Dlaczego? Biblijne podstawy katolicyzmu
Nierzadko przeżycie w wierze trudnej sytuacji może w zupełnie nieprzewidziany sposób doprowadzić do odnalezienia jakiegoś nowego początku, nowej siły, której istnienia się nie spodziewaliśmy.
Jeśli chcemy się dowiedzieć czegoś o stosunku Bożej wszechmocy do sytuacji trudnych i beznadziejnych, to koniecznie powinniśmy zacząć od określenia sensu naszego wyznania wiary w „Boga Ojca wszechmogącego”. Rozpocznę zatem od krótkiego przedstawienia nauki Kościoła na temat wszechmocy Boga.
Czym jest wszechmoc?
O wszechmocy Boga czytamy w Katechizmie Kościoła katolickiego1. Jest ona powszechna, miłująca i tajemnicza.
Jest powszechna, ponieważ Bóg jest Stwórcą i nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. My wszyscy, cały świat, w którym żyjemy, ogrom kosmosu aż po najdalsze krańce – wszystko to zostało przez Niego stworzone. Nasze wnętrze, nasze myśli i najtajniejsze uczynki są Mu znane, ponieważ ma pełen wgląd we wszystko, co powołał do istnienia. Wszechmoc jest powszechna, gdyż świat jest Bogu poddany i uległy, jest zależny od Jego woli i nic – nawet ludzkie serca – nie jest wyjęte spod tego panowania.
Wszechmoc jest też miłująca, ponieważ Bóg jest Ojcem. Kościół się upiera, że trudno zrozumieć wszechmoc bez tego uzupełnienia, a więc że wszechmoc jest ojcowska. Jest ojcowska, gdyż Bóg jest troskliwy, nieskończenie miłosierny i przebaczający. Jest ojcowska, bo nie jest samowolna i chimeryczna. Bóg Ojciec nie bawi się swoimi dziećmi, nie posługuje się ślepą przemocą i nie wykorzystuje w nikczemny i podstępny sposób swojej przewagi nad stworzeniem. Jego wszechmoc jest bowiem mądra, pełna miłości i sprawiedliwa.
Wszechmoc jest wreszcie tajemnicza, ponieważ Bóg niekiedy ukrywa przed nami swoją moc. Wydaje nam się wtedy, że Bóg jest nieobecny, bierny i słaby. I tylko dzięki wierze możemy wówczas przylgnąć do Jego wszechmocy i rozpoznać sens boskiego ukrycia i milczenia. W taki właśnie tajemniczy sposób Bóg nas odkupił, gdy przez dobrowolne uniżenie, przez przyjęcie ludzkiego słabego ciała i śmierć na krzyżu – później zaś przez triumf zmartwychwstania – zwyciężył zło.
Oto trzy cechy boskiej wszechmocy, które się nawzajem tłumaczą i uzupełniają. Nietrudno zauważyć, że sytuacje, które uważamy za bardzo trudne lub beznadziejne, wystawiają naszą wiarę na próbę, zwłaszcza w odniesieniu do pierwszej i drugiej cechy Bożej wszechmocy. Zapamiętajmy jednak szczególnie tę trzecią cechę. Ma ona bowiem pierwszoplanowe znaczenie w sytuacjach beznadziejnych.
Kiedy sytuacja staje się naprawdę beznadziejna?
Klucz do odpowiedzi znajduje się w samym słowie „beznadziejne”. Sytuacje beznadziejne to takie, w których tracimy nadzieję na to, że jesteśmy jeszcze w stanie coś zrobić. Uważamy nawet, że nie tylko my, ale nikt nie może już nic zrobić. Widzimy, że nasza moc i moc innych tam nie sięga. „Tylko Pan Bóg może pomóc” – tak potocznie się wyraża istotę sytuacji beznadziejnej. Lepiej byłoby więc nazywać takie sytuacje bardzo trudnymi niż beznadziejnymi, bo przecież ciągle wierzymy, że jest Ktoś, kto jeszcze może coś zrobić.
Może się jednak zdarzyć, że bardzo trudna sytuacja zachwieje naszą wiarą we wszechmoc i dobroć Boga. Pojawi się pytanie: Dlaczego On nie wkracza ze swoją mocą i nie rozwiązuje tego problemu, skoro mógłby to zrobić? Jeśli poddajemy się pokusie negacji wszechmocy, sytuacja staje się naprawdę beznadziejna. Gdy bowiem przestaliśmy wierzyć, że Bóg (!) może coś zmienić, to nie pozostaje nam nic innego, jak tylko stwierdzić, że wszystko jest stracone. Myślę – ufając, że nikt nie odczyta tego jako bagatelizowanie obiektywnego zła różnych trapiących nas beznadziei – umiemy czynić pewne sytuacje beznadziejnymi, chociaż, gdyby spojrzeć na nie oczami wiary, wcale takie nie są. Oczami wiary możemy bowiem zobaczyć, że w ostatecznym rozrachunku sprawiedliwość i miłosierdzie Boga zatriumfują; że to, co pozornie nie ma dobrego rozwiązania, kiedyś – jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu – je znajdzie. To wielka prawda naszej wiary, prawda, która dodawała otuchy męczennikom, niesprawiedliwie traktowanym i tym, którzy znaleźli się na skraju życiowej przepaści. Nasza wiara podpowiada nam, że możemy mówić: Bóg jest wszechmocny, a więc ostatecznie nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma sytuacji beznadziejnych, bo zawsze możemy mieć nadzieję, że jeśli nie w tym świecie, to w przyszłym Bóg znajdzie wyjście z tych wszystkich zagmatwanych historii, nieprzebaczonych win i niesprawiedliwości. Co więcej, dla tych, którzy ufają Panu, nie ma sytuacji ostatecznie beznadziejnych i na tym świecie. Zawsze bowiem, nawet w najtrudniejszym położeniu, możemy się zdobyć na wierność Bogu.
Niektórzy powiedzą, że te pocieszające słowa są sprytnym sposobem dodawania sobie otuchy tam, gdzie tej otuchy być już nie może. Ile razy to proste przekonanie chrześcijan, że – oprócz piekła – nie istnieją sytuacje ostatecznie beznadziejne, było obśmiewane jako naiwne ględzenie ludzi karmiących się iluzjami. Nie musimy teraz odpowiadać na te zarzuty, lepiej uświadomić sobie, że Kościół narodził się tylko dlatego, że Bóg pokonał sytuację beznadziejną, że pokonał śmierć i grzech w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Gdy twierdzimy, że – z wyjątkiem piekła – nie ma sytuacji ostatecznie beznadziejnych, to nie szukamy łatwej pociechy, tylko wyznajemy, że znaleźliśmy pociechę prawdziwą. Nie chcemy neutralizować czy bagatelizować trudnych sytuacji i zamykać oczu na to, że w tym świecie jest wiele beznadziei. Wydaje się, że dzięki wierze potrafimy dokładniej i precyzyjniej je zidentyfikować. Chcemy po prostu powiedzieć, że Bóg jest i będzie zwycięzcą.
Powróćmy do pokus przeciwko wierze w Bożą wszechmoc. Bardzo często nasze duchowe zmaganie będzie polegało na tym, by odkryć trzecią cechę Bożej wszechmocy, a więc jej tajemniczość. Pokusa atakuje bowiem przede wszystkim wiarę, że wszechmoc jest powszechna („ten świat nie jest Boży”) i miłująca („Bóg się o was nie troszczy”), ponieważ z tymi dwiema cechami najczęściej kojarzymy wszechmoc Boga. Wierzymy jednak, że jest ona także tajemnicza i gdy nadchodzi próba wiary we wszechmoc, Bóg najczęściej prowadzi nas tak, byśmy się zbliżyli do Niego w Jego – jak uczy Katechizm – „pozornej niemocy”. Widać to bardzo wyraźnie w wielu biblijnych historiach, spośród których trzy chciałbym teraz przypomnieć.
Przypadek proroka Eliasza
Eliasz był wierny Bogu nawet wtedy, gdy wszyscy byli niewierni. Wczujmy się w dramat jego historii. Izraelici porzucili przymierze, rozbili ołtarze, pozabijali proroków i zwrócili się ku obcemu bogu. Eliasz jest ostatnim z proroków Jahwe. Jeśli on zginie, to razem z nim zginie także jedyna prawdziwa religia. A przeciwnicy proroka ścigają go i czyhają na jego życie. Obserwując bieg wypadków, prorok dochodzi do wniosku, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia, w sytuacji beznadziejnej. Szlachetnie bierze winę na siebie, mówiąc, że „nie jest lepszy od swoich przodków” (1 Krl 19,4), ale to oczywiście w niczym nie zmienia jego położenia. Chce więc, by Bóg odebrał mu życie. Przytłacza go świadomość, że jest ostatni i w walce o Boga nikt go nie wspiera. Woli więc umrzeć, niż patrzeć na to dłużej. I wtedy wkracza anioł Pański. Przynosi mu pokarm, każe się podnieść i ruszyć w drogę. Prorok idzie „czterdzieści dni i czterdzieści nocy” (1 Krl 19,8), aby spotkać Boga na górze Horeb i doświadczyć mistycznego objawienia Boga, który odsłania się przed nim „w szmerze łagodnego powiewu” (1 Krl 19,12). Później otrzymuje od Boga zadanie. Ma namaścić królów i – co najważniejsze – namaścić swojego następcę Elizeusza. Wiara w Boga prawdziwego nie zginie.
Mamy w tej historii wszystko, co nas interesuje: sytuację beznadziejną i tajemniczość Boskiej wszechmocy. Zapytajmy więc, czym było dla proroka odkrycie tej tajemniczości? Oznaczało nowy początek, nową energię do działania, nową misję. Jeszcze niedawno wydawało się, że wszystko skończone, że Bóg pozwala złu zwyciężyć, ale zaskakująco – dzięki Bożej interwencji – wszystko się zaczyna od nowa. Nierzadko przeżycie w wierze trudnej sytuacji może w zupełnie nieprzewidziany sposób doprowadzić do odnalezienia jakiegoś nowego początku, nowej siły, której istnienia się nie spodziewaliśmy. Tak właśnie działa tajemnicza wszechmoc Boga – coś, co wydaje nam się końcem, może się przemienić w nowy początek.
Zobaczmy, jak Eliasz się zachowywał w tej beznadziejnej sytuacji, w której się znalazł. Widzimy, że trwał w wierze, chociaż otaczała go ciemność; nie porzucił wiary, choć wszystko wskazywało na to, że nie ma już ona przyszłości. Opierał się tylko na „czystej” wierze, bo wszystkie zewnętrzne podpory tej wiary zostały mu odebrane. Został sam na sam z Bogiem, zupełnie ogołocony z radości i nadziei na poprawę swojego położenia na tym świecie. Gdy spojrzymy na to, co go spotkało, z perspektywy dalszych jego czynów, to dostrzeżemy, że było to bolesne oczyszczenie jego wiary we wszechmoc Boga, był to – można powiedzieć – prawdziwy czyściec dla jego wiary. Przeżycie sytuacji beznadziejnej pozwoliło mu odkryć tajemniczą Bożą wszechmoc.
Ogień z nieba
W Ewangelii św. Łukasza (Łk 9,51–56) została zapisana scena, w której apostołowie Jan i Jakub chcą ściągnąć ogień z nieba na niegościnnych mieszkańców pewnego samarytańskiego miasteczka. Samarytanie nie chcieli przyjąć Jezusa, a więc nie tylko wykroczyli przeciwko prawu gościnności, ale nadto odcięli się od możliwości spotkania z Nim i słuchania Jego zbawczej nauki. Popełnili więc absurdalny i samobójczy grzech. Apostołowie chcą zareagować i pytają Chrystusa: „Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech spadnie ogień z nieba i pochłonie ich?” (Łk 9,54). Jezus, chociaż uczniowie posłusznie pytają o Jego wolę, jest oburzony tą propozycją, „odwróciwszy się, zgromił ich” (Łk 9,55). Co ta historia mówi o sytuacjach beznadziejnych i tajemniczości Bożej wszechmocy?
Owszem, Samarytanie sami decydują się na to, by pozostać z daleka od Zbawiciela, sami wtrącają się w sytuację beznadziejną. Dlaczego więc Jezus nie reaguje stanowczo i za sprawą swojej wszechmocy nie wybija im z głowy tego autodestrukcyjnego zachowania? Za tym pytaniem kryje się podświadoma chęć narzucenia Bożej wszechmocy takich rozwiązań, które nam odpowiadają. Czasem jakaś sytuacja wydaje nam się beznadziejna właśnie dlatego, że to my uwierzyliśmy w jedyne jej rozwiązanie i nie dopuszczamy myśli, że Bóg może widzieć wszystko zupełnie inaczej. Nie przyznać Bogu prawa do wolności, to wprowadzić się w stan, w którym będziemy mieli poczucie, że wszystkie sytuacje są beznadziejne, bo wszystkie nie idą po naszej myśli. Bóg jednak pozostaje tym, kim jest, a więc Bogiem wolnym i absolutnie suwerennym. Jeśli tego nie uszanujemy i takiego Go nie uczcimy, to – tak jak Jan i Jakub – będziemy tracić cierpliwość, a wreszcie być może zwątpimy w Jego obecność. Gdyby Jan i Jakub uznali, że wszechmoc Boga jest także tajemnicza i że Jego drogi nie są naszymi drogami, zareagowaliby z pewnością inaczej.
Warto zwrócić uwagę na jedną mądrość, którą zawiera w sobie ten tekst. Otóż jest wysoce prawdopodobne, że jeśli w obiektywnie trudnej sytuacji zapomnimy, że Boża wszechmoc jest tajemnicza, wówczas wybierzemy taki sposób zmiany tej sytuacji, który nie będzie zgodny z wolą Bożą. Jesteśmy przecież kuszeni do odpowiedzenia nienawiścią na nienawiść, obmową na obmowę, agresją na agresję. Jeśli jednak nie wpadniemy w panikę i nie będziemy odpowiadać złem na zło, to możemy doświadczyć, że obecność Boga coraz bardziej nas ogarnia, że coraz bliżej nam do Niego, że coraz lepiej rozumiemy Jego tajemnicze wszechmocne działanie. Apostołowie Jan i Jakub nie wyszli z próby wiary we wszechmoc Boga zwycięsko, ponieważ oślepiła ich złość i chęć szybkiego załatwienia sprawy, nielicząca się z Jego tajemniczą wszechmocą. Nie możemy więc zapominać, iż nierzadko to nasza ślepota sprawia, że konkretne sytuacje widzimy jako beznadziejne.
Zaparcie się Piotra
Na pewno nie muszę przypominać historii potrójnego zaparcia się Piotra. Znamy ją wszyscy bardzo dobrze. Piotr zgrzeszył ciężko i znalazł się w sytuacji, której sam nie mógł naprawić. Nie mógł zmienić biegu wypadków, nie był w stanie o własnych siłach powrócić do Jezusa. Stało się coś, co się wydawało nieodwracalne. I rzeczywiście, w grzechu – jeśli postrzegamy go tylko z punktu widzenia naszych sił – jest coś niezmiennego, coś, czego naprawienie przekracza możliwości najsilniejszych. Jednak Boża wszechmoc jest w stanie to naprawić, obiektywnie beznadziejna sytuacja może zostać przemieniona. Święty Tomasz z Akwinu napisał: „Wszechmoc Boga najlepiej objawia się w zmiłowaniu i miłosierdziu dlatego, że fakt posiadania przez Boga największej mocy ujawnia się w tym, że Bóg swobodnie odpuszcza grzechy”2.
Bóg nigdy nie chce naszego grzechu, ale gdy go popełnimy, ujawnia swoją wszechmoc w przebaczeniu. To zadziwiające stwierdzenie, które ma też ogromnie ważne konsekwencje. Mówi nam bowiem, że najbardziej beznadziejne sytuacje zdarzają się w naszym duchu. Tu potrafimy świadomie i dobrowolnie odrzucić Boga, tu się zamykamy na łaskę, tu potrafimy zaciekle nienawidzić i zazdrościć, tu lekceważymy Boże przykazania. W naszej duszy rodzą się te wszystkie grzechy, które czynią spustoszenie w nas i w innych. Jeśli nazwiemy to po imieniu, bez znieczulenia, i dostrzeżemy, że sami z siebie nie jesteśmy dość mocni, by to wszystko naprawić, wtedy odkryjemy, jak tajemnicza jest Boska wszechmoc, która okazuje nam przebaczenie.
***
Kiedy przychodzi próba wiary we wszechmoc Boga, pocieszajmy się myślą, że wszechmoc jest tajemnicza, a więc że Bóg zawsze jest z nami – ukryty i niewidoczny. Przypominajmy sobie, że próba wiary jest oczyszczeniem, że powinniśmy trwać w wierze, czekając na nowy początek, którego nadejście jest pewne. Nie bądźmy niecierpliwi jak Jakub i Jan, ale jak Eliasz oprzyjmy się na naszej wierze, która może zrozumieć, że „moc w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).
1 Por. KKK, nr 268–278.
2 ST, I, q. 25, a. 3, corp.
Oceń