Chrystusa zamieszkałego portret pośpieszny

Chrystusa zamieszkałego portret pośpieszny

Dążenie w kierunku III tysiąclecia może stać się dryfowaniem lub ucieczką w nieokreślone złudzenia. Przypomina to czasem żywienie się mitami wyrosłymi z pomieszania nadziei i bezsilności wobec nieubłaganego faktu upływu czasu. A wielu odnosi wrażenie, że historia spycha nas na krawędź jakiejś przepaści. Możliwość ewentualnego hamowania zaprawiona jest realną groźbą wpadnięcia w poślizg. Przy końcu tysiąclecia, w czas zaprawiony apokaliptycznymi lękami, w czas poślizgu, mocno trzeba osadzić myślenie w Chrystusie. Trzeba nam przede wszystkim przybliżyć Boga, pokazać, że razem z nami przemierza tę historię, że żyje w bezpośredniej bliskości. Nie trzeba wiele: wystarczy zobaczyć, mocno się oprzeć na ramieniu Pana i razem z Nim wejść w inny czas.

Chrześcijaństwo jest religią, która ma nieprawdopodobną siłę wcielania. W zasadzie jest to główne odniesienie, które czyni ją nadzwyczaj konkretną i skuteczną. Można by rzec, że to wszystko, co jest godne zbawienia, dostępuje tajemnicy wcielenia. Bóg się wciela w czas, historię, człowieka, w rzeczy. Wszystko zostaje ogarnięte Jego miłością i wszystkiego dotyka Jego plan. Dotyka i przemienia. I nie ma już powrotu: dzieje się Chrystus. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Człowiek czasem ma wiele trudności, by odsłonić tę nieprawdopodobną bliskość Pana; nieprawdopodobnie zaskakującą, a nawet zatrważającą. Kategorię wcielenia potrzeba nam w taki sposób przybliżyć, by przybliżyć Boga. Chrystus jest nieprawdopodobnie blisko. Można wyodrębnić trzy obecności, trzy kategorie bezpośredniej bliskości: ascensyjną (ascensio — wniebowstąpienie), sakramentalną, antropologiczną.

Zamieszkiwanie Chrystusa w niebie

Dominującym kluczem w obecnym teologicznym myśleniu jest dwumian: wcielenie-pascha Chrystusa. Przejście przez drogę paschalną, tj. śmierć zmartwychwstanie z Jezusem, tkwi u podstaw inicjacji chrześcijańskiej i stanowi treść chrztu św. W nim jest źródło życia Bożego, nasienie nadprzyrodzonego przeznaczenia. Ale wydaje się, że nie można tylko tkwić u źródeł. Fascynacja źródłem nie pozwala doświadczyć piętrzących się mas wody i wchłonięcia w Ocean. Poza tym wyciska to na teologicznym myśleniu historyczne piętno, wyciska, ale zarazem spycha je w historię. Wcielenie i zmartwychwstanie Chrystusa rzeczywiście są zanurzone w historii. Na takim fundamencie zbudowano myślenie chrystologiczne. Potrzeba nam je wyprowadzić ku teraźniejszości i przyszłości. W takim kontekście powstaje pytanie: jaki Chrystus przychodzi do nas dziś, w eucharystycznym teraz, jaki Chrystus działa w czasie dzisiejszym? Można powiedzieć, że Chrystus wcielony i zmartwychwstały, ale jednocześnie i przede wszystkim jest On dostępny jako Ten-który-wstąpił-do-nieba. Jest to Chrystusowe teraz. Jako Ten-który-wstąpił-do-nieba zstępuje w Eucharystię i właśnie taki ogarnia całe człowiecze dziś. Można powiedzieć, że dzięki wniebowstąpieniu wcielenie i zmartwychwstanie może trwać i być obecne dziś. Spełnia rolę utrwalenia zbawienia, utrwalenia łaski. Tę trwałą obecność można by nazwać obecnością ascensyjną.

Chrystus znika wobec Apostołów w obłoku. W tym samym obłoku zwanym Szekina, który jest znakiem obecności Boga. Odchodzi, by być obecnym. „Ja jestem z wami… aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Triumfalny marsz do nieba stał się intronizacją obecności Obrońcy i Zbawcy. Pozorne pozostawienie uczniów i formującego się Kościoła jest w istocie utwierdzeniem przebywania pośród nich. Historia ciała Chrystusa rozwija się w historię CIAŁA Chrystusa. Cielesne doznało niejako przedłużenia w Boga. Historia wcielenia Pana rozwija się w historię Ducha posyłanego.

