Byłem wolontariuszem Szlachetnej Paczki
fot. pawel czerwinski / UNSPLASH.COM

Byłem wolontariuszem Szlachetnej Paczki

Ponad 16 tysięcy rodzin w całej Polsce otrzymało Szlachetne Paczki. Ósmy finał akcji organizowanej co roku przez Stowarzyszenie Wiosna okazał się sukcesem. Żadna z rodzin włączonych do projektu nie została bez pomocy.

Nigdy nie widziałem takiego strachu. Basia tuli się do mamy.

– Ten pan to tata?

Ledwie słyszę głos dziewczynki. W telewizorze lecą Milionerzy. Elegancka ruda kobieta rozsiadła się wygodnie naprzeciwko Huberta Urbańskiego i walczy o gwarantowane czterdzieści tysięcy złotych. Jest późno. Dopiero teraz mama Basi znalazła czas na spotkanie z nami, by odpowiedzieć na kilkanaście pytań formularza. Uczyliśmy się go wypełniać na szkoleniu z młodą wolontariuszką z Krakowa. Będziemy walczyć o włączenie tej rodziny do Szlachetnej Paczki.

– Jak zmieniło się pani życie? Czy korzysta pani z pomocy innych instytucji? Czy dostajecie pięćset plus? Co pomoże wam wyjść z trudnej sytuacji?

Koleżanka wolontariuszka dziwnie się na mnie patrzy. Później mi wyjaśni, że jeśli będę rozmawiał z ludźmi zgodnie z pytaniami z formularza, to niczego się nie dowiem. Dlatego następnej rodziny po prostu wysłucham, a formularz wypełnię w domu. Na razie walczę z ramkami, w które trzeba wpisać precyzyjną odpowiedź na pytania typu: „Jak wyglądało państwa życie kiedyś, a jak wygląda dzisiaj?”, „Co stoi na przeszkodzie w rozwiązaniu problemów?”. W tym wypadku największą przeszkodą jest tata Basi, który pił i bił.

– Bogata – mówię do wolontariuszki. Zgodnie z regulaminem chodzimy dwójkami, żeby nic nam się nie stało.

– To, że mają wypasiony telewizor, jeszcze nic nie znaczy – mówi koleżanka. Mamy chwilkę na wymianę spostrzeżeń. Mama wyszła z Basią do łazienki. – Szukaj biedy gdzie indziej, nie w przedmiotach.

Martusia

Nigdy nie widziałem takiego brudu. Nigdy nie oddychałem tak zepsutym powietrzem. Nigdy nie przypuszczałem, że Trzeci Świat jest tuż za rogiem. Wystarczy skręcić z głównej ulicy w prawo za sklepem mięsnym tuż obok apteki całodobowej.

Siadam na szaroburej kanapie. Obicie mebla jest czarne od brudu. Udaję, że brud mnie nie dotyka, chociaż czuję go każdym skrawkiem skóry. Oddycham płytko. – Może otworzymy okno? – proponuję. Mężczyzna, chyba mój rówieśnik, odmawia. Ogrzewanie jest bardzo drogie. Opieka społeczna dokłada do rachunku, ale i tak trzeba wyłożyć miesięcznie stówkę. Ciepła woda? Zbytek łaski. Czy chcę zobaczyć łazienkę? Nie, dziękuję.

 – No chodź pan.

Wstaję. Dotykam spodni. Będę musiał je spalić. Martusia jest w szkole, a żona u lekarza. Psychiatra zapisze proszki, których kobieta nie weźmie, i znów którejś soboty przyjedzie policja i pogotowie.

W kącie stoi małe biurko Martusi. Są lampka, przytulanka, kolorowe zeszyty. Jakoś przepchnę tę rodzinę w systemie. Dziewczynka dostanie nowy tablet.

– Renta? Zasiłek celowy? Pięćset plus? – zadaję pytania z formula

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się