Pracownica – matka – żona

Pracownica – matka – żona

Za każdym razem, kiedy przychodzi mi odpowiadać na pytanie o sytuację kobiet w naszym kraju, o zmiany w niej zachodzące, etc., zastanawiam się zaraz, czy istnieją przesłanki, które przemawiałyby za osobnym opisywaniem egzystencji kobiet? Czyż przyjęcie takiego założenia nie wywołuje, podświadomego przynajmniej, wrażenia, iż życie kobiet biegnie poza głównym nurtem społecznego świata?

Rzeczywistość społeczna jest jedna, wspólna kobietom, mężczyznom i dzieciom, ludziom starym i młodym. To oczywiste stwierdzenie nie zawsze oznaczało i wciąż nie zawsze oznacza jednakże, że każda z wymienionych grup jest równorzędnym uczestnikiem życia społecznego. Jeśli zaś chodzi o kobiety, to trzeba przypomnieć — choć zakrawa to na banał — że nieustająco przez stulecia powraca pytanie nie tylko o ich miejsce i prawa w obrębie ludzkich społeczeństw, ale nawet o ich człowieczeństwo. Dwadzieścia lat temu ojciec Jacek Salij właśnie na łamach „W drodze” przypominał pochodzące z wczesnego średniowiecza słowa św. Grzegorza z Tours: „Powstał na tym synodzie jeden z biskupów, który powiedział, że kobiety nie można nazywać homo. Lecz przekonany przez biskupów uspokoił się jednak. Święta księga Starego Testamentu uczy bowiem, że kiedy na początku Bóg stworzył człowieka powiedział: «Mężczyzną i niewiastą stworzył ich i dał im nazwę Adam, to znaczy człowiek ziemski». A więc oboje nazwał człowiekiem (homo), zarówno niewiastę jak męża. […] Podano i liczne inne przekonywające świadectwa, tak że sprawa ustała”.

Od wieków wszakże nie ustaje, powtórzmy, pytanie o społeczną sytuację kobiet, ich tożsamość, o ich prawa i obowiązki, o ich relacje z mężczyznami. Nasze stulecie wydaje się być szczególnie w tej kwestii znaczące, a zwłaszcza ćwierćwiecze, o które zadaje dzisiaj pytanie redakcja „W drodze”, przyniosło przeobrażenia, nad którymi warto się zastanowić. Zacząć należałoby od przypomnienia, może nie zawsze dostatecznie zauważanej kwestii, że w tym okresie przemiany w sytuacji polskich kobiet różniły się w swej postaci i przebiegu od nurtu rewolucji feministycznej, jaka od początku lat sześćdziesiątych rozpoczęła się w demokratycznych krajach świata zachodniego. Była to tam wówczas autentyczna rewolucja socjalna, która doprowadziła do objęcia kobiet prawami, które do tego czasu — jeżeli nie de jure, to na pewno de facto — w większości przysługiwały tylko mężczyznom. W rezultacie kobiety na Zachodzie uzyskały pełne i równe prawa tak do edukacji i wejścia na rynek pracy, jak i do uczestnictwa w życiu publicznym i politycznym. Zapewniły sobie również ustawowe gwarancje osłony socjalnej dla swych funkcji macierzyńskich. Były to fundamentalne zmiany, które w ostatnich kilkudziesięciu latach przeobraziły znacząco zachodnie społeczeństwa, wzmacniane dodatkowo przez mający tam wówczas miejsce rozwój gospodarczy i technologiczny. Są to, w mojej ocenie, przemiany bezwzględnie pozytywne, wielkim cieniem rewolucji feministycznej drugiej połowy naszego stulecia jest natomiast upowszechnienie legalnych aborcji.

Wracając zaś do sytuacji polskiej, nie można nie zauważyć, że w tym samym czasie, kiedy na Zachodzie ruch feministyczny upominał się o wymienione wyżej prawa, polskie kobiety miały je już od lat przyznane przez komunistyczne władze, zapisane w konstytucji PRL i potwierdzone przez inne ustawy oraz rozporządzenia. Kobiety w komunistycznej Polsce niemal powszechnie pracowały, należały do organizacji politycznych i społecznych, mogły korzystać ze żłobków, przedszkoli i świetlic, kolonii i wczasów, przysługiwały im nieodpłatna opieka medyczna oraz najróżniejsze zasiłki i dotacje, a w latach 70. mogły już korzystać z kilkuletnich urlopów wychowawczych. Czy był to zatem raj dla kobiet? Wiadomo, że nie, Polska jednak mogła się nim wydawać, np. w oczach nie mających pojęcia o realiach codziennego życia w socjalizmie, zachodnich działaczek kobiecych, tym bardziej, że dla wielu z nich jednym z podstawowych celów działania była dostępność do aborcji i środków antykoncepcyjnych, co w komunistycznej Polsce było legalne i w pełni dostępne.

