Między uniwersalizmem a partykularyzmem

Między uniwersalizmem a partykularyzmem

Media katolickie w Polsce wciąż szukają swego miejsca nie tylko na rynku, ale i formuły ewangelizacji społeczeństwa pluralistycznego. W pełnieniu przez nie uniwersalnej misji przeszkadza często partykularyzm wielu środowisk katolickich.

Biorąc pod uwagę statystyki, wydaje się, że w okresie 25-lecia 1973-98 w dziedzinie katolickich środków przekazu przeżyliśmy prawdziwą, wręcz oszałamiającą rewolucję. O ile w 1973 roku mieliśmy w Polsce (nie licząc PAX-owskiego koncernu związanego z ówczesną władzą) zaledwie 3 tygodniki katolickie, 6 miesięczników i kilka nieregularnych periodyków wydawanych przez ośrodki naukowe, to dziś możemy się poszczycić ponad 300 tytułami prasy katolickiej, licznymi programami katolickimi w radiu i telewizji publicznej, ogólnokrajowym Radiem „Maryja” i radiostacjami diecezjalnymi, a ponadto Telewizją Niepokalanów. Mimo tego z pozoru oszałamiającego wzrostu media katolickie stanowią nadal marginalny fragment rynku mass-medialnego w Polsce. Nawet w części nie udało się odbudować takiego ich znaczenia, jakie miały w Polsce międzywojennej. Przypomnijmy, że według „Informatora Kościoła Katolickiego w Polsce 1936/37” na terenie kraju wydawano wówczas 199 czasopism o łącznym nakładzie 2,4 mln. egzemplarzy, co stanowiło prawie 27 proc. nakładów całego czasopiśmiennictwa. Dziś tymczasem łączny nakład prasy katolickiej w Polsce, sięgający ok. 1,5 mln. egzemplarzy, stanowi zaledwie 2 proc. nakładów całej prasy. Wydawnictwa katolickie, mimo bogatej oferty, właściwie są niedostępne w ogólnej sieci kolportażu, co w praktyce czyni z nich pisma „drugiego obiegu”.

Co gorsza — jeżeli chodzi o czytelnictwo prasy katolickiej — jesteśmy daleko w tyle za przeciętnymi krajami Unii Europejskiej. We Francji, mimo silnej laicyzacji, nakłady prasy katolickiej osiągają 5 mln. egzemplarzy, a w na pół protestanckich Niemczech — 9 mln.

Jakie są przyczyny tej słabości polskich mediów katolickich — mimo ich liczebności — i kiedy wreszcie katolicka Polska dogoni w tej dziedzinie chociażby mocno zsekularyzowane kraje Europy zachodniej? Czy wystarczy tylko przezwyciężenie barier zewnętrznych, a może tkwią one mocno w samej wspólnocie katolickiej?

Utrwalona nieobecność

Pierwszą z nich — i najbardziej oczywistą — jest utrwalona przez kilkadziesiąt lat faktyczna nieobecność prasy katolickiej (poza nielicznymi koncesjonowanymi wyjątkami), spowodowana komunistyczną taktyką spychania Kościoła do zakrystii. Komunizm zasłużył sie na tyle skuteczną eliminacją prasy katolickiej, że znikła ona nie tylko z ówczesnego rynku prasowego, ale przestała także istnieć w świadomości przeciętnego czytelnika gazet. Jej czytelnictwo zostało w praktyce ograniczone do duchowieństwa i bardzo wąskich kręgów katolickiej inteligencji, oscylującej wokół uczelni katolickich, Klubów Inteligencji Katolickiej czy dawnych działaczy przedwojennych akademickich organizacji młodzieży. Dla tych ostatnich głównym odniesieniem przez wiele lat były „Tygodnik Powszechny”, „Znak” i „Więź”. Bardzo ważną rolę w dziele głębszej formacji duchowej elit odegrał dominikański miesięcznik „W drodze” założony w 1973 roku.

