Jesteśmy tu, żeby was zabić!
fot. nathan dumlao / UNSPLASH.COM

Jesteśmy tu, żeby was zabić!

To nie jest książka, którą się pakuje do walizki na wakacje. Nie da się jej czytać, leżąc beztrosko na leżaku. To nie jest książka na długie jesienne popołudnia i na zimowe wieczory. I to na pewno nie jest książka, którą można przeczytać w tramwaju, na przystanku, w pociągu. Bo ona od pierwszych stron budzi ogromny sprzeciw. To-nie-mo-gło-się-wy-da-rzyć. A jednak. Czytamy i wiemy, że to nie jest wymyślona historia. To jest prawda, którą przyniosło życie. Tacy jesteśmy. Nie wierzycie? Przeczytajcie Pęknięte miasto. Biesłan Zbigniewa Pawlaka i Jerzego Wlazło.

Dlaczego Bóg na to pozwolił?

„ – Przyszedłem zobaczyć, czy potrzebuje pani pomocy – powiedziałem półgłosem.

Nawet na mnie nie spojrzała.

– A jaką pomoc możecie mi dać?

– Możemy postarać się o pomoc finansową, jeżeli potrzebuje pani opieki medycznej, to…

– Pieniędzy nie chcę. Nie możecie mi pomóc.

Stałem zmieszany.

– Może opieka psychologa… – Wciąż nie podnosiła wzroku, więc nie umiałem dokończyć zdania. – Mogę się modlić za panią – wyszeptałem wreszcie.

Wtedy spojrzała mi w oczy.

– Modlić? Modlić? Najpierw powiedzcie mi, dlaczego Bóg do czegoś takiego dopuścił!

Od kiedy przyjechałem do Biesłanu, to pytanie towarzyszyło mi na każdym kroku. Nie umiem tłumaczyć Boga. Umiem Go prosić. I staram się zrozumieć, kiedy mnie nie słyszy. Pytanie „dlaczego” zadawane jest w bólu, rodzi się z braku nadziei w obliczu nieszczęścia. „Dlaczego” – wołał Hiob, straciwszy cały swój majątek, rodzinę, zdrowie.

– Nie wiem. – Bezradnie rozłożyłem ręce. – Różne złe rzeczy dzieją się na świecie. Ale to nie Bóg je zsyła, tylko ludzie. I człowiek musi się z nimi zmierzyć.”

Wielkie święto

1 września 2004 roku. Zaledwie 10 lat temu. Próbuję sobie przypomnieć, co mogłam robić tamtego dnia, ale żaden obraz nie pojawia się mojej głowie. Zaglądam do starego kalendarza. 16.30 – dentysta. Nic więcej. 

Moje dzieci jeszcze nie chodziły do szkoły, więc 1 września wyglądał pewnie tak samo jak inne dni – odwieźliśmy z mężem synów do dziadków, a potem każde z nas poszło do pracy. Przed południem, jak wielu innych dziennikarzy, byłam zapewne w jakiejś szkole na rozpoczęciu roku szkolnego. Potem siedziałam przed ekranem monitora i pisałam. O szkole. Tę informację usłyszałam najprawdopodobniej z radia albo z telewizji. Bo w newsroomie radio i telewizor włączone są przez cały dzień. Nie pamiętam, co czułam. Nie pamiętam, czy umiałam sobie to w ogóle wyobrazić. I czy to można sobie w ogóle wyobrazić? Czy nasza wyobraźnia jest gotowa, żeby coś takiego wymyślić? I czy nas to wtedy poruszyło? Coś, co działo się kilka tysięcy kilometrów od naszych bezpiecznych biurek, domów i ulic?

Zbigniew Pawlak jechał właśnie ulicami Wrocławia ze swoimi dziećmi i żoną do szkoły na rozpoczęcie roku szkolnego. Byli spóźnieni, więc jechał dość szybko. Spiker w radiu przeczytał informację z ostatniej chwili: „Siedem osób zginęło w ataku terrorystycznym na szkołę w Rosji. Napastnicy przetrzymują ok. 250 zakładników, w tym ponad 130 dzieci. Atak przeprowadził oddział zorganizowany prawdopodobnie przez Szamila Basajewa. Do Biesłanu wysłano rosyjskie oddziały specjalne….”.

Dla niego ta informacja brzmiała inaczej niż dla tysięcy Polaków, którzy jej słuchali. Gdy tylko wrócił do dom

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się