To, co się dokonało we wniebowstąpieniu, jest przeniesieniem „wcielenia” w inny wymiar. Wniebowzięcie cielesnego pozwala patrzeć na ciało w zupełnie nowy sposób. Gdy dla człowieka ciało jest domeną słabości, przestrzenią grzechu, upadania, uwięzienia, we wniebowzięciu, w Chrystusie przepojone zostaje wyrazistością boskiej mocy. Dopiero człowiek wpatrzony we wniebowzięcie, zdolny jest do świętowania ciała. Cielesne doświadcza absolutnego ogarnięcia, otrzymało ostateczną pieczęć boskości. Jest ono źródłem i zasadą stałego nawracania cielesnego do Pana. O ile dobrze prześledzimy teksty Objawienia, to właśnie ciało człowieka ma doznać zbawienia, gdyż oczekujemy odkupienia ciała (por. Rz 8,23). O ile wcielenie jest drogą Boga do człowieka, tak wniebowstąpienie jest drogą człowieka do Boga. Tu ludzkie i cielesne podąża ku pełni. Wniebowstąpienie ustala niejako kierunek dla naszej wiary i nadziei czy też miłości i sposób wynoszenia ich do Ojca.

Wniebowstąpienie winno stać się punktem wyjścia w teologii. Jego tajemnicą jest wyniesienie tego wszystkiego, co ludzkie (w Chrystusie) przed Boga. Umożliwia to dostrzeganie spraw człowieka z punktu widzenia osiągniętego celu, spełnienia. Przemiana sposobu istnienia Chrystusa ziemskiego na uwielbionego może być kluczem do myślenia, zgodnie z logiką tej prawdy. Wszystko, co Chrystus przynosi, jest uwielbione i dokonuje uwielbienia człowieka. Wniebowstąpienie, jak pieśń o powrocie do domu Ojca, stanowi zwieńczenie losu i przeznaczenia wszystkich dróg człowieczych i dróg Boga do człowieka. Ono, jak potężne uderzenie w dzieje stworzenia, otwiera bramy wieczności szczęśliwej. Chrystus tak wywyższony, przyciąga wszystko jako współistotny. Z perspektywy nieba włada czasem i stworzeniem.

Ascensyjność myślenia o Bogu, ascensyjność teologii odsłania jej ruch wstępujący jakby na drabinę Jakubową. Teologia staje się wyrazem aktualnego Chrystusa, sięga i odwołuje się wprost do Niego i takiego zaprasza do historii człowieka. Teologia winna być zaproszeniem Boga w dzieje człowieka, a nie jakimś wyjaśnianiem Boga. Winna ogarniać tęsknoty człowiecze za Panem, być itinerarium do Niego. Wpatrzona w niebo, przywołuje Go na ziemię. Teologia co prawda jest skupieniem wokół Boga, ale skupieniem, które nie angażuje.

W perspektywie wniebowstąpienia nowych barw nabiera konsekracja i życie zakonne. Konsekracja staje się nie tyle pamięcią i naśladowaniem Pana, żywego w historiach ewangelicznych, do czego odwołuje się tradycyjnie teologia konsekracji zakonnej, ale skupia się na pamięci wstępującej do nieba, na pamięci celu. Pamięć ta przypomina, że wszystko to, co zostało powierzone człowiekowi w akcie stworzenia, winno doznać ocalenia, zbawienia. Tak jak w Chrystusie, w konsekrowanym stworzenie ma doznać wyniesienia. Dopiero w światłach wniebowstąpienia można wydobyć dramat stworzenia oczekującego na objawienie się synów bożych, synów ocalenia (por. Rz 8,19). Konsekracja sama w sobie odwołuje się do pełni czasu, do ukoronowania historii, do paruzji, kiedy to tajemnica ascensyjna dosięgnie, obejmie i przeniknie dzieło stworzenia. Dzięki temu jest ona świętowaniem zaślubin stworzenia z Bogiem, świętowaniem jego wyniesienia do nieba, na prawicę Ojca (w Chrystusie). „Tam, gdzie Ja jestem, będzie i mój sługa” (J 12,26).

Konsekrowany przemierza drogę wniebowzięcia Maryi, tajemnicy, w której nowe stworzenie osiąga swój kres i pełnię chwały, królując. Razem z Nią włączony w pełnię łaski, w przestrzeń Jej niepokalania, wznosi się w powolnym budowaniu tego, co Boże.

Tajemnica ascensyjna sięga ziemi, powszedniości i zaprawia ją boskością. Dzięki temu Bóg może być Bogiem powszednim, Bogiem ludzkiej codzienności. Ten, który wstąpił do nieba, zupełnie dobrze zadomowił się na ziemi, bo …zamieszkał między nami. Przyjrzyjmy się temu.

Zamieszkiwanie Chrystusa w materii

W Eucharystii jesteśmy świadkami każdorazowego przyjścia Pana i rzeczywistej Jego obecności. Każdorazowo poprzez moc słów konsekracji w białej hostii uobecniany jest prawdziwy Chrystus. Jedna sprawa warta jest uwagi: Chrystus w Eucharystii sakramentalnie staje się w rzeczy! Tak jak kiedyś stał się człowiekiem, w taki sam sposób „staje się” kawałkiem chleba, hostią. Poprawność myślenia o rzeczywistej obecności Pana w hostii nie pozwala na inne określenie: to bezpośredniość Chrystusa w materii. Eucharystia jest więc konsekracją, przebóstwieniem materii, jest świętowaniem materii. Bóg nie jest całą rzeczywistością materialną, ale staje się, jako prawdziwy Bóg, jej częścią w Eucharystii. Sakramentalnie przemienia część materii w siebie. Tak samo jak w zjednoczeniu z człowiekiem, w człowieczej materii wyciska boską formę, odzwierciedla się w nim i przebóstwia go, i tak zachowując prawdę o materii, przemienia ją w Siebie. Widzimy, że Bóg nie pozwala się w swej miłości zatrzymać, przemierza do końca wszystko, co stworzył i wciela się, a raczej w samej Eucharystii, urzeczawia się. Dosłowność obecności każe nam myśleć o tym, że również ziemia potrafi być święta świętością Boga, już nie na zasadzie epifanii, jak np. u Mojżesza, który dowiaduje się, że ziemia jest święta, ale zostaje przebóstwiona bezpośrednio. Mamy do czynienia z sakramentalną obecnością, bezpośrednią przemianą. Materia doznaje najwyższej, niewymownej, bezpośredniej, a jednak zasłoniętej jedności z Bogiem. Podobnie jak człowiek zostaje ona przeobrażona w hostii w Boga, na zasadzie konsekrujących ją słów kapłana i uczestniczy w tajemniczy, sakramentalny sposób w Jego istocie. To urzeczowienie Boga winno przekonywać o Jego bezpośredniej, dotykalnej obecności.

W Eucharystii Ciało i Krew, w postaciach chleba i wina — zostało urzeczowione. To wyrażenie „postać”, a właściwie „pod postacią” jest wszystkim, co możemy powiedzieć. Obyśmy nie mieli odwagi powiedzieć więcej! Bóg istnieje pod postacią materii (hostii). Materia więc w tej sytuacji, zgodnie z nauką o Eucharystii, nosi dosłownie wszystkie Jej cechy. Istnienie Boga w materii, dzięki Eucharystii, jest więc czymś niepodważalnym. Materia staje się pamięcią Boga, bo wypowiedziane słowa: to czyńcie na moją pamiątkę, były wprowadzeniem materii chleba i wina w ścisły związek ze zbawieniem człowieka. Eucharystia nie jest tylko obecnością wcielenia Chrystusa (Ciało i Krew), poprzez nie jest bezpośrednio związana z całą prawdą o Bóstwie w unii hipostatycznej. Bóg przychodzi do człowieka w bezpośredniości materii. Ziemia, która może dać kłos i hostię, i moce natury, w których zawarta jest moc wzrostu, zostają ogarnięte tą samą tajemnicą i tą samą mocą miłości Boga wszechobecnego.