Jednak poza dwoma tygodnikami diecezjalnymi o bardzo ograniczonych nakładach, prasa katolicka przestała pełnić rolę istotnego instrumentu duszpasterstwa masowego. Bez prasy katolickiej zostało wychowane niemal całe powojenne pokolenie, stanowiące dziś gros rynku czytelniczego w Polsce. Są to przemiany na tyle trwałe, że ich odwrócenie wymaga zapewne przemian o charakterze pokoleniowym, o ile w ogóle są jeszcze możliwe. Szczególnie w zderzeniu z konkurencją coraz bardziej atrakcyjnej oferty mediów laickich.

Trwałego przełomu w tej sferze nie spowodował niestety okres liberalizacji lat osiemdziesiątych, kiedy to Kościół mógł rozwinąć swoją działalność wydawniczą. Odtworzone zostały wówczas liczne tytuły prasowe zamknięte bezpośrednio po wojnie, z których dla przykładu można wymienić wśród tygodników częstochowską „Niedzielę”, warszawski „Przegląd katolicki”, a wśród miesięczników „Przegląd Powszechny”, „Powściągliwość i Pracę”, czy „Królową Apostołów”. Powstały także nowe pisma jak np. wrocławskie „Nowe Życie” czy gdańska „Gwiazda Morza”. Choć pisma katolickie zaczęły stanowić wówczas istotny fragment ogólnej oferty prasowej, to ich popularność wynikała w dużej mierze z pełnionej przez nie „funkcji zastępczej” czy też alternatywnej wobec reżimowej propagandy.

Wolność — nie wykorzystane szanse

Rok 1989 — wbrew oczekiwaniom oraz możliwościom, jakie się wówczas pojawiły — nie spowodował skokowego rozwoju prasy katolickiej, co było tak bardzo widoczne, jeżeli o chodzi o prasę świecką. Paradoksalnie odnotować można wówczas nawet pewien spadek nakładów niektórych czasopism (w późniejszych latach mozolnie odbudowywany) oraz dość poważny spadek jakości oferowanego produktu. Przyczyną był nie tylko gwałtowny rozwój konkurencji świeckiej, lecz również odpływ z redakcji katolickich najlepszych „piór”, i to nie tylko jeżeli chodzi o osoby, które wcześniej znalazły tam „schronienie”, ale i znanych dziennikarzy katolickich. Na stanie personalnym wielu redakcji katolickich w sposób katastrofalny odbiła się także mentalność części duchownych, uważających, że ludzie świeccy dla Kościoła winni pracować praktycznie za „Bóg zapłać”. Środowiska kościelne nie dostrzegły również zupełnie nowych wymagań stawianych przez rynek, nie ściągnięto profesjonalnej kadry menedżerskiej, uważając zapewne, że tak jak ongiś wystarczy dobra wola wsparta zapałem apostolskim.

Oczywiście można powiedzieć, że prasa świecka zawdzięcza swój gwałtowny rozwój olbrzymiemu wsparciu kapitału zagranicznego, gdyż największe światowe koncerny prasowe zaczęły konkurować wówczas o polski rynek, natomiast prasa katolicka nie mogła na to liczyć. Jednak swego rodzaju „grzechem zaniedbania” środowisk kościelnych, w tym Konferencji Episkopatu, był brak powołania wówczas koncernu czy czegoś w rodzaju konsorcjum prasowego, wzorem istniejących w zachodniej Europie, na tyle silnego, że mógłby sprostać konkurencji. Wydaje się, że Kościół nasz na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dysponował tak olbrzymim autorytetem w skali międzynarodowej, że możliwe było przyciągnięcie do Polski poważnych inwestorów. Zabrakło jednak dalekosiężnej, strategicznej koncepcji.

Pamiętać należy, że prasa katolicka na Zachodzie zawdzięcza swoją pozycję nie drobnym, rozproszonym redakcjom, lecz właśnie dobrze zorganizowanym koncernom katolickim. Najlepszym przykładem jest francuski „Bayard-Presse”, wydający ponad 30 czasopism adresowanych do różnych kategorii odbiorców, o łącznym nakładzie ok. 2 mln. egzemplarzy. Deficyt jednych pism pokrywany jest dzięki dochodom osiąganym przez inne.

W Polsce natomiast doszło do ukształtowania się zupełnie innego modelu, polegającego na zdobywaniu rynku na własną rękę przez wiele wydawnictw prasowych o charakterze diecezjalnym, zakonnym lub środowiskowym, które na dodatek nawzajem ze sobą konkurują. Nie został ponadto stworzony żaden scentralizowany kolportaż prasy katolickiej i poszczególne redakcje zmuszone są docierać na własną rękę do punktów sprzedaży, co w nieprawdopodobny sposób mnoży koszty i osłabia skuteczność działania.

Taki sam brak łączenia sił i środków wystąpił w sferze radiofonii katolickiej. Skoro ustawa o stosunkach między państwem a Kościołem katolickim z maja 1989 roku przyznała diecezjom prawo do zakładania rozgłośni radiowych, to natychmiast poszczególne Kurie przystąpiły do zakładania własnych radiostacji. Efekt jest taki, że spośród ponad trzydziestu rozgłośni diecezjalnych zaledwie około pięciu jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami rynku. Tymczasem przykład Radia „Maryja” najlepiej pokazuje, że analogiczna inicjatywa prowadzona w skali ogólnopolskiej może przynieść duże efekty. Obecnie co prawda doszło do powołania spółki producenckiej „PLUS”, która ma za zadanie integrować stacje diecezjalne, jednak pomysł ten jest spóźniony o dobre kilka lat i nie wiadomo, czy zakończy się sukcesem.

Pierwszą poważną inicjatywą medialną w skali ogólnopolskiej było powołanie przez Konferencję Episkopatu Katolickiej Agencji Informacyjnej jesienią 1993 roku. Agencja ta ma dwojakie zadanie: promocję Kościoła wobec mediów świeckich oraz dostarczenie podstawowych informacji o bieżącym życiu Kościoła niezbędnych dla wszystkich redakcji katolickich. W powszechnej opinii KAI — w ciągu 5 lat istnienia — odniósł duży sukces na rynku polskich mediów. Niemal codziennie cytują ją najważniejsze tytuły prasowe. KAI jest również źródłem ponad połowy informacji religijnych drukowanych w prasie katolickiej. Niestety — mimo że katolickie agencje prasowe z definicji są przedsięwzięciem deficytowym wspieranym przez konferencje biskupie — w Polsce nie pomyślano o stworzeniu dla niej żadnego zabezpieczenia finansowego. Jej byt i dalsze funkcjonowanie stoi nieustannie pod znakiem zapytania.

Podziały polityczne

Poważnym czynnikiem utrudniającym wspólne inicjatywy prasowe środowisk katolickich są dość ostre linie podziałów politycznych dzielące je nawzajem. „Podziały w środowisku prasy katolickiej zrodziły się w Polsce nie na tle doktryny, ale wynikają przede wszystkim z odmiennej opcji politycznej i społecznej różnych partii prawicowych, z którymi związały się niektóre pisma, jak również księża biskupi” — pisał przed kilku laty na łamach „W drodze”, ks. Stanisław Tkocz, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”. Wyjaśniał, że rozbicie prasy jest zatem zjawiskiem wtórnym. Skutek jest taki, że często członków innej redakcji traktuje się jako większych wrogów niż rzeczywistych ideologicznych przeciwników Kościoła. A to oczywiście skutkuje dalszym rozproszeniem na rynku wydawniczym.