Mylące byłoby jednakże stwierdzenie, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza jedynie warunki ekonomiczne różnić by miały sytuację, w jakiej znajdowały się polskie kobiety, od kondycji kobiet w krajach zachodnich. Oczywiście najbardziej charakterystyczną i najbardziej dotkliwą cechą życia kobiet w Polsce były nie kończące się kolejki (przede wszystkim po żywność, ale przecież długie lata stało się również po produkty przemysłowe, po meble i buty tak samo jak po papier toaletowy). Ponadto doskwierał brak udogodnień w pracy, w domu; robot kuchenny czy pralka były to trudno osiągalne luksusy. Obowiązki domowe stanowiły drugi etat każdej niemal kobiety, a mężczyźni nieczęsto w nich uczestniczyli. Socjalistyczny niedostatek był też przyczyną wyjazdów zarobkowych za granicę, a podejmowali je głównie mężczyźni. Zdarzało się, że taka rozłąka wywoływała kryzys, a nawet rozpad rodziny.

Czy tego typu ciężkie doświadczenia mogły być rekompensowane przez łatwość zatrudnienia czy wyżej wspomniane żłobki, przedszkola, wczasy, etc.? Powiedzieć wypada, że tak nie było. Po pierwsze, owe przywileje były iluzoryczne w oczach tych kobiet, które dostrzegały w swej sytuacji przede wszystkim brak możliwości osobistego wyboru między aktywnością zawodową a prowadzeniem domu. Ich praca poza domem była jednak niezbędna dla ekonomicznego przetrwania rodzin, także z tego powodu, że w socjalistycznym państwie redystrybucja dóbr i usług odbywała się poprzez ich „rozdzielnictwo” czy „rozdawnictwo” w zakładach pracy. Istniała jednak w praktyce duża niewspółmierność między zarobkami kobiet i mężczyzn, zdecydowanie na niekorzyść kobiet. Praca w sfeminizowanych zawodach była nie tylko najgorzej opłacana, ale i nisko ceniona społecznie. W tym wypadku budowa gospodarki rynkowej w naszym kraju wywołuje zmiany, dzięki którym prestiż zawodowy kobiet zależeć może w coraz większym stopniu od ich wykształcenia, umiejętności i wkładu pracy. Wystarczy porównać pozycję zawodową np. księgowej w socjalistycznym biurze ze znaczeniem, jakie posiada ona obecnie, będąc zatrudniona w działającym na rynku przedsiębiorstwie.

Z drugiej strony, faktem jest, że wiele kobiet (zwłaszcza z niższym wykształceniem) staje dziś przed sytuacją, że są „wypychane” z rynku pracy i coraz częściej i dłużej pozostają bezrobotne niż mężczyźni. Ze względu na konieczność godzenia pracy zawodowej z obowiązkami domowymi zmuszane są nieraz do podejmowania pracy zarobkowej źle opłacanej, niezgodnej nierzadko z ich kwalifikacjami i aspiracjami. Inna sprawa, że jest to zjawisko ogólnoświatowe, określane terminem „feminizacja biedy”, szczególnie bolesne w sytuacji, kiedy kobieta samotnie utrzymuje rodzinę.

Badania socjologiczne z ostatnich lat wskazują jednak, że polskie kobiety w większości pracują, gdyż chcą pracować i nie zrezygnowałyby z pracy zawodowej, nawet gdyby miały ku temu szanse. Cenna jest bowiem dla nich możliwość wejścia w szersze środowisko społeczne i — jak się okazuje — również poczucie wyższej pozycji w rodzinie, jakie daje im pewna niezależność finansowa. Jest to chyba tendencja nieodwracalna, która zarazem nie prowadzi do wycofania się polskich kobiet z życia rodzinnego. Bardzo silnie tkwią one w środowisku domowym i w pełni akceptują fakt, że odpowiedzialność za dom, jak i związane z tym obowiązki są im przede wszystkim przypisane. Jak ukazują badania, dla polskich kobiet rola matki jest niezwykle ważna oraz — że są one gotowe przerwać pracę zawodową na okres opieki nad małymi dziećmi. Cenią sobie też warunki, w których taką przerwę mogą zaplanować i zrealizować.

Ciekawe, że mężczyźni w Polsce coraz powszechniej akceptują tak pracę zawodową kobiet, jak i ich dominującą rolę w domu. Jednak tylko w rodzinach najwyżej wykształconych i o najwyższym statusie zawodowym mężczyźni w większym niż kiedyś zakresie uczestniczą w pracach domowych oraz wychowywaniu dzieci. Przeważnie zadania te wykonują tradycyjnie matki, żony i córki. Obecne obciążenie kobiet obowiązkami domowymi nie zmniejsza się zatem w porównaniu do okresów minionych.

