Miałam szczęście, że go spotkałam
fot. florian klauer mk7D / UNSPLASH.COM

Zdarzało się, że siadał przed telewizorem i oglądał mecze piłki nożnej. Bardzo to lubił, żywo kibicował. Nie musiał udawać, że jest wielkim pisarzem.

Katarzyna Kolska: Jak wyglądałoby przyjęcie w państwa domu z okazji dziewięćdziesiątych urodzin Zbigniewa Herberta?

Katarzyna Herbert: Proszę pani, nie byłoby żadnego przyjęcia. Herbert nigdy nie urządzał swoich urodzin, nie lubił takich uroczystości i zamieszania wokół własnej osoby. Pamiętał za to o urodzinach i imieninach swoich znajomych i przyjaciół, pisał do nich kartki z życzeniami, a jeśli pozwalał mu na to czas, chętnie ich odwiedzał.

Nie lubił też świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy. Rodzinne święta go denerwowały, rozpraszały. Męczyły go rozmowy przy stole, które w żaden sposób nie dotyczyły tego, czym się interesował i czym się zajmował. Bardzo dbał o to, by nie trwonić czasu na bezsensowną mowę. Dlatego w świąteczne dni przy naszym stole oprócz nas zasiadała jeszcze jedna, może dwie osoby. Było skromnie. Stół nie uginał się pod potrawami.

Unikał ludzi?

Przeciwnie, był bardzo towarzyski, ale tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Utrzymywał kontakty z malarzami, pisarzami, artystami. Świetnie się czuł w ich towarzystwie. Nie znosił natomiast żadnego przymusu. Dotyczyło to także jego twórczości. Dlatego nie przyjmował zamówień na książki. Gdy jeden z niemieckich wydawców zaproponował mu, by odbył podróż śladami Goethego i napisał zbiór esejów – odmówił. Taki styl pracy nie leżał w jego naturze.

Prezentów też nie lubił dostawać?

To raczej on dawał prezenty, przywoził je z podróży i obdarowywał najbliższych i przyjaciół. I bardzo lubił dawać kwiaty.

A jaki prezent z okazji urodzin najbardziej by go ucieszył?

Książka. I najchętniej sam sobie te książki kupował.

Wszystkie zdołał przeczytać?

Ależ skąd! Nie przesadzajmy. Książki były mu potrzebne do pracy. Dlatego chciał mieć je w domu, by w każdej chwili mógł z nich skorzystać. Miał ogromną bibliotekę, razem ją układaliśmy, oczywiście pod jego dyktando. Wiedział dokładnie, gdzie który tytuł stoi. Pod koniec życia nie miał już siły czytać, więc ja czytałam mu na głos. Ostatnia książka, którą czytaliśmy, to Siedmiopiętrowa góra Thomasa Mertona. Nieraz późno w nocy urywałam, bo wydawało mi się, że on już śpi. Ale wtedy otwierał oczy i prosił, żebym kontynuowała. Dla mnie to było bardzo sympatyczne, lubię książki, więc ja tylko na tym zyskiwałam.

To zawsze Herbert wybierał tytuły, które czytaliście?

Tak, zawsze on wybierał. Kiedyś, już podczas choroby, zapragnął, żebym mu przeczytała Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Przeszukałam półki, ale nie mogłam nigdzie znaleźć tego tytułu. Nie odpuścił. Musiałam iść do księgarni i kupić. Konfrontacja ze słowem była dla niego szalenie ważna, tym się karmił.

Kiedy pani się pojawiła w życiu Zbigniewa Herberta i jak to się stało?

Poznaliśmy się w

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Wyczyść

Zaloguj się

Miałam szczęście, że go spotkałam
Katarzyna Herbert

urodzona 23 listopada 1929 w Zarzeczu w województwie lwowskim – polska tłumaczka i działaczka kulturalna, wdowa po Zbigniewie Herbercie, założycielka Fundacji im. Zbigni...

Miałam szczęście, że go spotkałam
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze