Życie wiodące do życia

Życie wiodące do życia

„Złota jesień” jest dla jednych najpiękniejszą porą roku, dla drugich „złota jesień” jest czasem smutku i depresji. Na spadające liście i unoszące się babie lato, na owoce drzew i płody pól można patrzeć z dwóch perspektyw: końca i początku. Te dwie perspektywy dają znać o sobie również podczas listopadowych odwiedzin grobów naszych drogich zmarłych. Jestem głęboko przekonany, że teolodzy i filozofowie, duszpasterze i wszyscy myślący ludzie stoją przed niesłychanym zadaniem ujęcia w słowo tego, co właściwie jest nie do wypowiedzenia. Potrzeba ogromnego wysiłku, aby przybliżyć sobie, czym jest rzeczywistość śmierci. Właśnie ukazała się nowa praca Bergera 1, w której na ponad dwustu stronach analizowane są: możliwości dostępu do śmierci i proces umierania, czas „między” śmiercią i zmartwychwstaniem, pojęcie zmartwychwstania. Przedstawione są także próby odpowiedzi — z perspektywy wiary chrześcijańskiej — na aktualne pytania, dotyczące np. reinkarnacji. Książka jest ważna i interesująca, ponieważ uwzględnia wyniki najnowszych badań filozoficznych i teologicznych. Jest przy tym napisana językiem prostym, dającym dostęp szerokim kręgom do myśli o życiu i śmierci. Berger sięga świadomie po takie środki wyrazu i przekazu jak mit, poezja, hymn, obraz, gdyż w życiu i śmierci nie chodziło o abstrakcyjną wiedzę, lecz o samo nagie istnienie. Prawd życia i śmierci nie można się nauczyć, lecz można je przeżyć. Niezwykle cenne jest w tej pracy to, że Berger „trzyma się” słów i obrazów z Biblii, sięga po modlitwy i znaki liturgii kościołów pierwszych wieków i stara się odsłonić współczesnemu człowiekowi ich znaczenie.

Życie może obejść się bez śmierci, ale śmierć nie może obejść się bez życia. Śmierć może być tylko tam, gdzie jest życie. Ona jest bytowo związana z życiem. Również teoriopoznawczo. O śmierci możemy mówić tylko w kontekście życia: im więcej wiemy, czym jest życie, tym więcej możemy powiedzieć o tym, czym jest śmierć.

Pytania pojawiają się zawsze w pewnym horyzoncie myślowym. Dla europejskiego myślenia znaczące są horyzonty wypracowane przez Arystotelesa i przez Platona. Myślenie biblijne nie jest jednak myśleniem w horyzoncie greckich filozofów. Biblii nie chodzi nigdy o fizyczne ciało czy duchową duszę, lecz o życie, o istnienie „całego” człowieka. Dla Biblii ciało jest czymś innym niż tylko strukturą odpowiednich organów i członków czy sumą pewnej ilości komórek. Dla biblijnego myślenia ciało jest tym, czym człowiek jest przed Bogiem i przed innymi ludźmi. Jakość istnienia, czyli pełnia życia człowieka, polega na pozostawaniu w relacji do Boga i ludzi. Dzięki niej człowiek wie, kim jest, gdzie jest i co go czeka. Zerwanie tej relacji jest „wyrwaniem” człowieka z jego naturalnego środowiska, do którego należy świat nad-przyrodzony (Bóg) i świat przy-rodzony (środowisko naturalne i kulturowe). Jest czymś zupełnie naturalnym, że śmierć budzi lęk i wywołuje strach, gdyż niszczy ona tożsamość człowieka. W zerwanych relacjach człowiek nie wie, kim jest, i nie wie, że jest, traci orientację, gubi się. Śmierć musi przerażać, gdyż porusza podstawami tego, co daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Poza granicami życia człowiek doświadcza absolutnego wyobcowania, jedyności i samotności. W śmierci człowiek dosięga granic, za którymi nic nie jest takie, jak przed nimi. W tej inności, do której wchodzi się przez śmierć, człowiek nie potrafi się znaleźć, gdyż nie jest w stanie nawiązać z nią kontaktu. Dlatego stara się zabezpieczyć swoje istnienie w granicach życia. Lekarze i znachorzy, psycholodzy i psychiatrzy, radcy prawni, finansowi i fachowcy od ubezpieczeń sprawują nad nim liturgię życia: on się im powierza, jego życie jest w ich rękach.

