Moherowe berety i resortowe dzieci
fot. ryan holloway / UNSPLASH.COM

Moherowe berety i resortowe dzieci

Tomasz Maćkowiak: Rozmawiamy kilka tygodni po wyborach. Niezależnie od wyniku widać, że Polska jest pęknięta na pół. Czy to społeczeństwo uda się z powrotem skleić?

Robert Krasowski: Nie uda się.

Aż tak zdecydowanie pan to widzi?

Tak, bo nikt nie chce kompromisu. Dominujące w życiu publicznym żywioły kochają ten konflikt. Ochoczo prą do niego. Nieustannie szukają okazji, kolejnego pretekstu do sporu. Nie tylko dlatego, że nie chcą być wspólnie w jednym obozie. Przede wszystkim udział w tej wojnie sprawia im wyraźną przyjemność.

Jak to? Przecież po obu stronach odzywają się dość często głosy wzywające do opamiętania i zgody.

To rytualna skarga pozbawiona znaczenia. Ożywiają ją albo naiwność, albo obłudna poza sugerująca, że wypowiadający tę skargę jest człowiekiem dobrej woli, skłonnym do kompromisu, w przeciwieństwie do drugiej strony.

Jeśli ma pan rację, to czeka nas katastrofa.

Nie ma podstaw do niepokoju. Taka jest nasza kultura obywatelska, a ponieważ nie da się jej zmienić, należy się z nią pogodzić.

Jesteśmy tacy agresywni z natury?

Nie chodzi o agresję. Taka jest po prostu formuła polskiego patriotyzmu, w którym dominuje przekonanie, że największe zło zagraża Polakom od środka. Że pochodzi od nich samych. Polski patriota to osoba chcąca wielkim wysiłkiem obronić Polskę przed innymi Polakami, których uznaje za nieodpowiedzialnych, głupich albo po prostu za zdrajców. Przecież w epoce zaborów największe zagrożenie upatrywano nie w carze, ale w złej reakcji rodaków na carat. Za miękkiej albo za twardej. W narodowym nihilizmie albo w nieodpowiedzialnej brawurze.

Skąd to się wzięło?

Z nienormalnych warunków, bo przecież nie z narodowego charakteru. To określenie nie ma żadnego sensu. Dziwaczne warunki tworzą dziwaczne postawy. A potem te dziwaczne postawy utrwalają się w schematy tak silne, że zmuszają do obsesyjnych poszukiwań wewnętrznych zagrożeń. To odruch warunkowy, jak u psa Pawłowa. Słyszy dzwonek i ślina mu cieknie. Podobnie polski patriota – widzi wiecznie wroga za płotem. Co było widać po 1918 roku, a potem znowu po 1989 roku. Ledwie odzyskaliśmy wolność, a już pojawiło się szukanie wroga wewnętrznego. Przekonanie u jednych, że Wałęsa wprowadzi dyktaturę, u drugich, że Mazowiecki zdradził i popiera komunistów.

Pamiętam, ale to było trzydzieści lat temu.

Potem się tylko nasiliło. Wielkim zagrożeniem ogłoszono Olszewskiego, potem Kwaśniewskiego. AWS miała być czarną sotnią, Miller końcem demokracji. Im obiektywnie sytuacja Polski była lepsza, im bezpieczniejsze granice, im stabilniejsza gospodarka, tym większe były ataki paniki. Po 2005 roku, w najlepszym okresie, gdy Polska była w Unii, a gospodarka weszła na tory szalonego wzrostu, wróg wewnętrzny jeszcze bardziej urósł. Oczywiście nie dlatego, że zagrożenie było realne. Ale ponieważ tylko tak potrafiono nad Wisłą wyrażać troskę o sprawy publiczne. Każdy detal wyolbrzymiano. Każdego

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się