Dziesięć z tysiąca
fot. annie spratt / UNSPLASH.COM

Dziesięć z tysiąca

Ta lista zaczęła się od trzydziestu pięciu pozycji. A właściwie od stu pięciu. Nie piszę tego po to, żeby się popisać. Jeśli już, to trochę wytłumaczyć, dlaczego nie ma tylu tytułów, które w oczach krytyków były lepsze albo oryginalniejsze, uprzedzić pytanie o to, dlaczego brak na tej liście Tarantina, Eastwooda, Holland, a przede wszystkim, dlaczego brakuje polskich filmów. Sama sobie zadaję te pytania. Proponując dziesiątkę filmów z tego roku, które warto nadrobić, życzę nam wszystkim kolejnego dobrego roku filmowego – emocji w kinie, ciekawych dyskusji po filmie i tego czegoś, co zostaje w naszej pamięci na dłużej.

Joker

reż. Todd Phillips

Wydaje się, że ta znana wszystkim twarz, wykrzywiona w sztucznym, upiornym uśmiechu kryje za sobą tylko pustkę i zło w najczystszej postaci. A jeśli nie? Jeśli do takiego stanu rzeczy nie doprowadziła seria fantastycznych zdarzeń, ale po prostu życie? W jednej z wersji powstania Jokera drobny przestępca walczący z Batmanem wpada do kadzi z chemikaliami, stąd jego specyficzny wygląd. To w zestawieniu z jego mroczną stroną daje nam jeden z najbardziej znanych czarnych charakterów w popkulturze. Tymczasem oblicze, jakie pokazuje Joaquin Phoenix w filmie Joker, jest nie tyle przerażające, ile poruszające. Jego postać budzi litość i słuszny gniew na system, który odrzuca słabsze jednostki, popychając je często w stronę mroku. Joker w wykonaniu Phoenixa to nie arcyprzestępca, ale nieśmiały, fajtłapowaty człowiek, który pod wpływem odrzucenia, szyderstw i choroby psychicznej staje się wypadkową zła. I to nie okrucieństwo i chaos przerażają najbardziej, ale świadomość, że zło wcale nie jest takie komiksowe i oderwane od świata, ono jest boleśnie realne i tylko czeka na warunki do tego, by wyrosnąć.

Green Book

reż. Peter Farrelly

Przeciwwaga dla wybitnych, ale niespecjalnie optymistycznych obrazów i dowód na to, że popularny nie znaczy gorszy. Niby wiemy, o czym będzie ta historia, potrafimy przewidzieć kolejne punkty fabuły. A jednak sprawia nam to ogromną frajdę. Cwaniaczek z Bronxu Tony Vallelonga zostaje kierowcą czarnoskórego pianisty, który rusza w trasę koncertową po południu Stanów Zjednoczonych w czasach, kiedy dyskryminacja rasowa jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Z tego może wyniknąć albo wielka afera, albo… przygoda i przyjaźń na całe życie. Na zbliżające się święta polecam Green Book jako alternatywę dla Opowieści wigilijnej, bo to też opowieść o przemianie, może nie tak spektakularnej jak w przypadku Ebenezera Scrooge’a, ale takiej, w którą bardzo chcemy wierzyć. Fantastyczny duet aktorski Viggo Mortensen i Mahershala Ali bawi i wzrusza, a Green Book pozostawia widza w dobrym humorze na długo po zakończeniu seansu. Nic dziwnego, że ma się go ochotę obejrzeć więcej niż jeden raz.

Parasite

reż. Joon-ho Bong

Tytułowe pasożyty to ludzie żyjący w myśl zasady: jak zarobić, żeby się nie narobić. A przynajmniej tak się na pierwszy rzut oka wydaje. Tegoroczny zdobywca Złotej Palmy w błyskotliwy sposób łączy w sobie nie tylko tematy – więzi rodzinnych, biedy i bogactwa – ale też gatunki. Komedia ustępuje dramatow

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się