Epoka Ratzingera
fot. daniel apodaca / UNSPLASH.COM

W jednym z ostatnich wystąpień Benedykt XVI mówił o tym, że zamiast rzeczywistego soboru wiary zwyciężył jego fałszywy obraz, „sobór mediów”, umodelowany według oczekiwań świata. Papież potwierdził, „sobór wirtualny” był silniejszy niż „sobór realny”.

Sytuacja, gdy papieżem zostaje oryginalny myśliciel, tylko z pozoru jest sytuacją wymarzoną lub zgoła naturalną. W rzeczywistości jest to obarczone wielkim ryzykiem. Zaraz pojawiają się pytania: Kim zechce teraz być profesor, który został pasterzem wszystkich? Jak daleko każe iść Kościołowi za swoimi osobistymi pasjami, badaniami, obsesjami, subtelnościami? Na ile te ostatnie są rzeczywiście potrzebą ludu Bożego? Oczywiście nie znaczy to w żadnym razie, że sytuacja, gdy na Stolicę Piotrową wstępowałby dla odmiany prostak z kilkoma chaotycznymi ideami w głowie, jest bezpieczną alternatywą – jednak powiedzmy sobie szczerze: papież będący indywidualnością teologicznego intelektualisty to na pewno wyzwanie!

Dlatego wybór kogoś takiego na papieża to dość rzadki wyjątek od reguły. W ostatnim stuleciu – skądinąd pełnym papieży gruntownie wykształconych, będących jednocześnie praktykami w duszpasterstwie czy dyplomacji – wybór biskupa myśliciela zdarzył się dwa razy, ale raz za razem: kimś takim był przecież biskup filozof z Polski i bawarski biskup teolog z Rzymu.

Kiedy swoją posługę papieską rozpoczynał profesor teologii Joseph Ratzinger, oświadczył mocno: „Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizować swojej własnej woli, nie kierować się swoimi ideami, ale wsłuchiwać się z całym Kościołem w słowo i w wolę Pana oraz pozwolić się Jemu kierować, aby On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii” (inauguracja pontyfikatu, 24 kwietnia 2005 roku).

To oświadczenie zostało odebrane przez niektórych jako dobrotliwa zapowiedź odstąpienia przez „inkwizytora, który stał się papieżem” od przypisywanej mu skłonności do narzucania swojej idei ortodoksji – a więc i swoich idei teologicznych. Widziano w tym również obietnicę swoistej abdykacji: przestaję być teologiem, chcę być pasterzem. Jednak w rzeczywistości słowa te były niczym innym, jak osobistym przyjęciem zobowiązania, które Joseph Ratzinger niespełna rok wcześniej przypomniał jako limity zdrowej teologii prymatu papieskiego: „Papież nie jest monarchą absolutnym, jego wola nie jest prawem. Jest on strażnikiem autentycznej Tradycji, a co za tym idzie – pierwszym gwarantem posłuszeństwa”1.

To należące do istoty prymatu „ograniczenie uprawnień najwyższej władzy w Kościele” oznacza na pewno, że papież „nie może robić wszystkiego, co mu się spodoba”. Nie może więc uznać, że wraz z nim do rangi zwornika jedności Kościoła i kryterium interpretacyjnego w wierze został podniesiony jego osobisty warsztat teologiczny lub koncepcje umysłowe tylko dlatego, że stały się teraz teologią papie

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się