Zdobywanie rynku

W tej sytuacji za wielki sukces należy uznać rozwój dwóch największych tygodników katolickich: katowickiego „Gościa Niedzielnego” i częstochowskiej „Niedzieli”, które — na drodze otwierania wkładek diecezjalnych — stały się w praktyce tygodnikami o zasięgu ogólnopolskim. „Niedziela” dysponuje już 18 edycjami diecezjalnymi, a „Gość Niedzielny” — 12. „Gość Niedzielny” osiągnął w ten sposób 200 tys. kontrolowanego nakładu, a redakcja „Niedzieli” informuje, że ich nakład niebawem zbliży się do 300 tysięcy egzemplarzy. Oba pisma, o objętości dochodzącej do 50 stron, mają coraz bardziej interesującą szatę graficzną i zamieszczają specjalne wkładki problemowe, jak np. wydawany przy „Gościu” — „Azymut” adresowany do środowisk intelektualnych. Paradoksalny jest jednak fakt konkurencji „Niedzieli” z „Gościem” i niepotrzebne włączenie w tę sprawę biskupów diecezjalnych, którzy podejmują decyzje, który z tygodników ma być kolportowany w ich diecezji — wraz z lokalnym dodatkiem. Polska diecezjalna podzielona jest więc na sfery wpływów obu redakcji, co tworzy niepotrzebne napięcia i uderza w czytelnika. Ten ostatni najchętniej wybierałby sam, co ma kupić, mając na ladzie szerszą ofertę. Równie dziwi prawie niemal całkowity brak kolportażu parafialnego „Tygodnika Powszechnego”, który niezależnie od swej specyfiki politycznej jest przecież jednym z pism najbardziej zasłużonych w dziele promocji kultury katolickiej. Nakład „Tygodnika”, skazanego głównie na sprzedaż w prenumeracie, oscyluje w granicach 50 tys. Nieco szerszym sukcesem w kolportażu może poszczycić się krakowskie „Źródło”, tygodnik planowany jako antyteza „Tygodnika Powszechnego”, powołany przez zespół krakowskich działaczy katolickich, głęboko zaangażowanych w sprawę obrony życia. „Źródło” rozwożone jest przez prywatną firmę, która składała się początkowo głównie z członków rodzin założycieli pisma. Kolportowane jest ono przede wszystkim na południu Polski, jak również — dzięki bliskim środowiskowym związkom z Radiem „Maryja” — w biurach tej rozgłośni na terenie całego kraju. W sumie (po dodaniu poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”) nakład tygodników katolickich w Polsce wynosi niecałe 700 tys. egzemplarzy. Badania wykazują, że w konkurencji tygodników katolickich największą poczytnością cieszy się „Niedziela” (3 proc. Polaków), a drugie miejsce zajmuje „Gość Niedzielny” (1, 8 proc.). Dla porównania, najbardziej popularne tygodniki świeckie są czytane przez 10 — 15 proc. społeczeństwa.

Niemal dramatycznie prezentuje się katolicka oferta prasowa dla młodego pokolenia, tym bardziej, że rynek jest nasycony dużą liczbą pism nastawiających się na młodego czytelnika, o linii jednak na ogół bardzo odległej od światopoglądu chrześcijańskiego. Jedynym katolickim tygodnikiem dla młodzieży jest „Droga”, wydawana w Krakowie przez fundację „Źródło” w nakładzie ok. 40 tys. egzemplarzy. Wśród miesięczników na odnotowanie zasługują salezjańskie „Ziarna”, michalicka „Powściągliwość i Praca” czy pallotyńskie „Być Sobą”. Niestety, ich kilkunastotysięczne nakłady i brak rozwiniętej dystrybucji czynią ten rodzaj prasy prawie nieobecnym na ogólnodostępnym rynku czytelniczym. Sytuacja ta zagraża poważnie edukacji młodego pokolenia Polaków, gdyż jego postawy kształtowane są w dużej mierze przez pisma kryptopornograficzne w rodzaju „Dziewczyny”, „Brawa” czy „Popcornu”. Pisma te rozchodzą się w kilkusettysięcznych nakładach. Eksperci zwracają uwagę, że do lektury określonego typu czasopism człowiek winien być przyzwyczajony we wczesnej młodości, a o ile to nie nastąpi, to nigdy po nie nie sięgnie. Tak więc znikomy stopień czytelnictwa prasy katolickiej wśród dzisiejszej młodzieży pociągnie za sobą — za kilkanaście lat — nieuchronny generalny spadek jej popularności.