Obserwujemy natomiast duże zmiany w odniesieniu do sytuacji kobiet, ocenianej w kategoriach prestiżu społecznego oraz ich udziału w strukturach decyzyjnych i wykonawczych państwa.

W PRL kobietom przypisane były w zasadzie wyłącznie drugorzędne, jeśli nie wręcz podrzędne, role i funkcje. Świat komunistycznej władzy był równie nieprzenikalny dla kobiet jak świat kapitalistycznych korporacji z czasów sprzed rewolucji feministycznej. W demokratycznej Polsce lat 90. sytuacja ta uległa zmianie. Rzecz zaś nie dotyczy liczby posłanek i senatorek czy kobiet na ministerialnych stanowiskach. W tej sprawie zresztą stale podnoszą się głosy, iż jest ich stanowczo zbyt mało, co powoduje niepełną reprezentatywność organów państwowych względem całości społeczeństwa. Opinie takie, jak się wydaje, nie są pozbawione słuszności, lecz często nie uwzględniają one faktu, że kobiety są także powszechnie obecne na rozmaitych innych szczeblach władzy, odkąd tylko zostało to im umożliwione przez proces budowy demokratycznego i zdecentralizowanego państwa.

Zwłaszcza samorządy lokalne stanowią widoczny przykład, jak demokratyczny system polityczny wspomaga udział kobiet w życiu publicznym. Są dziś one w bardzo wielu miejscach radnymi, wójtami, burmistrzami, kierują ważnymi urzędami i agendami państwowymi. Jest to rzeczywiście głęboka zmiana w porównaniu do czasów PRL, kiedy jedyną autentyczną formą uczestnictwa w oficjalnych strukturach władzy, dostępną dla większości kobiet, była „trójka klasowa”, ewentualnie Komitet Rodzicielski w szkole. Pozostawała jeszcze aktywność opozycyjna i kościelna. W pierwszy typ działalności zaangażowana była znaczna część społeczeństwa, więc i kobiet nie mogło być tam zbyt dużo, natomiast w Kościele wiele z nich mogło znaleźć ujście dla swej pasji społecznej, potrzeby uczestnictwa i zaangażowania. Tradycyjna dla polskiej historii głęboka obecność kobiet w Kościele kiedyś realizowana była między innymi poprzez szeroką sieć katolickich organizacji kobiecych. Ponieważ ich istnienie za czasów komunistycznych zostało w zasadzie całkowicie zlikwidowane, a dorobek zniszczony, współcześnie pojawiła się potrzeba, a nawet konieczność nowego zdefiniowania miejsca i form działania kobiet w polskim Kościele. Rozwijające się w ciągu ostatnich dwudziestu lat ruchy kościelne znalazły wśród kobiet szeroki oddźwięk.

W demokratycznej Polsce jawi się jednak potrzeba i innych form działalności np. w postaci różnego rodzaju stowarzyszeń, aczkolwiek nie ma, jak się wydaje, palącej konieczności tworzenia odrębnych organizacji kobiecych. Ważne jest i to, że obecnie na większości pól społecznej aktywności kobiety mogą już angażować się na równi i wspólnie z mężczyznami. Dodać tu należy, że historia naszego kraju nie znała w takim stopniu ubezwłasnowolnienia kobiet — tak prawnego, jak i obyczajowego — jaki pojawiał się w innych krajach europejskich, obfitując za to w przykłady zaangażowania kobiet w życie publiczne. Dzisiaj powinno się je przypominać, także w odpowiedzi na niezwykle ważne wezwanie Jana Pawła II do tworzenia nowego feminizmu.

Taką refleksję warto jeszcze uzupełnić znajomością sposobów i efektów działalności społecznej kobiet w świecie zachodnim. Zbyt często spotykamy się z karykaturalnym tego opisem i oceną, natomiast rzetelna wiedza na ten temat może być bardzo przydatna w demokratycznej Polsce. Dla całości życia społecznego korzystne byłoby poznanie i aplikacja form działania na rynku pracy i w życiu publicznym, a także — w obliczu takich dramatycznych problemów społecznych, jak uprzedmiotowienie kobiet w reklamie, pornografii, prostytucji czy przemoc w rodzinie.

Sądzę zaś, że z naszej strony możemy podzielić się tą wielką wartością, jaką jest mocno zakorzeniona i głęboko przeżywana rodzinność polskich kobiet, jak również i nasze doświadczenie (choć nieraz wręcz karkołomne) — jak godzić rolę pracownicy — matki — żony.

Pracownica – matka – żona
Inka Słodkowska

urodzona 26 listopada 1956 r. w Warszawie –  Irena Anna Słodkowska, polska socjolożka i publicystka, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN.W pracy naukowej specjalizuje...