Twarze i imiona
W ubiegłym miesiącu pisałam o VII Ogólnopolskim Tygodniu Biblijnym, podczas którego zachęca się wiernych do codziennego czytania fragmentu Pisma Świętego. Temat tygodnia brzmiał: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Ruszyłam na własną rękę z osobistym wyborem lektur. W dość dziecinny sposób otwierałam i czytałam Biblię. Medytując nad fragmentami tekstów, skupiłam się od razu na mojej osobistej walce z uczuciem gniewu; tak minęły dni od pierwszego do czwartego.
Dzień piąty
Po przeczytaniu fragmentu Listu do Kolosan i częściowo nieprzespanej nocy decyduję się na spowiedź. Idę do Boga z moim gniewem, bo chcę Mu o tym opowiedzieć, zadać pytania, spróbować zrozumieć, prosić o wybaczenie, o zdjęcie ze mnie tego potwornego ciężaru, który zatruwa moje dni i noce. Ale mimo tej nadziei na pojednanie, idę tam z duszą na ramieniu, bo się wstydzę, że ciągle muszę prać te same brudy.
Staram się nie chodzić do przypadkowego spowiednika. Jestem pod opieką kierownika duchowego, człowieka o rzadko spotykanej mądrości i, co w niczym nie przeszkadza, wybitnym poczuciu humoru. Potrafi on sprowadzić mnie na parter z moich górnolotnych gdybań, przekłuwać, kiedy trzeba, baloniki mego grzesznego ja, bo pycha może się pojawić nawet w wyznawaniu grzechu („Nie ma większej grzesznicy niż ja”; „Nigdy Bóg mi nie wybaczy” itd.), ale też z niezwykłą delikatnością potrafi pochylić się nad nieszczęściem i cierpieniem pokutnika wyznającego swoje grzechy.
No i dobrze, myślę sobie, przeprosiłam, postaram się „nie wpaść” więcej, wierzę, że moje grzechy zostały mi odpuszczone. Ale nie da się uciec od konsekwencji grzechu, myślę, i znowu czuję, jak wraca lęk. Uciekam do modlitwy pięknymi słowami Psalmu 51:
„Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!”, a potem otwieram Biblię na Psalmie 116, który nosi tytuł Dziękczynienie: „Miłuję Pana, albowiem usłyszał głos mego błagania, bo ucha swego nakłonił ku mnie w dniu, w który wołałem. (…)
Powróć, moja duszo, do swego spokoju, bo Pan ci dobro wyświadczył. Uchronił bowiem moje życie od śmierci (…).
Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego/ Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem”. Dopiero teraz jest moment, żeby się wypłakać, by cały ciężar spadł z moich ramion. Wreszcie wieczorem udaje mi się spokojnie zasnąć.
Dzień szósty i siódmy
Wybór pada na dwa teksty z Ewangelii św. Jana (10,11–18; 15,12–17), pierwszy o dobrym pasterzu, drugi o przykazaniu miłości.
Czuję, że pokonałam kawałek drogi. W trudne i ciemne dni mego grzesznego gniewu podtrzymywało mnie małe światełko nadziei, które pozwoliło mi zwrócić się w końcu ku Bogu. A On w swoim miłosierdziu ratował mnie kolejny raz, wyciągając do mnie rękę i nie zadając pytań; czekał na mnie i na moją decyzję, a teraz zsyła mi taki tekst:
„Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”.
Z wielką delikatnością proponuje, żebym nie błądziła, ale żebym słuchała, uczyła się i rozpoznała Jego głos.
Tekstem najpiękniejszym Bóg zaskakuje mnie w niedzielę, gdy siedzę w samolocie podczas kolejnej wyprawy do Włoch. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. W tym parogodzinnym zawieszeniu między niebem a ziemią, w szponach strachu (bardzo nie lubię latać), słowa brzmią jeszcze piękniej, a miłość do wszystkich, a szczególnie do nieprzyjaciela, wydaje się całkiem możliwa. Wiem, że nie wyleczyłam się do końca z mojej skłonności i najprawdopodobniej będzie jeszcze wiele upadków, ale jednak ufam, że coraz mniej. Poza tym jutro w żaden sposób nie należy do mnie i nie ma co się zastanawiać nad tym, co ewentualnie może się zdarzyć. Cieszę się teraz chwilą lekkości i radości życia. Amen.
Oceń