Nie można nigdy nadziwić się tajemnicy Eucharystii, gdyż na stole ofiarnym pojawia się to wszystko, w co wierzymy, co miłujemy. Pojawia się nasza wiara i nadzieja, nasze zbawienie. Pojawia się Chrystus zasłonięty materią. W Eucharystii Bóg staje się bezpośrednio osiągalny, czytelny, obecny. W Eucharystii można dotknąć tego wszystkiego, kim Bóg jest, dotknąć Jego doskonałości i miłości. Co więcej, można to przyjąć, przyjmując Pana. Przyjęta materia Eucharystii formuje materię naszego człowieczeństwa.

Zamieszkiwanie Chrystusa w człowieku

Św. Jan od Krzyża wskazuje na trzy sposoby obecności Boga w człowieku: z tytułu aktu stwórczego, poprzez łaskę uświęcającą, w zjednoczeniu przemieniającym (por. 2 księga Drogi na Górę Karmel 5,2-3). Obecność Boga stwarzającego, napełniającego człowieka swym tchnieniem, ruah, Boga miłującego to, co stwarza, jest naturalną obecnością.

Drugi rodzaj obecności to obecność łaskawa, uświęcająca, zawarta i powierzona w chrzcie św., odnawiana sakramentalnie i umacniana wysiłkiem trwania w dobrym obejmuje to, kim jest człowiek i napełnia życiem Boga.

Obecność zjednoczenia Boga i człowieka tak przemienia go, że staje się on otwarty na Boga doskonale, a Bóg może dokonywać już bez przeszkód swych dzieł. Bóg w tajemniczy sposób przemienia go w Siebie przez miłość upodabniającą. Upodobnienie jest sposobem czystej obecności.

Bóg zamieszkuje w człowieku, pragnie go posiadać dla Siebie i taki kształt ma szczęście wieczne. Św. Teresa z Avila, zachwycona tajemnicą człowieka, w siódmym mieszkaniu duszy widzi tron Boga z całymi zastępami aniołów. Oczywiście, jest rzeczą duchowego rozwoju odsłaniać tę obecność, wydobywać ją, nie tylko po to, by ukazywać prawdziwe horyzonty człowieczeństwa, ale nade wszystko, by świętować wzajemne posiadanie siebie, wzajemne obdarowanie. Człowiek może stać się boski, gdy ofiaruje Bogu swe człowieczeństwo. Biblijne obrazy mówiące o podobieństwie do Boga (Rdz 1,26), boskim usynowieniu (Gal 4,5nn), naśladowaniu Boga (Mt 5,48), narodzinach z Boga (J 1,13) niosą niezwykłą radość bliskości.

Natura tej obecności Boga w człowieku jest istotnie nie do wypowiedzenia. Wobec tej prawdy załamuje się język, a bezradność staje się formą teologowania. Nie można powiedzieć, że duch ludzki zostaje zastąpiony Logosem, ani że człowiek posiada pierwiastek nie stworzony, a jednak człowiek zostaje przeniknięty i nasączony tym, kim Bóg jest. Człowiecze wypełnia wewnętrzne życie Boga. To człowiek powołany jest na to, by być przedłużeniem Chrystusa w historię i osobę ludzką. Odkrycie tej historycznej bliskości, tej bezpośredniości Pana w sobie przemienia się w wezwanie do świętości, każe wprzęgać się w to dzieło.

Tym bardziej oszołamia fakt, że Chrystus pozwala człowiekowi wypowiadać słowa wiążące w swoim Imieniu. Są to słowa konsekracji. „To jest bowiem moje ciało” — brzmi jak głos wieczystych zawierzeń. Chrystus powierza odpowiedzialności kapłanów swe osobiste słowo. Ta bezpośredniość słów Chrystusowych, Jego głos dotyka ludzkich słów i znaczeń, i wyciska pieczęć prawdziwości. W strumieniu ludzkich słów brzmią słowa Boga skuteczne, miłosierne. Dzięki tym słowom, dane jest człowiekowi przeżyć bezpośredniość Słowa. Słowa i wieczności. „Kto spożywa moje ciało… ma życie wieczne” (J 6,54). Owo „ma” przejmuje drżeniem. W bezpośredniej bliskości, powszedniości, Panu spodobało się zasadzić własne słowa.