Chrześcijaństwo nie lekceważy życia na ziemi. Ono jest darem-zadaniem do wypełnienia, polegającym na kontynuowaniu rozpoczętego przez Boga dzieła stworzenia. Chrześcijaństwo relatywizuje jednak życie na ziemi przez otwarcie perspektywy życia wiecznego. Dlatego biologiczna śmierć, rozumiana jako ostateczne, nieodwracalne zaprzestanie funkcji życiowych centralnego układu nerwowego i serca, nie jest czymś najgorszym, co może przydarzyć się człowiekowi. Zrywa wprawdzie ona relacje człowieka z najbliższymi i przyrodniczym światem, ale nie jest w stanie zerwać relacji z Bogiem. Dla człowieka zabójczy jest grzech, prowadzący do „drugiej” śmierci. Ta jest prawdziwym nieszczęściem człowieka! Jej należy się bać! „Druga” śmierć została już przezwyciężona przez Jezusa Chrystusa. Dzięki Niemu ludzie z niewolników grzechu i śmierci stali się dziećmi łaski i życia. W przypowieści o synu marnotrawnym ojciec mówi: „Ten mój syn był umarły, a znów żyje; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,24). Wyżycie się nie jest — w sensie Biblii — życiem człowieka. Marnotrawny syn zaczyna żyć już na drodze wiodącej do domu Ojca. Droga wiedzie go do „bycia-w-porządku–względem-Boga-i-ludzi”. Tego jednak nie jest w stanie zrozumieć jego starszy brat i protestuje na swój sposób. Zachowania Boga względem człowieka nie są w stanie zrozumieć aniołowie i moce niebieskie. Według starego żydowskiego podania protestują oni, gdy wszechmocny Bóg pochyla się nad prochem ziemi, chroni nikły płomyk, troszczy się o trzcinę nadłamaną. On nie powinien poświęcać swej uwagi i swego czasu znikomości człowieka. On ma większe sprawy „na głowie”! Ukierunkowanie Boga na człowieka można nazwać szaleństwem lub miłością. Dla szalonego lub zakochanego tracą znaczenie prawa logiki i ekonomii. Albo staremu ojcu pomieszało się w głowie i jest skandalem, że Bóg kocha człowieka, albo życie bez marnotrawnego syna nie było pełnią życia ojca, a Bóg nie może — mimo swej wszechmocy — nie kochać człowieka.

Drogi Boga skrzyżowały się z drogami człowieka. Człowiek stoi Bogu na drodze i Bóg nie może przejść obok niego obojętnie, On nie może obejść (się bez) człowieka. Jeśli nawet aniołowie i moce niebieskie są Mu o wiele bliższe, jeśli chodzi o wielkość, to przecież człowiek jest Mu bliższy przez potrzebę, dlatego Byt absolutny pojawia się wobec bytu przygodnego, wieczność wobec czasu. Gdyby nie było Boga, człowiek musiałby zatopić się w beznadziejności, zostać wymazany z istnienia. Trzeba wreszcie dostrzec i powiedzieć, że człowiek jest Bogiem dla Boga. Dla człowieka Bóg jest w stanie zrobić wszystko. Jego miłość do człowieka jest silniejsza od Jego siły i mocniejsza od Jego mocy. W miłości do człowieka Bóg zapomina o sobie. Miłość jest zapoznaniem siebie! Nie można tego pojąć, bo człowiek niczym nie zasłużył na taką miłość i wszystko robił, aby nie mieć udziału w życiu. Człowiek chce żyć bez Boga, Bóg nie może żyć bez człowieka. Jak bardzo Bóg jest dla człowieka i z człowiekiem, pokazał ludziom Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek. Człowiek i Bóg — partnerzy nierówni. W śmierci objawia się, kim jest pierwszy i kim jest drugi, czym obaj są dla siebie.

„Wszystko diabli wzięli!” — takie zdanie słyszałem kilka razy w sytuacji, kiedy wiele zostało stracone. W śmierci „diabli nic nie są w stanie wziąć”, gdyż Bóg ma (los) człowieka w swoim ręku. Dlatego D. Bonhoeffer mógł powiedzieć na krótko przed śmiercią do oprawców: „Dla was to koniec, dla mnie początek życia!” Życie wieczne z Bogiem nie jest sprawą skóry i ciała, lecz sprawą miłości.

1 K. Berger, Ist mit dem Tod alles aus?, Quell Verlag — Stuttgart 1997, s. 226.

Życie wiodące do życia
ks. Jerzy Machnacz

urodzony 10 stycznia 1949 r. we Wrocławiu – polski filozof i ksiądz katolicki, były salezjanin, profesor nauk teologicznych, przedstawiciel tomizmu fenomenologicznego. W 1968 roku ukończył naukę w Lotniczych Zakładach Nauk...