fot. fot. Annie Spratt

Czekając na narodzenie Chrystusa

Nikt z chrześcijan nie jest uczniem z drugiej ręki, nie zna swojego Mistrza jedynie z podręczników, które zostawił, z przekazu wcześniejszych uczniów czy archiwalnych nagrań.

Przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia, podobnie jak do każdych innych świąt przypominających wydarzenia z życia Chrystusa, wymaga zmierzenia się z dość kluczowym pytaniem: Dlaczego i w jaki sposób możemy świętować coś, w czym nie braliśmy udziału? Z jednej strony sprawa nie wydaje się skomplikowana, może nawet sprawiać wrażenie problemu czysto teoretycznego. Nieraz przecież uczestniczymy w celebracji rocznic na tyle odległych, że żaden z uczestników nie mógł być ich naocznym świadkiem. 12 września możemy się cieszyć wspomnieniem zwycięstwa nad Kara Mustafą, choć nikt z żyjących nie był obecny podczas zwycięskiej szarży u skraju Lasu Wiedeńskiego. Z drugiej strony, czy świętowanie liturgiczne ogranicza się wyłącznie do przywoływania odległych świadectw i prób wyobrażenia sobie, jak było? Czy zatem nie różni się od czczenia kolejnych rocznic powstań, zwycięskich bitew, narodzin sławnych poetów i pisarzy? Wbrew pozorom odpowiedzi na te pytania nie są obojętne. Jeśli obchód liturgiczny jest tylko formą dramatu, w którym przywołuje się minione zdarzenia i czci herosów, którzy dawno umarli, wówczas wiara nie tworzy rzeczywistego związku pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Nie mamy zatem dostępu do tajemnic życia Jezusa. Co najwyżej, inspirowani poruszającą historią, możemy wysilić wolę, by dorosnąć do postaw bohaterów żyjących przed wiekami. Możemy wesprzeć się na budującym przykładzie Chrystusa i pokrzepić Jego słowem. Szukając jednak sposobu na zawiązanie z Nim realnej więzi, skazani jesteśmy na spirytualizm. Pozostaje nam jedynie osobiste i siłą rzeczy subiektywne doświadczenie wewnętrzne. Rola liturgii, czyli kultu, ogranicza się do dydaktyki, społecznego wzmocnienia etosu chrześcijańskiego i w końcu do tworzenia wiernym przestrzeni nawiązywania indywidualnej relacji z Bogiem. Skoro nie bierzemy udziału w wydarzeniach, a jedynie w ich wspomnieniu, trudno zbudować wspólnotę wiary – przyjąć obiektywne objawianie się Boga w historii. Osoby, które w sposób zaangażowany przeżywają liturgię, intuicyjnie się wzbraniają przed ograniczeniem jej roli jedynie do inspirowania współczesnych przeszłością. Niemniej jednak nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy w to, że w noc Bożego Narodzenia dzięki magii liturgii przenosi się do stajenki w Betlejem,

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się