Chrystus przychodzący ma jeszcze jedną twarz: bezpośredniość bliźniego. Bezpośredniość obecności Boga jest zawsze czymś do odkrycia w człowieku. To, że Bóg przychodzi do człowieka jako człowiek, znamy z historii Wcielenia. Wcielając się w ludzki czas, w ludzkie drogi, w ludzkie ciało, Bóg nie poprzestaje na tym. Ta logika zostaje utrwalona. Bóg przychodzi nieustannie jako człowiek. Wciela się w człowieka, każdego człowieka. Człowiek teologiczny, tzn. wrażliwy na Pana odkrywa bliźniego, jako przychodzącego Boga. Chrystus zasiadający na tronie ostatecznych rozstrzygnięć powiada: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Nasz stosunek do drugich ma charakter religijny ponieważ odsłania Boga, nasz stosunek do Boga. Pisze św. Augustyn: „Miłując bliźniego i troszcząc się o niego, przemierzasz drogę. Jaką drogę? Drogę wiodącą do Boga” (za: Brewiarz, t. I, s. 451). Nasze słowa i czyny wobec drugich są naszą liturgią i chwaleniem Boga. Takie znaczenie ma owa bezpośredniość. To bliźni jest w jakiś sposób moim Bogiem, dlatego że w jego istnienie wpleciony jest Chrystus. Człowiek jest przestrzenią Pana. Człowiek nie może nosić dwóch różnych miłości, do Boga innej i człowieka innej. Bezpośredniość zasadza się na jedności miłości. „Chwałą Boga jest człowiek żyjący” — stwierdza św. Ireneusz, a jest tu do odkrycia bezpośredniość tej prawdy. To, co naprawdę chwalebne, cenne, co piękne, niezwykłe, boże, najbardziej przebóstwione, Bóg złożył w człowieku. Ponieważ podzielamy prawdę, że Bóg w tzw. szczycie duszy istnieje bezpośrednio, razem z Nim istnieje w nas wszystko, co Boże, wraz z całym niebem.

Bezpośredniość Boga w bliźnim jest również bezpośredniością Kościoła. Kościół nie jest gdzieś „daleko”, schowany za fasadami kurii czy plebanii, ale przepływa przez serce i sprawy ludzkie. Jest wszędzie tam, gdzie roztacza się troska człowiecza. Ból i radość ludzka jest bólem i radością Kościoła, a jego zwycięstwa i klęski sięgają ludzkich dróg i krzyżują się z nimi. Drugi człowiek razem ze mną jest Kościołem, miejscem, gdzie Chrystus sprawuje swe tajemnice, gdzie chce zbawiać. To, co łączy ludzi, winno być bezpośredniością Chrystusa. Często klęska człowieka polega na tym, że łączą go z innymi tylko ludzkie więzi, że nie zostały one uświęcone działającym Bogiem. Człowiek zanurzony w Kościele, czerpiąc soki życia łaski, doświadcza, że organizm, w jakim żyje, Głową tj. Chrystusem, sięga nieba. Dzięki tej prawdzie dostępują wyniesienia wszystkie przestrzenie Ciała. Dzięki temu cały Kościół, jaki jest, zasiada w Chrystusie po prawicy Ojca. W ten sposób człowiecze doznaje ubogacenia, ubogacenia boskością, wplata się w wieczność. Odsłania prawdę o stworzeniu duchowym w łasce.

* * *

Mówiąc o Chrystusie bliskim, o Jego miłującej bliskości, o niemal ocieraniu się w codzienności o nasze sprawy, o nasze pragnienia i dążenia, zdajemy sobie sprawę, że najważniejsze jest, by tę bliskość Pana przeżyć. Dopiero w Jego bliskości człowiek odnajduje swoją bliskość, to co piękne i wartościowe, bliskość drugiego człowieka. Taka bliskość jest rodzajem zadziwienia, a także rodzajem odpowiedzialności. Pan, którego przybycia w chwale oczekujemy, pozwala nam odkrywać chwałę codzienności, Jego przychodzenia codziennego, niezmiennego, a nawet przychodzenia nieodpartego…

Chrystusa zamieszkałego portret pośpieszny
Marian Zawada OCD

urodzony 21 września 1958 r. w Katowicach – ojciec Marian od Niepokalanego Serca Maryi OCD, karmelita bosy, absolwent Akademii Ekonomicznej, w wieku 25 lat wstąpił do Zakonu oo. Karmelitów Bosych, doktoryzował się na podstawie pracy Zagadnienie nadziei w doktrynie św. Ja...