Nie chcemy rodzić

Nie chcemy rodzić

To zjawisko coraz częstsze. Kobiety nie chcą mieć dzieci w ogóle lub odwlekają decyzję o pierwszym dziecku i kolejnych. Przyczyny są różne. Studiowałam fora internetowe, na których dziewczyny prostolinijnie podają powody. Niekiedy za tym jawnym, kryje się inny, którego nie są do końca świadome. Sama przeszłam pewną drogę, dorastając do podwójnego macierzyństwa.

Z forum internetowego:
Nie chcę mieć dziecka, ponieważ bardzo trudno o dobrego ojca.
Nie chcę dziecka, bo boję się, że jego ojciec odejdzie.

Wszystko „na próbę”

Definicja dojrzewania człowieka wydaje się zbieżna z definicją odpowiedzialności, jakkolwiek niemodne wydaje się to słowo. I tu pojawia się problem. Na odpowiedzialność składają się decyzje, których się boimy, do których stajemy się dziś coraz bardziej niezdolni. „Nie ma miłości bez decyzyjności”, chciałoby się powiedzieć. To pewne decyzje, ich odwaga, są milowymi kamieniami naszego rozwoju.

A decyzji boimy się poniekąd słusznie. Jak zauważa o. Jacques Philippe, każda z nich stanowi o utracie wielu możliwości. Zawęża dalszą drogę, pozbawiając wielobarwnego kalejdoskopu wyborów. Wybranie jednego kierunku edukacji/zawodu pozbawia nas wszystkich innych; wybranie jednego powołania – stratę innych; wybranie mężczyzny/ kobiety oznacza zrezygnowanie ze wszystkich innych. Decyzja o macierzyństwie to utrata znacznej dozy niezależności i swobody na rzecz miłości do dziecka. Ktoś kiedyś powiedział: „Gdziekolwiek pójdę, poniosę ze sobą twój pierwszy krzyk”. Ten krzyk wiąże rodzica na zawsze. Każdy życiowy wybór ma więc w sobie coś z tracenia. Stąd lęk. A z drugiej strony każdy taki wybór uruchamia utajone potencjały, obecne w nas siły i zaangażowania, które niesłychanie dynamizują nasz rozwój i nadają mu kierunek. Nagle wiem, kim jestem i czego chcę, jakim zadaniom błogosławi Bóg i czemu się poświęcam. To niezwykle upraszcza duchowe życie człowieka.

Od 12 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Skończyliśmy studia, zbudowaliśmy dom. Zamierzamy posadzić drzewo. Potem pojedziemy na weekend do znajomych do Londynu. Zabawimy się. Żyjemy spontanicznie, jak chcemy. Stać nas na to i nic ani nikt (czyt. dziecko) nie stoi nam na przeszkodzie. Nasi znajomi też mieli ideały. Po studiach mieliśmy wspólnie otworzyć klub. Niestety, prowadzenia klubu nie udało się pogodzić z wychowywaniem dzieci. Poszli do pracy w urzędach i firmach. (…) My nie poświęciliśmy naszych pasji, a przede wszystkim siebie człowiekowi, którym jest dziecko. Uważamy, że człowieka myślącego, wykształconego stać na wiele więcej niż uczenie pięciolatka alfabetu. („Wysokie obcasy” 2006, nr 34, list do redakcji)

Fałszywy model rodziny

W wielu przypadkach za lękiem przed rodzicielstwem stoi fałszywy, przytłaczający model rodziny. Słowa, które młodzi słyszą po ślubie: „No chłopie, teraz to już smycz!”, „Młodość za tobą, czas beztroski i swobody minął”, sugerują, jakoby wraz z zawarciem małżeństwa kończyła się era radości, pasji i wolności. A narodziny dziecka to już amen w pacierzu. Niestety, obserwuję, że szczególnie chrześcijanie podatni są na samowolne krzyżowanie się małżeństwem i wchodzenie w rolę np. matki Polki (cierpiętnicy). Gdy urodził się nasz syn, popadłam w podobne urojenie. Pamiętam własne spojrzenie utkwione w dal i nostalgiczną refleksję: „Teraz to już tylko krzyż, należy

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się