapłodnienia, nie niszcząc fizycznie płodności ludzkiej. Ich osąd moralny, choć negatywny, ma zupełnie inną rangę niż tych, które podane w odpowiednim momencie mogą niszczyć ludzkie życie. Można wyobrazić sobie farmaceutę, który uważa, że sprzedanie tych drugich środków owszem jest złe, ale już transakcja z prezerwatywami pod tę kategorię nie podpada. W efekcie niektóre osoby stosujące klauzulę sumienia prezerwatywy by sprzedawały, a niektóre nie. I tu pojawia się kolejny problem – skąd klient stojący w kolejce w aptece będzie wiedział, czy farmaceuta w okienku wyda mu żądany produkt, czy nie?

Niechciany współudział

I w końcu pomysł piąty: farmaceuta ma prawo do odmowy sprzedania środków farmakologicznych wpływających na ludzką płodność w ten sposób, że groziłoby to obumieraniem zarodka ludzkiego w początkach jego istnienia, jeśli tak dyktuje mu jego sumienie. Takie sformułowanie wydaje się najbardziej precyzyjne i jasno opisujące granice klauzuli sumienia. Farmaceuta mógłby odmówić sprzedania produktu tylko w tym wypadku, gdyby w wyniku jego stosowania zarodki ludzkie były narażone na unicestwienie, a jego sumienie mówiłoby mu, że ich sprzedaż jest potencjalnym współudziałem w aborcji. Niestety i w tym przypadku pojawiają się kwestie, z którymi trzeba się zmierzyć.

Skoro istotą sporu jest przekonanie o jakimś rodzaju współudziału w niszczeniu życia, to czy tylko pracownik apteki na taki teoretyczny współudział jest narażony? A co z ludźmi zatrudnionymi w koncernie, który ten środek produkuje? Co z hurtownią, która go dystrybuuje? Z punktu widzenia osądu moralnego nie ma żadnej różnicy między pracownikiem apteki, który sprzedaje środek podpadający pod pomysł piąty, a kierowcą furgonetki, który go do apteki przywiózł. Zatem w ślad za farmaceutami inne grupy zawodowe mogłyby domagać się klauzuli sumienia, która pozwoliłaby na przykład odmówić pracy przy taśmie produkcyjnej, na której powstaje taki produkt. To samo mogłoby dotyczyć handlowca, który ten produkt sprzedaje aptekom czy też hurtowniom. Dlaczego tylko farmaceuci mieliby mieć zagwarantowane prawo do klauzuli sumienia? A jeśli zdecydowalibyśmy się na rozszerzenie tego prawa na inne zawody, jak daleko miałoby sięgać?

Naturalnie można tę tezę obalić, wskazując, że pracownik koncernu farmaceutycznego, handlowiec czy kierowca mogli swobodnie wybrać takiego pracodawcę, który nie zajmuje się działalnością w ich oczach moralnie wątpliwą. To prawda. Ale to samo można powiedzieć o młodych ludziach, którzy wybierają przyszły zawód oraz specjalistyczne studia. Idąc na farmację, dobrze wiedzieli, jak sprawa wygląda, i świadomie wybrali tę drogę kariery zawodowej.

I kolejny problem – techniczny. Na pierwszy rzut oka niewielki, ale kluczowy w całej tej sprawie. Gdyby doszło do wprowadzenia prawa zgodnego z pomysłem piątym, w jaki sposób klienci aptek byliby informowani o tym, że dana apteka lub dany farmaceuta środków antykoncepcyjnych nie sprzedaje? Nie wyobrażamy sobie chyba sytuacji, w której klient stoi w kolejce, traci czas, a przy okienku nagle się dowiaduje, że choć ma receptę i choć lek jest dostępny, to nie zostanie mu sprzedany. Znając sposób myślenia polityków, posłowie zrobią wszystko, by uniknąć takich przypadków i nie narazić się na krytykę potencjalnych wyborców. Czyli będą zmuszeni w jakiś sposób wykluczyć ryzyko podobnych sytuacji.

Podział brzemienny w skutki

Konkluzja jest oczywista. Musiałby nastąpić podział aptek i farmaceutów na dwie kategorie, które zostałyby jakoś czytelnie oznakowane. Przy wejściach do aptek i przy okienkach trzeba by wywiesić tablice informacyjne.

Nie byłoby to może wielkim kłopotem organizacyjnym w dużych miastach, gdzie aptek jest wiele, lub w aptekach, gdzie sprzedaje więcej niż jedna osoba w tym samym czasie. Jednak co z miejscowościami z jedną apteką lub jednym sprzedawcą? Co z przypadkami, gdy wszystkie apteki w danej miejscowości lub wszyscy pracownicy w jednej aptece zdecydują się na korzystanie z klauzuli sumienia? Byłoby to niezgodne z obowiązującym prawem, ponieważ aktualnie wszystkie apteki są zobligowane do posiadania wszystkich dostępnych leków lub ich zamówienia na żądanie klienta. Wniosek? Ustawodawca do nowego prawa musiałby wprowadzić zapis ograniczający, czyli że farmaceuta może skorzystać z klauzuli sumienia, ale tylko w wypadku, gdy klient ma możliwość zakupienia żądanego środka przy innym okienku. Taki wymóg dotknąłby jednak właścicieli aptek, którzy tak by musieli operować grafikiem pracowników, by zawsze przy jednym okienku był ktoś, kto sprzeda specyfik. W takiej sytuacji należałoby przewidywać, że w efekcie farmaceuci respektujący klauzulę sumienia byliby zatrudniani niechętnie, bo powodowaliby problemy z przygotowaniem grafiku. W konsekwencji katoliccy farmaceuci staliby się ofiarami własnego pomysłu.

Owszem, możliwa jest sytuacja, gdy właściciel apteki decyduje, że w jego placówce w ogóle spornych preparatów się nie sprzedaje – przy jednoczesnej zmianie prawa o obowiązku posiadania wszystkich dostępnych leków lub ich zamówienia na żądanie klienta. Z jednym zastrzeżeniem. Trzeba przypomnieć, że obecnie właściciel apteki nie musi być z wykształcenia farmaceutą. Czy więc taka osoba miałaby również prawo do skorzystania z klauzuli sumienia?

Innym wariantem wspomnianego ograniczenia stosowania klauzuli mogłoby być zalecenie mówiące, że farmaceuta może skorzystać z klauzuli sumienia, ale tylko w przypadku, gdy klient ma możliwość zakupienia żądanego środka w innej pobliskiej aptece. To z kolei wymagałoby od ustawodawcy wprowadzenia oficjalnej listy placówek, które środki antykoncepcyjne zawsze sprzedają. Takie potencjalne listy – można łatwo przewidzieć – stałyby się zarzewiem kolejnych problemów. Można sobie przecież wyobrazić, że w aptece z listy pracuje również katolik stosujący klauzulę sumienia. Tyle że placówka ma więcej okienek, w których w tym samym czasie ktoś inny może sprzedać dany środek. Czyli gdyby przed takimi placówkami doszło do pikiet obrońców życia – co też można przewidzieć – wspomniany katolicki farmaceuta byłby narażony na te same nieprzyjemności, co jego koledzy z pracy, choć wcale na to nie zasługuje.

I ostatni argument. Podany na końcu, ponieważ jest on powszechnie znany, ale jednocześnie bardzo ważny. Z recepty, którą farmaceuta dostaje od pacjenta, nie wynika, czy przepisany preparat ma służyć antykoncepcji czy jakiejś formie leczenia. A tak może się zdarzyć. Przecież te same specyfiki stosowane są często w terapiach hormonalnych. Czy aptekarz miałby prawo do przepytywania pacjenta pod tym kątem? Trudno to sobie wyobrazić. Sprawa – jak widać – jest niezwykle skomplikowana i wprowadzenie klauzuli sumienia byłoby bardzo problematyczne.

Cyniczna gra

Jest jeszcze drugie dno tej sprawy – polityczne. Z perspektywy kilku miesięcy od pojawienia się tego tematu widać, że szlachetne motywacje Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich Polski zostały wykorzystane w walce partyjnej. Poseł Jacek Żalek, wychodząc z inicjatywą stworzenia nowego prawa, nie miał za sobą poparcia większości swojej partii ani nawet jej liderów. Ci jednak cynicznie pozwolili mu na taki ruch. Inną kwestią jest to, czy sam Żalek chce coś na tym politycznie ugrać, czy też jego partia mu na to pozwala, wykorzystując szczere zaangażowanie swojego posła.

Nie miejmy jednak złudzeń. Inicjatywa posła Żalka jest ukłonem Platformy Obywatelskiej w stronę katolickiego elektoratu i sprytnym wejściem na teren tradycyjnie okupowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Warto zauważyć, że w skład Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny wchodzi 91 posłanek i posłów, z czego 85 z nich to członkowie Prawa i Sprawiedliwości, a Platforma Obywatelska ma tylko 2 przedstawicieli w tym gremium. Premier Donald Tusk – inicjując całą akcję lub ją tolerując – ociepla w ten sposób wizerunek nadszarpnięty przez sprawę likwidacji Funduszu Kościelnego oraz niefortunne wypowiedzi o tym, że jego rząd nie będzie klękał przed księżmi. Bardzo wątpliwa jest tu szczera wola doprowadzenia postulatu klauzuli sumienia dla farmaceutów do szczęśliwego finału.

Tego leku nie sprzedajemy
Konrad Sawicki

urodzony w 1974 r. – absolwent teologii, publicysta, redaktor „Więzi”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego” i Deon.pl, redaktor naczelny polskiego wydania portalu internetowego Aleteia....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze