O czym by tu napisać (2)
fot. valentin balan / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Liturgia krok po kroku

0 opinie
Wyczyść

Pisząc przed miesiącem o interesującym – moim zdaniem – przeciwstawieniu felietonu i dziennika intelektualnego (czy wewnętrznego), wspomniałem, tytułem przykładu, nadzwyczajny, skupiony Notatnik Anny Kamieńskiej. Przykładu na siłę dziennika jako formy, jako wypowiedzi intymnej. Nie wspomniałem natomiast, a może warto o tym powiedzieć, że Notatnik Anny Kamieńskiej wzbudził spore zainteresowanie w Stanach Zjednoczonych; nie wyszedł tam jeszcze w postaci książkowej, ale kilka porcji zapisków poetki ukazało się w popularnym miesięczniku „Poetry” (właśnie obchodził setną rocznicę powstania), w przekładzie Clare Cavanagh. Mówiono mi, że czytelnicy zachwycili się tą lekturą, dlatego też można mieć nadzieję, że następnym krokiem będzie publikacja książkowa.

Hermann Hesse w swej ostatniej bodaj powieści Gra szklanych paciorków uznał felietonizm – powieść stawia tezę, że żyjemy w epoce felietonowej – za jedno z większych zagrożeń zachodniej cywilizacji. Felietonizm prowadzi bowiem do wielkiego spłycenia. Felietonizm, jak susza dla rolników, jest dla pisarzy klęską nieurodzaju. Wysychają źródła, martwieją korzenie.

Być może Hesse nieco przesadził, może cywilizacja zachodnia zna zagrożenia straszliwsze niż felietonizm… Pamiętam, że gdy przed laty czytałem powieść Hessego, utwór alegoryczny, nieco podobny w zamiarze i wykonaniu do Auto da fé Eliasa Canettiego, nie bardzo chciało mi się wierzyć w grozę felietonizmu. Także i dzisiaj nie umieszczałbym tego fenomenu pośród zjawisk demonicznych, a raczej pośród rzeczy w zasadzie bladawych, anemicznych.

Felieton literacki przeżywał swoje wielkie momenty za czasów nudnej i szarej Polski Ludowej. Prostokąt na ostatniej kolumnie „Tygodnika Powszechnego” przeznaczony dla felietonów Kisiela, Stefana Kisielewskiego, jaśniał jak jedyne oświetlone okienko wewnątrz pogrążonej w ciemnościach wioski (nie chcę jednak powiedzieć, że cała reszta „Tygodnika” była nieciekawa – wcale nie). Byli też felietoniści minoderyjni, manieryczni – jak Hamilton w warszawskiej „Kulturze” (która teraz, po latach, wydaje się cieniem tylko wobec prawdziwej, paryskiej „Kultury”). Był świetny młody Pilch, też w „Tygodniku”. W czasach PRL-u dowcipny felieton był formą znakomicie dostosowaną do ogólnej sytuacji, do generalnej stagnacji ducha.

Sytuacja felietonu pomiędzy gatunkami dziennikarskimi czy literackimi przypomina nieco topografię kabaretu – wewnątrz wachlarza oferty teatralno-rozrywkowej. I rzeczywiście, historia kultury i antropologii PRL-u poświadcza, że kabarety odgrywały wtedy niezwykle istotną rolę. Prawie każde większe miasto miało swój legendarny kabaret. Piwnica Pod Baranami (na jej przedstawienia chodziłem bardzo rzadko, z powodów, których nie rozumiem) stała się dla wielu osób w Krakowie czymś znacznie więcej niż rozrywką, weekendowym wytchnieniem – stała się formą egzystencji, nieosiągalną, bo nie każdy mógł sobie pozwolić, by żyć tak, jak genialny Piotr Skrzynecki, bez etatu i bez podbijania zegara w miejscu pracy, lecz wymarzoną, idealną, w pewnym sensie absolutną. Dziś są to już ludzie starsi, ale jestem pewien, że kilka tysięcy krakowian przetrwało komunizm dzięki Piwnicy, dzięki tej znakomitej mieszance dowcipu, ironii, liryzmu, piosenki i alkoholu. Ilu osobom Kisiel, autor felietonów, pomógł przetrwać komunizm, nie wiem. Trudno to obliczyć.

Symetryczne przeciwieństwo felietonu, dziennik intymny (felieton: muszę pisać, bo zbliża się termin, dziennik: zapisuję, bo mam coś do zapisania), raczej nikomu nie pomógł niczego przetrwać – w sensie czysto pragmatycznym. Notabene, ciekawe, że dziennik intelektualny dzieli nazwę z gazetą codzienną; a jednak Dziennik Marii Dąbrowskiej i „Dziennik Bałtycki” to nie to samo… Dzienniki Jarosława Iwaszkiewicza, choć organicznie wrośnięte w karykaturalne nieco dzieje PRL-u, ukazały się za późno, by komukolwiek pomóc w przetrwaniu czegokolwiek. Owszem, pomagają każdemu czytelnikowi w inny sposób, tak jak pomaga nam każda wielka książka – chociaż nie potrafilibyśmy powiedzieć, na czym ta subtelna pomoc polega.

Czytelnicy dzienników intymnych, dzienników intelektualnych, nie stworzą nigdy partii politycznej. Gorzej, nie stworzą ani grupy nacisku, ani nawet NGO (non-governmental organization). Gdyby się spotkali, będą udawali, że się nie znają.

Sam nie prowadzę dziennika, chwalę dziennik bezinteresownie – tylko jako czytelnik. W dobrym, ciekawym dzienniku dochodzi do tego, że myśl, refleksja, obserwacja zostają jakby wpisane w kalendarz, połączone są z konkretną, bezlitosną datą i dzięki temu pokazują, kim jesteśmy: dziwnymi stworzeniami, zawieszonymi między bezczasowością krótkich chwil olśnienia i masywną historycznością naszych dni, tygodni, miesięcy i lat, naszych humorów i chorób.

O czym by tu napisać (2)
Adam Zagajewski

(ur. 21 czerwca 1945 we Lwowie – zm. 21 marca 2021 w Krakowie) – poeta, eseista, prozaik, tłumacz, przedstawiciel pokolenia Nowej Fali.Autor cyklu felietonów pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze