Nadzieja

1.

Czym jest nadzieja? Zdarza się, że jest wszystkim. Kiedy brak wiary i miłości — i nagle dostrzega się późno, że ich brak — to pozostaje tylko ona: nadzieja. Wtedy, gdy mówię: jeśli Bóg jest… — to tylko nadzieja prowadzi mnie przez dolinę śmierci i przez samotność.

Nadzieja związana jest nierozdzielnie z życiem. Jeśli by przyjąć, że życie ma jakiś nieznany nam, specyficzny rodzaj świadomości — to należałoby stwierdzić, że działa w nim nie tylko, na poziomie fizycznym, prawo osmozy i prawo grawitacji, lecz również, na innej płaszczyźnie, prawo nadziei. To znaczy: życie powstaje i rozwija się wszędzie tam, gdzie istnieją chociażby minimalne, chociażby brzegowe warunki dla jego powstania i rozwoju. Na palonej słońcem pustyni, na obszarach wiecznych śniegów, tysiące metrów pod powierzchnią morza.

Gdy nawet minimalne warunki znikają, jak w zatrutej wodzie lub glebie — znika też życie. Lecz gdy pojawiają się znowu, można być pewnym, że prędzej lub później — i raczej prędzej niż później — pojawi się też życie. Pojawi się wszędzie tam, gdzie, mówiąc językiem ludzkiej świadomości, istnieje chociaż cień nadziei na to, że przetrwa. I wykorzysta wszystko po to, by przetrwać.

Prawo nadziei przejawia się w pierwszym prawie biologicznym: każdy względnie odosobniony system ożywiony dąży — wykorzystując do końca wszystkie dostępne mu możliwości — do zachowania siebie jako danego systemu. To znaczy, mówiąc potocznie: do końca walczy o życie.

W ludzkiej świadomości istnieje takie wyrażenie i taki stan rzeczy, jak poddanie się wtedy, gdy są jeszcze, chociaż nikłe, możliwości walki. Życie biologiczne zna śmierć — nie zna poddania się, utraty nadziei. Życie biologiczne zawsze — mówiąc ostrożnie: niemal zawsze — walczy do końca.

Prawo nadziei przejawia się również w drugim prawie dotyczącym systemów ożywionych: każdy organizm dąży — nawet w najtrudniejszych warunkach — do powielania się, do rozmnażania się, ekspansji. Nawet jeśli by sam miał zginąć wskutek tego dążenia.

Dlatego życie — w ujęciu wielu wybitnych biologów — ma tak wielką siłę: stanowi, dotychczas wymykający się badaniom, najważniejszy czynnik negentropii, czyli czynnik organizujący, przeciwstawiający się chaosowi, śmierci. Stąd dla wielkich religii świata jest oczywiste, że Bóg jest Mocą stwórczą: tworzy życie nierozdzielnie związane z nadzieją.

2.

Prawo nadziei funkcjonuje, przejawia się u człowieka w sposób znacznie bardziej złożony niż w życiu głównie biologicznym. Prawdopodobnie w sposób proporcjonalny w swojej złożoności do stopnia komplikacji ludzkiej psychiki, w której świadomość odgrywa jedną z ról głównych.

Rzadko zdajemy sobie sprawę, że względnie normalny człowiek w stanie czuwania — działa bez przerwy. Bez przerwy wykonuje różnorodne działania zewnętrzne i wewnętrzne, czyli przejawiające się tylko w myślach. Działania — to znaczy, mówiąc językiem prakseologii — świadome czynności natury zewnętrznej lub wewnętrznej, lub obu jednocześnie, zmierzające do osiągnięcia określonego celu, nie zawsze jednak wytyczonego w sposób w pełni świadomy.

Praca w biurze, laboratorium naukowym czy fabryce, w domu lub w gospodarstwie rolnym, słuchanie muzyki, zabawa, randka, zmywanie naczyń, plotki, oglądanie TV lub wideo, prowadzenie samochodu, czytanie książki, przeglądanie internetu, a także udział w nabożeństwie, medytacja i modlitwa — te tysiączne, mniej lub bardziej poważne świadomie wykonywane czynności oparte są na nadziei, że za ich pomocą osiągnie się zamierzony rezultat lub przynajmniej część zamierzonego rezultatu. A także na nadziei, że jest jakiś sens, aby rezultat ten osiągnąć.

Gdy nadzieja ta, z różnych zresztą powodów, znika, gdy na przykład ogarnia człowieka depresja, gdy nie jest w stanie podjąć niemal żadnej decyzji — to nie podejmuje też niemal żadnej czynności, niemal żadnych działań. Niemal żadnych — bo jakaś iskra nadziei, jeśli nie wkracza poważna choroba psychiczna, jednak w człowieku pozostaje, chociażby na granicy jego świadomości.

Tak, jak życie biologiczne jest nierozdzielnie związane z nadzieją, tak też świadome życie człowieka, jego świadome życie psychiczne, jest również z nadzieją nierozdzielnie związane. W nim również panuje prawo nadziei — z tym, że jest ono stopniowalne. Może być nadzieja zaledwie progowa, taka, która pozwala jedynie na podjęcie z trudem i wahaniem jakiegoś działania, a może być też nadzieja silna — i wtedy działanie podejmowane jest szybko, z zapałem.

Wtedy jednak, nie ma żadnej nadziei, gdy człowiek nie odczuwa, nie widzi żadnej nadziei, a tu już należałoby także mówić o odczuwanym braku sensu podejmowanych działań — świadomość rozpada się. Nie może ona bowiem istnieć — chyba że wkracza się w nirwanę — bez działania.

To ostatnie twierdzenie jest oczywiste. Można się jedynie dziwić, że tak często umyka naszej uwadze. Nie zawsze też brane jest ono pod uwagę nawet w procesie leczenia poważnych zaburzeń psychicznych, których jedną z istotnych przyczyn jest brak nadziei związanej bądź z samym działaniem, zwłaszcza przy niskiej ocenie własnej — bądź z sensem działania.

3.

Roślina lub zwierzę nie pyta o sens swojego istnienia i wykonywanych czynności. Człowiek — tak. Obecnie co prawda zdarza się coraz częściej, że świadomość człowieka tak szczelnie wypełniona jest technologią, a raczej korzystaniem z rozwiniętej technologii, że również człowiek przestaje pytać o sens swojego istnienia i działania. A zatem pod tym względem, najbardziej ludzkim, świadomie przestaje być człowiekiem.

Nie znaczy to jednak, że tego pytania w nim nie ma: poza jego codzienną świadomością lub na granicy jego codziennej świadomości. Dokładniej: to pytanie zadaje inna warstwa świadomości w człowieku, ta, która związana jest ze sferą duchową. I może ona być przez pewien czas zagłuszana, może być usuwana w cień — lecz to nie znaczy, że przestaje ona istnieć, że przestaje zadawać to właśnie pytanie, które jest tak istotne dla dalszych losów człowieka na ziemi.

Pytanie o sens życia jest, w ostatecznym rezultacie — dla olbrzymiej większości ludzi nie będących filozofami — pytaniem o Boga. Jest jednak pytaniem nie tylko o istnienie i działanie Boga, który nadaje sens całemu życiu ludzkiemu, lecz również pytaniem o życie ducha będącego w człowieku, o ducha, który — każde słowo będzie tu przenośnią — jest odblaskiem Boga. Jest pytaniem o to, czy duch będący w człowieku przejdzie przez śmierć, czy nie przejdzie?

Na tak rzeczowo postawione pytanie, a wielu ludzi tak je obecnie stawia, świadomie lub częściowo świadomie, Pismo Święte odpowiada: miłość przekracza śmierć. To znaczy: Bóg, który jest Stwórcą życia nierozdzielnie związanego z nadzieją, i Stwórcą człowieka, który nie może żyć bez nadziei, jest Bogiem miłości przekraczającej śmierć. Czyli nadziei największej.

I jeśli duch w człowieku połączony jest z Duchem Bożym — nawet jeśli połączenie to dokonuje się w ostatniej godzinie życia — taką miłością, która ogarnia całą świadomość, stając się miłością nie tylko do Boga, lecz również do ludzi, to może mieć nadzieję graniczącą niemal z pewnością, że przekroczy śmierć. Zmartwychwstanie. Tak, jak zmartwychwstał Chrystus. Dlatego On jest naszą nadzieją. Taką, która „zawieść nie może” (Rz 5,5).

4.

Najtrudniej mieć nadzieję wbrew nadziei. Tę, o której mówi dawne, łacińskie powiedzenie: contra spem spero.

Tego rodzaju nadzieja wbrew nadziei występuje między innymi wtedy, gdy dotyczy ona — zwłaszcza współcześnie — kierunku zmian, które zachodzą w otaczającym nas świecie. Pragniemy bowiem mieć nadzieję, że zmiany zachodzące w ludzkim świecie doprowadzą do przewagi prawdy nad fałszem, miłości nad egoizmem i obojętnością, uczciwości nad nieuczciwością, mądrości nad przemocą. W sumie: pragniemy mieć nadzieję, że zachodzące w ludzkim świecie zmiany będą sprzyjały nie tylko materialnemu rozwojowi człowieka, lecz duchowemu również.

Jeśli migające obrazki w telewizorze i stronice gazet mówią nam, że wcale nie jest tak, lecz jest inaczej — zaczynamy się gubić. Środki przekazu bowiem kreślą taki obraz świata, w którym o przyszłości myśleć trudno, a żyć można tylko chwilą: za dużo w nim broni nuklearnej, za dużo żądzy zysku, przemocy i wciąż prowadzonych wojen, za dużo handlu bronią, fałszu i cynizmu, za dużo nędzy — za dużo, po prostu, struktur grzechu. Jan Paweł II mówi o tym wyraźnie zarówno w encyklice Sollicitudo rei socialis, jak też w wielu przemówieniach i homiliach wygłaszanych w ciągu dwudziestu lat swojego Pontyfikatu.

Zdanie sobie sprawy ze zła istniejącego na świecie nie jest jednak dostatecznym powodem do utraty nadziei dotyczącej dalszego toku zdarzeń. Nie jest również powodem do utraty nadziei fakt, że, jak pisze Jan Paweł II, „żyjemy w epoce gigantycznego postępu materialnego i nieznanej przedtem negacji Boga”.

Świadomość ludzi dążących do absurdu, czyli do utworzenia Królestwa Bożego na ziemi, lecz bez Boga — jest, jak się wydaje, hermetyczna, zamknięta. Nie jest w stanie przyjąć wniosku wynikającego z logiki myślenia opartego na rzeczowych przesłankach. Wniosku stwierdzającego, że droga do tego rodzaju absurdu prowadzi w sposób nieunikniony — tak, jak prowadziła już poprzednio — do bramy z napisem: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. W Boskiej komedii Dantego jest to brama Piekła.

Jak dotychczas ludzie zatrzymali się przed tą bramą, a ci, którzy mają bystrzejszy wzrok, dostrzegają coraz wyraźniej wyryty na niej napis. I zaczynają zdawać sobie sprawę, że utrata nadziei dla człowieka to jest śmierć.

Jeśli rzeczywiście pokładamy nadzieję w Panu, jeśli On jest naszą nadzieją — to wtedy widzimy rzeczywistość świata inaczej, niż widzi ją i podaje nam do wierzenia większość środków masowego przekazu. Wtedy widzimy w niej nie tylko to, co nadzieję utrudnia, lecz również to, co pozwala mieć właśnie nadzieję wbrew nadziei.

Paradoksalnie z pozoru łatwiej ją mieć i mocniejszą jest wtedy, gdy świadomość człowieka obejmuje tak szeroki zakres, iż dostrzega, że nie jest ważne zwycięstwo czy porażka — ważna jest droga.

Wtedy, gdy człowiek, zdaje sobie sprawę, że niezależnie od stanu rzeczy na tym świecie jest zawsze w drodze — jego nadzieja zakotwiczona jest w tym, z czego czerpie swoją moc: w Duchu, życiu wiecznym, przekraczającym granice ludzkiego pojmowania.

Nadzieja
Jarosław Rudniański

(ur. 1 lipca 1921 r. w Warszawie – zm. 18 kwietnia 2008 r.) – Jarosław Henryk Rudniański, polski filozof, psycholog, prakseolog, prof. Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. W czasie II wojny światowej więzień gułagu, a nas...