Drogi reformy

Najpilniejszą sprawą wydaje się integracja kolportażu, co zapewni możliwość szybkiego dotarcia z szeroką ofertą tytułów katolickich do czytelnika na terenie całego kraju. Potrzebna jest też wzajemna promocja.

Druga bolesna sprawa to finanse. Oczywistością jest, że część tytułów katolickich (poza nielicznymi wysokonakładowymi pismami) nigdy nie będzie dochodowa. Ich istnienie jest jednak konieczne ze względu na rolę ewangelizacyjną i formacyjną. Wzorem innych krajów europejskich np. Niemiec, celowe wydaje się powołanie specjalnego funduszu prasowego, który byłby w gestii Konferencji Episkopatu. Być może okaże się to możliwe po ustanowieniu nowego systemu finansowego Kościoła, nad czym rozpoczyna prace Kościelna Komisja Konkordatowa wraz z władzami państwa.

Inny kierunek działania to budowanie swego rodzaju koncernów prasowych, najlepiej wokół największych z istniejących już tygodników. Zresztą dobre początki już istnieją np. w formie wydawanego w Katowicach „Małego Gościa” czy częstochowskiej „Niedzieli Młodych”.

Specjalnej, strategicznej koncepcji wymaga potrzeba obecności orędzia ewangelicznego w Internecie. Już dziś, jeżeli dysponuje się komputerem, można oddawać się lekturze kilkudziesięciu polskich stron katolickich w Internecie (nie licząc zagranicznych) oraz na bieżąco śledzić codzienny serwis Katolickiej Agencji Informacyjnej, przedstawiający natychmiast wszystkie najważniejsze wydarzenia kościelne w skali całego świata. Inicjatywę w tej dziedzinie ma podjąć powołana w czerwcu tego roku przez Episkopat fundacja „Opoka”.

Do wdrożenia w życie tych czy wielu innych postulatów niezbędne jest istnienie kościelnej struktury, która poważnie czułaby się odpowiedzialna za integrację wysiłków mediów katolickich oraz poszukiwanie kierunków ich rozwoju w przyszłości. Niezastąpioną rolę do odegrania może mieć w tym zakresie Rada Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu. Jej znaczenie mogłoby polegać z jednej strony na tworzeniu dalekosiężnej strategii medialnej Kościoła na ziemi polskiej, z drugiej natomiast na budowaniu konkretnych form współpracy istniejących już inicjatyw. Wielkie pole do działania w tych dziedzinach otwiera się również przed niedawno powołanym Rzecznikiem Konferencji Episkopatu i kierowanym przezeń Biurem Prasowym. Najważniejsze wydaje się jednak przezwyciężenie istniejących partykularyzmów i rozpoczęcie myślenia w kategoriach wspólnego dla nas wszystkich „interesu” Kościoła. Szczególnym wyzwaniem ku temu jest chyba zbliżający się szybkimi krokami Jubileusz Zbawienia.

Między uniwersalizmem a partykularyzmem
Marcin Przeciszewski

urodzony 29 września 1958 r. w Warszawie – polski historyk, dziennikarz i działacz katolicki, od 1993 roku redaktor naczelny i prezes zarządu Katolickiej Agencji Informacyjnej, wiceprzewodniczący Rady Międzynarodowej ruchu „Wiara i Światło” (1986-1991), działacz Związku Duży...